Rosja i Chiny nie chcą rezolucji przeciwko Syrii. Oficjalnie niepokój budzą ostre słowa i zakres reakcji, czyli nałożenie sankcji gospodarczych, powołanie śledczego i zamrożenie kont syryjskim oficjelom. Niewątpliwie pomogłoby to wyjaśnić jak uknuli oni zabójstwo libańskiego premiera Rafika Haririego. Ale Moskwa i Pekin uważają inaczej. Za troską o losy syryjskich polityków kryje się chęć obrony własnych. Rosja i Chiny nie chcą dopuścić do przyjęcia rezolucji, która z jednej strony otwierałaby drogę do wyjaśnienia wielu polityczno-państwowych mordów ostatnich lat (chociażby Selima Chana Jandarbijewa, prezydenta Czeczenii zabitego przez Rosjan w Katarze), a z drugiej strony uniemożliwiała je w przyszłości. A wiadomo, że morderstwa polityczne nie dość, że są stosunkowo łatwymi rozwiązaniami, to eliminują problem definitywne.
Jest jeszcze inny argument. Równie istotny. Chodzi o renomę w tej części świata, która raczej nienawidzi Zachodu. Oficjalnie jest to świat wielobiegunowy, oparty na poszanowaniu własnych systemów wartości. W tym świecie nie chodzi więc o to jak rządzisz, kogo wsadzisz za kraty, kogo do trumny, ale o to by pomagać sobie w utrzymaniu własnych systemów wartości. Zgodnie z tym rozumowaniem można być pewnym, że Haririego zabili Żydzi.
Grzegorz Sadowski