Szklane kule prezesów

Szklane kule prezesów

Transakcje osób zarządzających giełdowymi spółkami są barometrem kursów akcji
Wciągu ostatnich dwóch miesięcy osoby zarządzające spółkami notowanymi na GPW lub zasiadające w ich radach nadzorczych przeprowadziły kilkanaście znaczących transakcji giełdowych. Poczynania menedżerów lepiej obrazują kondycję zarządzanej przez nich firmy niż sprawozdania finansowe.
Akcje Redanu zadebiutowały na giełdzie 30 grudnia po 18,15 zł, o 51,25 proc. powyżej ceny emisyjnej, która wyniosła 12 zł. Radosław Wiśniewski, prezes spółki, uznał, że debiut jest zadowalający i tego samego dnia rozpoczął realizację zysków. Sprzedaż 1,25 mln akcji wystarczyła, aby kurs zaczął zniżkować. Nie pomogły tłumaczenia prezesa, że musiał sprzedać akcje na spłatę kredytu zaciągniętego na ich objęcie. Wkrótce w jego ślady poszedł jego zastępca.
- Sprzedaż akcji przez zarządzających spółką nie wpływa dobrze na jej wizerunek. Zwłaszcza jeżeli do transakcji dochodzi zaraz po debiucie giełdowym. Inwestorzy są bardzo wyczuleni na takie posunięcia i tracą wiarę w dobre zarządzanie firmą - mówi Jakub Papierski, prezes CDM Pekao. - Dlatego wprowadzając nowych emitentów na parkiet, staramy się zawierać z ich zarządami umowy, które ograniczają możliwość sprzedaży akcji przez członków zarządu w krótkim czasie po debiucie. Rynek lubi spółki, które trafiają na giełdę w celu zebrania kapitału na dalszy rozwój, a nie w celu zmonetyzowania udziałów właścicieli - dodaje.
Umowy zawierane przez CDM Pekao nie są jednak standardem. Tracą na tym nie tyle spółki, ile ich akcjonariusze. W wypadku Redanu zaraz po ujawnieniu informacji o sprzedaży akcji przez szefów firmy kurs spadł o 8 proc. Pod koniec stycznia akcje były tańsze już o 20 proc., a w połowie lutego o 24 proc.
- Zawsze zwracamy uwagę na transakcje zawierane przez osoby powiązane ze spółkami giełdowymi. Analizujemy je i rozważamy ich przyczyny oraz wiążące się z nimi konsekwencje - mówi Tomasz Adamski, prezes Skarbiec Investment Management. Według niego, właściciel spółki, która osiągnęła pewien poziom rozwoju i weszła do obrotu publicznego, ma prawo do premii. - Gorzej, jeżeli celem było tylko wejście na giełdę i sprzedaż akcji, zwłaszcza w momencie gdy w spółce źle się dzieje - uważa Adamski.

Kto wie, ten sprzedaje
W wypadku Simple nadzorujący spółkę mieli jasny obraz sytuacji w firmie. Wyprzedaż akcji przez członka rady nadzorczej rozpoczęła się 22 października i trwała do 13 stycznia 2004 r. W tym czasie spółka dwukrotnie obniżała prognozy finansowe, a kurs zanotował najniższy poziom w ciągu ostatniego półrocza.
Wyprzedaż akcji często świadczy również o tym, że zarządzający nie wierzą w szybką poprawę rynkowych notowań. Przykładem tego może być firma W. Kruk. W sierpniu ubiegłego roku wyprzedaż rozpoczął pełniący funkcję wiceprezesa ds. marketingu Lech Borek, który sprzedawał akcje po 18,80 zł i 21,60 zł. We wrześniu za jego przykładem poszła Monika Jaruzelska, pełniąca funkcję wiceprezesa spółki zależnej DCG, sprzedając akcje w cenie od 22,20 do 22,80 zł. Potem spółka kilkakrotnie weryfikowała prognozy wyników finansowych - zawsze w dół. Grupa W. Kruk miała zarobić w ubiegłym roku 2,9 mln zł netto. W listopadzie skorygowała prognozę na 2,6 mln zł straty. Ostatecznie strata grupy wyniosła prawie 5 mln zł. Dalsza wyprzedaż akcji nikogo więc nie dziwiła. Pod koniec listopada kurs wynosił już 10,80 zł. Grudniowy wzrost do 13 zł wiceprezes Piotr Piechowiak uznał za atrakcyjny i wykorzystał do pozbycia się swoich akcji.
Kolejne transakcje zawarte przez członków zarządu w styczniu nie wstrząsnęły kursem. Informacjom tym towarzyszyły bowiem przedstawione przez spółkę plany restrukturyzacji i dobre prognozy. Inwestorzy najwyraźniej uwierzyli, że tym razem prezes Jan Rosochowicz dotrzyma słowa. Także informacja o sprzedaży akcji Farmacolu przez wiceprezesa Dariusza Krugiela w dniach 6-8 stycznia nie wyrządziła szkód notowaniom tej spółki. Równolegle opublikowano bowiem dobre wyniki firmy za ubiegły rok.

Kto wie, ten kupuje
śledzenie poczynań zarządzających spółkami giełdowymi nie tylko pozwala ograniczyć straty w wypadku wyprzedaży akcji, ale również zyskać dzięki naśladowaniu transakcji odwrotnych. Inwestycje członków zarządów w akcje własnych firm są bowiem najlepszą prognozą dobrych zmian, które mogą nastąpić w firmie i pozytywnie wpłynąć na notowania giełdowe. Pierwsza informacja o kupnie akcji firmy Wawel przez Andrzej Szwarca, członka rady nadzorczej spółki, poprzedziła komunikat o zaplanowanych inwestycjach, natomiast kolejna transakcja wyprzedziła ogłoszenie wezwania na akcje. W tym czasie ich kurs wzrósł o 6 proc.
Największe profity przyniosła inwestycja w akcje Elektrimu. 5 stycznia, w dniu podania informacji o zawartej transakcji kupna walorów spółki przez członka rady nadzorczej Zbigniewa Jakubasa, wycena giełdowa papierów wynosiła 3,18 zł. Trzy tygodnie później - 26 stycznia - już 5,85 zł, co oznacza osiągnięcie 84-procentowej stopy zwrotu z trzytygodniowej inwestycji. W tym czasie opublikowano kilka pozytywnych informacji. Elektrim sprzedał bowiem akcje operatora telefonii EL-Net za 6 mln zł i akcje Mostostalu Warszawa za 33,4 mln zł.
W zarządzaną przez siebie spółkę wierzy też Sławomir Masiuk, prezes Boryszewa. Akcje kupował jeszcze w grudniu ubiegłego roku po 62,80 zł. W ciągu niespełna sześciu tygodni kurs akcji wzrósł do 131 zł. Dziś dobremu postrzeganiu spółki sprzyja objęcie kolejnej emisji akcji przez fundusze emerytalne oraz zapowiedź finalizowania rozmów dotyczących zakupu dwóch zakładów działających w branży budowlanej i budowy silnej grupy kapitałowej wokół Boryszewa. Dobre są również prognozy finansowe oraz zapowiedź przeznaczenia jednej trzeciej zysku na dywidendę. Prezes wiedział więc, kiedy zwiększyć swoje zaangażowanie kapitałowe...
Transakcje zawierane przez członka rady nadzorczej pozytywnie wpłynęły też na kurs akcji Pepeesu. Wojciech Faszczewski kupował papiery od 5 stycznia do 4 lutego po średnich cenach 39,20 i 38 zł. Po upublicznieniu tej informacji 6 lutego kurs akcji wzrósł w ciągu tygodnia o 18,6 proc., do 47,20 zł. Tego dnia spółka opublikowała też raport kwartalny, z którego wynika, że w 2003 r. jej zysk netto wyniósł 3 232 tys. zł i był niemal 13 razy więcej niż w roku poprzednim.

Dobre praktyki? Niechętnie
Wiele transakcji wyprzedza publikację dobrych (lub złych) informacji z firmy. Niektóre z nich mogą świadczyć o wykorzystaniu informacji poufnych. Ograniczenie prawa obrotu akcjami osobom powiązanym ze spółką zapobiegłoby takim spekulacjom. Pierwsza wprowadziła je Agora. Członkowie jej zarządu podpisali umowę, która określa zasady przeprowadzania transakcji giełdowych. Ponieważ podobne polskie regulacje jeszcze nie istniały, Agora wzorowała się na rozwiązaniach przyjmowanych przez spółki amerykańskie i na przepisach giełdy londyńskiej. Nie są one jednak popularne na polskim rynku, mimo wprowadzenia przez warszawską GPW Dobrych praktyk w spółkach publicznych.
Do nielicznych pozytywnych wyjątków należy też spółka Duda. Decyzję o sprzedaży jej akcji przez założycieli w styczniu tego roku poprzedzono konsultacjami z inwestorami. Zawarcie transakcji było więc zgodne z umową porozumienia akcjonariuszy, co zostało docenione przez rynek. Kurs akcji wzrósł z 57 zł w dniu podania informacji do 63,20 zł w połowie lutego. Gdyby wszystkie spółki tak postępowały, może mniej byłoby domysłów na temat transakcji przeprowadzanych przez menedżerów. Choć z drugiej strony - drobni inwestorzy straciliby możliwość naśladowania giełdowych proroków.

Dobre praktyki w spółkach publicznych
Przy dokonywaniu transakcji z akcjonariuszami oraz innymi osobami, których interesy wpływają na interes spółki, zarząd powinien działać ze szczególną starannością, aby transakcje były dokonywane na warunkach rynkowych.
Członek zarządu powinien zachowywać pełną lojalność wobec spółki i uchylać się od działań, które mogłyby prowadzić wyłącznie do realizacji własnych korzyści materialnych. źródło: GPW

Czytaj także

 0