Wojna cenowa linii lotniczych

Wojna cenowa linii lotniczych

Dodano:   /  Zmieniono: 
Europejscy przewoźnicy tną ceny, aby odeprzeć atak tanich linii. Kto skapituluje?
Jeszcze niedawno wydawało się, że największe tanie europejskie linie lotnicze Ryanair i EasyJet nie mają nic wspólnego z kłopotami branży lotniczej. Ich obroty i zyski rosły - a co najważniejsze - największe linie zachowywały się tak, jakby nie dostrzegały rodzącej się konkurencji. Teraz jednak tanie linie lotnicze mogą czekać turbulencje. 3 lutego Komisja Europejska zdecydowała, że Ryanair musi zwrócić 5 milionów dolarów dotacji otrzymane od belgijskiego lotniska Charleroi. Wcześniej przewoźnik ten obniżył prognozę finansową. W efekcie akcje spółki potaniały prawie o jedną trzecią. Z kolei w roku obrachunkowym zakończonym 30 września ubiegłego roku londyński EasyJet poinformował o 34-procentowym spadku zysku.
Słaba koniunktura gospodarcza i surowa polityka unijnych władz to tylko część problemów, z którymi muszą się borykać niskobudżetowi przewoźnicy. Znacznie poważniejszym zagrożeniem stają się duże linie, takie jak British Airways i Air France, które rozpoczęły właśnie wojnę cenową. Bilet w obie strony na trasie Londyn - Paryż w pierwszej linii kosztuje nawet 119 dolarów. To nadal dużo więcej niż 62 dolary (tyle kosztuje bilet w dzień powszedni poza godzinami szczytu w EasyJet), jednak o innych porach dnia ceny biletów są u obu przewoźników podobne. Poza tym pasażerowie EasyJet nie dostają dodatkowych mil za korzystanie z usług linii. - Oferujemy pełną usługę w cenie niskobudżetowych linii na ponad 170 trasach w Europie - mówi Martin George, dyrektor ds. marketingu w BA.
Tanie linie lotnicze odpowiadają jeszcze niższymi cenami biletów. Gdy Aer Lingus zaczął sprzedawać bilety w jedną stronę z Dublina do Londynu po 14,5 dolara, Ryanair obniżył cenę do 13 dolarów. W sumie w ostatnim kwartale 2003 r. Ryanair obciął ceny średnio o 11 procent. W całym ubiegłym roku bilety EasyJet potaniały o 6,7 procent. - Wygramy dzięki redukowaniu cen - zapewnia prezes Ryanair Michael OŐLeary. Jako przykład podaje amerykańskie linie Southwest Airlines, które w latach 90. przetrwały brutalną wojnę cenową i stały się największym niskobudżetowym przewoźnikiem na dochodowym rynku kalifornijskim.
Jednak tanie linie znalazły się w wyjątkowo trudnej sytuacji. Nie mogą bowiem zrekompensować sobie strat na trasach, gdzie panuje silna konkurencja, zyskami z lotów na dłuższych dystansach oraz świadczeniem usług o podwyższonym standardzie. Poza tym tradycyjni przewoźnicy, jak BA, zaczęli wykorzystywać niektóre pomysły linii niskobudżetowych, np. możliwość rezerwowania biletów w Internecie. - Wielu Europejczyków woli podróżować tradycyjnymi liniami - zauważa Chris Tarry, brytyjski konsultant ds. rynku lotniczego. - Okazuje się, że nie są aż tak wrażliwi na różnicę cen i zapłacenie kilku euro więcej za bilet nie stanowi dla nich problemu - mówi. I rzeczywiście gdy Ryanair obniżał ceny, średnie zapełnienie miejsc w samolotach tych linii przez ostatni kwartał ubiegłego roku spadło z 76 do 71 procent.

KOSZTY DZIAŁAŃ WOJENNYCH
Przedłużająca się wojna cenowa mogłaby zmusić tanich przewoźników do ograniczenia planów ekspansji. Ryanair podpisał z Boeingiem umowę na 250 nowych samolotów typu 737, a EasyJet zamówił 240 nowych airbusów A319. Linie zapewniają, że nie zamierzają zmniejszać zamówień. Głównym celem obu przewoźników jest zwiększenie udziałów w niemieckim rynku - największym w Europie - gdzie Ryanair i EasyJet chcą pokonać nowe małe linie lokalne. Ryanair cały czas zwiększa liczbę lotów ze swojego centrum przesiadkowego Frankfurt Hahn, a wiosną EasyJet zacznie korzystać z berlińskiego lotniska Schoenefeld.
Na tym tle decyzja unijnych władz to tylko pstryczek w nos dla Ryanair. Choć O’Leary robi wiele szumu wokół decyzji Brukseli, 5 milionów dolarów, które musi zwrócić, to niewielka suma w porównaniu z miliardem nadwyżki, którą ma Ryanair.
Na razie największymi wygranymi są podróżni. Jeżeli myćlisz o wakacjach na Riwierze Francuskiej, z EasyJet dolecisz z Paryża do Nicei nawet za 84 dolary. Czas pakować walizki - taka okazja może się już nie trafić.
Carol Matlack (Paryż)