W poniedziałek 26 stycznia ok. godz. 21:30 policja otrzymała zgłoszenie o awanturze, do której miało dojść w jednym z bloków przy ul. Bałtyckiej w Ustce. Jak się okazało, 44-letni funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa zaatakował nożem dwójkę swoich dzieci, żonę i teściów. Sam również się ranił.
Niestety, obrażenia 4-letniej dziewczynki były na tyle poważne, że nie udało jej się uratować. W czasie, kiedy na miejscu pojawili się funkcjonariusze policji, mężczyzna był agresywny. Został obezwładniony. Śledztwo w sprawie wszczęła Prokuratura Okręgowa w Słupsku.
Funkcjonariusz SOP zaatakował rodzinę. Nie żyje 4-letnie dziecko
Służba Ochrony Państwa wydała komunikat w związku ze sprawą. „Z wielkim bólem informujemy o tragicznym zdarzeniu z udziałem funkcjonariusza SOP, który podczas urlopu zaatakował nożem pięcioro członków swojej rodziny. Niestety, w wyniku odniesionych obrażeń zmarła 4-letnia córka funkcjonariusza. Składamy kondolencje oraz wyrazy głębokiego współczucia rodzinie i bliskim” – czytamy.
Jak podano dalej, mężczyzna od 23 lat pracował w SOP, a na początku października 2025 r. przeszedł badania okresowe, w tym psychologiczne i został dopuszczony do dalszej służby. Służba Ochrony Państwa zawiesiła funkcjonariusza oraz wszczęto procedurę wydalenia go ze służby.
Sąsiedzi reagują po tragedii. „W życiu bym się nie spodziewał”
Głos w rozmowie z „Faktem” zabrał pan Krzysztof, który mieszka w tym samym bloku, gdzie doszło do tragedii. To on jako pierwszy dzwonił na pogotowie, gdy usłyszał wołanie o pomoc i dziecięce krzyki. – Piotrek jest bardzo sympatyczny. Miał bardzo dobry kontakt z sąsiadami, chętnie rozmawiał, za każdym razem się zatrzymał. W życiu bym się nie spodziewał, że może zrobić coś rodzinie – mówił mężczyzna. Jak dodał, po raz ostatni widzieli się w niedzielę. – Stanął ze mną, rozmawialiśmy, po chwili wyszła Malwina z dziećmi i poszli na rodzinny spacer – dodał.
Z relacji innych sąsiadów wynika, że 44-latek w przeszłości wyjeżdżał na misje, co nie zostało na razie potwierdzone przez służby. – Wiem, że był kiedyś w Afganistanie. Może zmagał się ze skutkami stresu pourazowego, bo wiadomo, że na takich misjach niejedno się widzi – przekazał jeden z informatorów. – Jako funkcjonariusz SOP ochraniał ambasady, więc często służbowo wyjeżdżał za granicę – dodał kolejny i zaznaczył, że tylko choroba może być odpowiedzią na pytanie, dlaczego doszło do tragedii.
Czytaj też:
Wstrząsająca relacja świadka po tragedii w Ustce. „Krzyczeli, że ma nóż i są dzieci”Czytaj też:
SOP reaguje po tragedii w Ustce. Ekspert wyjaśnia przyczyny
