Historia każdej z postaci jest opowiadana na różne sposoby. Inaczej porusza się kamera pokazująca malującego graffiti Daniela, inaczej sędziego, który z wiecznie zmęczonym wyrazem twarzy gra sam ze sobą w kości. Mocną stroną obrazu Kariego jest bowiem jego strona wizualna, która sama doskonale potrafiłaby obronić ten film. Kari zbudował go na antynomiach: ciszy i zgiełku, sensie i banale, kwadracie i kole itp. Pewnie dlatego też "Zakochani widzą słonie" są filmem czarno-białym, przywodzącym na myśl nostalgiczny nastrój fotografii i filmów z lat sześćdziesiątych. Takie rozwiązanie dodatkowo podkreśla inność rzeczywistości, w której egzystują bohaterowie.
W filmie Kariego nie zabrakło tematyki moralnej. Pod przykrywką humoru i absurdu ukryta jest zaduma i poszukiwanie sensu życia. Dziadek recytujący Dziesięć Przykazań, niechciana ciąża i aborcja, wiszące w powietrzu samobójstwo - każdy z tych problemów zostanie doprowadzony do końca bez stawiania prowadzących donikąd pytań retorycznych, z których tak często korzystają autorzy masowych pseudomoralizatorkich produkcji.
Symptomatyczne, że na ekranach kin coraz częściej pojawia się typ bohatera, którego można by nazwać "nieprzystosowanym", (np. bohaterowie filmów Zelenki), co wskazuje na wspólne problemy, jakie niezależnie od narodowości dotykają ludzi z naszego kręgu cywilizacyjnego.
Dagura Kariego polscy widzowie poznali już przed dwoma laty jako autora filmu "Noi Albinoi". "Zakochanymi..." młody reżyser dowiódł, że nie był to jednorazowy wybuch talentu.
Magdalena Gołda