Historię polskiego żołnierza ze szczegółami opisuje Onet. Chodzi o wydarzenia z 2 listopada 2023 roku w okolicy wsi Topidło w Puszczy Białowieskiej. Tamtejszego odcinka granicy polsko-białoruskiej strzegła wówczas 1 Warszawska Brygada Pancerna. Feralnego dnia otrzymali oni zawiadomienie o wykryciu przejścia grupy około 10 migrantów. Akcją wsparcia dla Straży Granicznej dowodził podporucznik Ł.
Żołnierz postrzelił migranta na granicy. Usłyszał zarzuty
Gdy Ł. dostrzegł nadchodzących w jego stronę ludzi, w języku polskim i angielskim przepisowo wezwał ich do zatrzymania się. Kiedy nie było reakcji, oddał strzał ostrzegawczy z PM 98. Następnie schodzi ze ścieżki do lasu i oddaje kolejny strzał z tej samej broni. Migranci zaczynają uciekać, a żołnierze rozpoczynają pogoń. Z akt sprawy wynika, że następnie słychać było kolejne strzały, a nawet eksplozję.
Podczas pościgu ppor. Ł. upadł na ziemię, a jego pistolet wypalił w niekontrolowany sposób, trafiając w kręgosłup 22-letniego Syryjczyka. Z zeznań oraz nagrań kamer wynika, że mężczyźnie udzielono pomocy. On sam twierdził, że tego nie zrobiono. Ł. miał przez cały czas zajmować się rannym. Karetka przyjechała po 20 minutach, by zabrać mężczyznę do szpitala w Hajnówce, a później w Białymstoku, gdzie usunięto pocisk. Po kilku dniach Syryjczyk opuścił szpital.
Dwa dni po postrzale pełnomocnictwo do reprezentowania obywatela Syrii przedstawia w Prokuraturze Rejonowej w Hajnówce radca prawny Jakub Ławniczak. On też składa zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Dwa dni później 22-letni migrant podpisuje pełnomocnictwo znanego prawnika, mecenasa Piotra Zemły. To on bronił prof. Małgorzaty Gersdorf w postępowaniu dyscyplinarnym, a w grudniu 2023 roku został przewodniczącym Rady Nadzorczej Telewizji Polskiej.
Po 6 dniach od postrzału Syryjczyk zeznaje przed Żandarmerią Wojskową. Twierdzi, że nie było strzału alarmowego ze strony ppor. Ł. Mówi, że jedynym strzałem był ten do niego, czemu przeczą analizy balistyczne, mówiące o trzech strzałach z broni Ł. 22-latek przedstawia też inną relację co do zachowania polskiego żołnierza, której przeczą inni świadkowie i materiały wideo.
Pod koniec maja 2025 roku żołnierz usłyszał zarzuty z art. 354 par. 1 Kodeksu karnego, dotyczące nieostrożnego obchodzenia się z bronią. Kara za taki czyn to do trzech lat pozbawienia wolności. W rozmowie z Onetem żołnierze z jego brygady nie kryli swojego oburzenia. Przywoływali słowa ministra obrony narodowej Władysława Kosiniaka-Kamysza, który zapewniał, że żołnierze nie powinni bać się reagować i muszą być pewni, że procedury prawne ich chronią.
— Żołnierz, który zostaje karany w jakikolwiek sposób za wypełnianie przysięgi wojskowej, staje przed dylematem: czy było warto i jaką cenę przyjdzie zapłacić? – komentuje jeden z żołnierzy z brygady ppor. Ł. — Czy wiedząc o możliwych zarzutach, będzie na tyle zdesperowany, aby działać instynktownie jak go szkolono, czy też będzie się bał używać swoich „narzędzi pracy”, gdy nadejdzie czas walki w prawdziwym konflikcie zbrojnym? – pyta.
Mariusz Błaszczak o sprawie oskarżonego żołnierza
Swój komentarz w sieci zamieścił też były szef MON Mariusz Błaszczak. „Sprawa żołnierza, który otrzymał zarzuty za obronę granicy opisana dziś przez Onet, to skandal państwowy i akt zdrady państwa Tuska wobec ludzi w mundurach” – pisał poseł PiS.
„Zamiast stać po stronie żołnierza broniącego granicy, rządowa prokuratura staje po stronie nielegalnego migranta, który dziś domaga się odszkodowania od polskiego oficera” – podkreślał.
„Donald Tusk przecież wielokrotnie mówił, o tym że jest murem za polskim mundurem. To były puste słowa i hipokryzja. Tak nie buduje się bezpieczeństwa państwa. Tak łamie się kręgosłup armii. Tak zdradza się tych, którzy mają odwagę stanąć na pierwszej linii” – grzmiał polityk.
„Sytuacja na granicy z Białorusią przypomina poligon doświadczalny, w którym rządzący testują swoją nieudolność. Zarzuty dla żołnierzy i regularne wtargnięcia w polską przestrzeń powietrzną balonów – nikt nad niczym nie panuje” – stwierdzał Błaszczak.
„Żołnierz nie może się bać prokuratora bardziej niż agresora na granicy. A rząd, który na to pozwala, nie ma moralnego prawa mówić o bezpieczeństwie Polski” – podsumował.
MON reaguje na słowa Błaszczaka i akt oskarżenia
Na wpis Błaszczaka odpowiedziało Ministerstwo Obrony Narodowej. „ Informujemy, że żołnierz, który w listopadzie 2023 roku w trakcie służby na granicy z Białorusią przypadkowo postrzelił migranta, na początku nie otrzymał żadnej pomocy z resortu kierowanego jeszcze przez ponad miesiąc przez ministra Błaszczaka” – czytamy w oświadczeniu.
„Po objęciu resortu przez Władysława Kosiniaka-Kamysza, powstał Zespół Ochrony Praw Żołnierzy, który kompleksowo pomaga w takich sytuacjach. Żołnierz ten ma dziś pełne wsparcie dowódców Wojska Polskiego i prawników z Zespołu Ochrony Praw Żołnierzy” – podkreślano dalej. Dodawano, że wspomniany żołnierz udzielił pełnomocnictwa do obrony prawnikom, którzy współpracują z ministerstwem.
„Szef MON nie zgadza się z zarzutami karnymi prokuratury. Pomoc prawna będzie udzielana żołnierzowi do czasu wyjaśnienia i zakończenia tej sprawy, a w przypadku niekorzystnego rozstrzygnięcia będą składane środki odwoławcze. Żaden żołnierz w podobnej sytuacji nie pozostanie bez pomocy prawnej resortu” – zaznaczono na koniec.
.
Czytaj też:
Incydent na granicy z Białorusią. Pilny komunikat wojskaCzytaj też:
Funkcjonariusz SOP zaatakował rodzinę. Sąsiedzi ujawniają nowy wątek w sprawie
