Polscy prezesi szczerze o swoich wynagrodzeniach.
PŁACE SZEFÓW: JESZCZE SŁODSZE ŻYCIE
Wynagrodzenia prezesów rosły niezależnie od koniunktury. Ale dopiero teraz zaczyna się prawdziwa jazda w górę
Paweł Tamborski, dyrektor zarządzający w CAIB i prezes NFI Hetman, przyznaje, że ostatnią podwyżkę dostał rok temu, Jego pensja wzrosła wtedy o 25 proc. Nie odczuł więc na własnej skórze chudych lat w polskiej gospodarce, zarabiając - według szacunków BusinessWeeka - około 1,2 mln zł rocznie. Podobnie bezboleśnie przez dekoniunkturę przeszła większość prezesów polskich firm.
Zdaniem Piotra Sierocińskiego, analityka płac z firmy doradczej Deloitte, w latach 2002-2003 płace prezesów rosły o 10-15 proc. rocznie, przy średniej dynamice dla całego rynku wynagrodzeń na poziomie 5 proc. W minionych latach w takim tempie rosły jedynie podstawowe pensje szefów (ich wzrost mieli zagwarantowany w kontraktach, które podpisywali jeszcze w okresie dobrej koniunktury). Premie, udziały w zyskach itp. z reguły jednak się nie zmieniały. - W tym roku dynamika płac będzie podobna, ale obejmie też składniki ściśle zależne od wyników spółek - uważa ekspert z Deloitte.
Andrzej Woźniakowski, szef działu doradztwa HR z Ernst& Young, zgadza się z opinią, że w tym roku nie będzie skokowego wzrostu płac polskich szefów, jednak za 3 do 5 lat mogą one pójść w górę podobnie raptownie jak na początku lat 90. Taki skok oznacza podwyżki o 50-70 proc. Trzeba jednak pamiętać, że obecnie zarobki prezesów są średnio dwukrotnie niższe niż ich kolegów ze "starej Unii".
Początkowo łagodna wspinaczka wynagrodzeń najlepiej obserwowalna będzie w firmach produkcyjnych i współpracujących z Zachodem (eksporterów i kooperantów). Skok będzie tym szybszy, im wyższy będzie wzrost gospodarczy i absorpcja unijnych środków pomocowych. Paweł Dziechciarz z firmy HRK Partners, od lat analizujący płace w firmach, ocenia, że beneficjentami ogólnego trendu podwyższania płac szefów będą przede wszystkim ludzie kierujący firmami średniej wielkości, z sektora informatycznego i finansowego. - Kolosy typu PKP, Polskie Sieci Energetyczne są nadal firmami państwowymi, a małe firmy prywatne, poza wyjątkami, zawsze były w ogonie płacowego peletonu i tak pozostanie - tłumaczy Dziechciarz.
Jedno jest pewne, samo wejście do Unii nie przełoży się automatycznie na podwyżki, zadecyduje o tym wyłącznie stan polskiej gospodarki.
Pojawią się jednak nowe determinanty wynagrodzeń prezesów. Przy założeniu, że wzrost gospodarczy utrzyma się na wysokim, ponad 5 proc. poziomie, na rynku pracy menedżerów pojawi się wyraźna presja popytowa. A to oznacza, że pracodawcy, którzy zechcą zatrzymać u siebie wybitnych będą musieli im płacić coraz więcej. Próg wrażliwości prezesa na zmianę miejsca pracy, to płaca wyższa o 20-30 proc - szepczą headhunterzy.
- Liczba zleceń naszego działu executive search w ostatnich miesiącach wzrosła o kilkanaście procent - informuje Sierociński. Jego zdaniem, mimo większego zapotrzebowania na prezesów i dyrektorów generalnych polscy menedżerowie nie musza się obawiać napływu kolegów zza Odry. Tak będzie przynajmniej jakiś czas. Wynika to z dwóch powodów. Po pierwsze, etat polskiego prezesa nadal nie jest atrakcyjny płacowo i prestiżowo dla zachodnich menedżerów. Po drugie, dla pracodawcy koszt zatrudnienia takiego fachowca jest dwa razy wyższy w wypadku zaoferowania stanowiska Polakowi. Poza tym, zdaniem Arkadiusza Hajduka, szefa służb HR w CAIB, okres zatrudniania obcokrajowców na kierowniczych stanowiskach już minął i nie należy spodziewać się powrotu do tych praktyk.
Eksperci zwracają jednak uwagę na dwa nowe zjawiska na rynku menedżerskim. Jedno to zmiana nastawienia pracodawców. Chcą zatrudniać fachowców agresywnych, czekających na swoje pięć minut, żadnych sukcesu, a nie doświadczonych, lecz mało innowacyjnych wyjadaczy.
- Ci, którzy stracili pracę w okresie dekoniunktury i są w tzw. menedżerskiej poczekalni mogą mieć kłopoty z ponownym zatrudnieniem - ostrzega Andrzej Woźniakowski.
Kolejną wyraźnie widoczną od miesięcy tendencją są zmiany w strukturze wynagrodzeń. Prezesi będą mogli liczyć na coraz mniejszą stałą część płacy. Będzie ona malała na rzecz części ruchomej. Proporcja ta zmieni się, z obecnej proporcji 75:25, na 50:50. W części ruchomej, jak wynika z badań HRK Partners, największy udział mają: premia od osiągniętych celów firmy (wskazuje na nią 46 proc. pytanych przedsiębiorstw), a następnie premia za indywidualne wyniki pracy (35 proc.) i premia uznaniowa (26 proc.). Na razie na dalekim miejscu są opcje na akcje, ale prezesi ponownie zaczynają się o nie upominać.
Prezesi firm, od lat są elitą płacową. Niemal jako jedyna grupa nie odczuli gospodarczego dołka. Wszystko wskazuje na to, że oni także, jako pierwsi, będą też beneficjentami ponownego rozgrzewania się gospodarki.
Dariusz Styczek
Wynagrodzenia prezesów rosły niezależnie od koniunktury. Ale dopiero teraz zaczyna się prawdziwa jazda w górę
Paweł Tamborski, dyrektor zarządzający w CAIB i prezes NFI Hetman, przyznaje, że ostatnią podwyżkę dostał rok temu, Jego pensja wzrosła wtedy o 25 proc. Nie odczuł więc na własnej skórze chudych lat w polskiej gospodarce, zarabiając - według szacunków BusinessWeeka - około 1,2 mln zł rocznie. Podobnie bezboleśnie przez dekoniunkturę przeszła większość prezesów polskich firm.
Zdaniem Piotra Sierocińskiego, analityka płac z firmy doradczej Deloitte, w latach 2002-2003 płace prezesów rosły o 10-15 proc. rocznie, przy średniej dynamice dla całego rynku wynagrodzeń na poziomie 5 proc. W minionych latach w takim tempie rosły jedynie podstawowe pensje szefów (ich wzrost mieli zagwarantowany w kontraktach, które podpisywali jeszcze w okresie dobrej koniunktury). Premie, udziały w zyskach itp. z reguły jednak się nie zmieniały. - W tym roku dynamika płac będzie podobna, ale obejmie też składniki ściśle zależne od wyników spółek - uważa ekspert z Deloitte.
Andrzej Woźniakowski, szef działu doradztwa HR z Ernst& Young, zgadza się z opinią, że w tym roku nie będzie skokowego wzrostu płac polskich szefów, jednak za 3 do 5 lat mogą one pójść w górę podobnie raptownie jak na początku lat 90. Taki skok oznacza podwyżki o 50-70 proc. Trzeba jednak pamiętać, że obecnie zarobki prezesów są średnio dwukrotnie niższe niż ich kolegów ze "starej Unii".
Początkowo łagodna wspinaczka wynagrodzeń najlepiej obserwowalna będzie w firmach produkcyjnych i współpracujących z Zachodem (eksporterów i kooperantów). Skok będzie tym szybszy, im wyższy będzie wzrost gospodarczy i absorpcja unijnych środków pomocowych. Paweł Dziechciarz z firmy HRK Partners, od lat analizujący płace w firmach, ocenia, że beneficjentami ogólnego trendu podwyższania płac szefów będą przede wszystkim ludzie kierujący firmami średniej wielkości, z sektora informatycznego i finansowego. - Kolosy typu PKP, Polskie Sieci Energetyczne są nadal firmami państwowymi, a małe firmy prywatne, poza wyjątkami, zawsze były w ogonie płacowego peletonu i tak pozostanie - tłumaczy Dziechciarz.
Jedno jest pewne, samo wejście do Unii nie przełoży się automatycznie na podwyżki, zadecyduje o tym wyłącznie stan polskiej gospodarki.
Pojawią się jednak nowe determinanty wynagrodzeń prezesów. Przy założeniu, że wzrost gospodarczy utrzyma się na wysokim, ponad 5 proc. poziomie, na rynku pracy menedżerów pojawi się wyraźna presja popytowa. A to oznacza, że pracodawcy, którzy zechcą zatrzymać u siebie wybitnych będą musieli im płacić coraz więcej. Próg wrażliwości prezesa na zmianę miejsca pracy, to płaca wyższa o 20-30 proc - szepczą headhunterzy.
- Liczba zleceń naszego działu executive search w ostatnich miesiącach wzrosła o kilkanaście procent - informuje Sierociński. Jego zdaniem, mimo większego zapotrzebowania na prezesów i dyrektorów generalnych polscy menedżerowie nie musza się obawiać napływu kolegów zza Odry. Tak będzie przynajmniej jakiś czas. Wynika to z dwóch powodów. Po pierwsze, etat polskiego prezesa nadal nie jest atrakcyjny płacowo i prestiżowo dla zachodnich menedżerów. Po drugie, dla pracodawcy koszt zatrudnienia takiego fachowca jest dwa razy wyższy w wypadku zaoferowania stanowiska Polakowi. Poza tym, zdaniem Arkadiusza Hajduka, szefa służb HR w CAIB, okres zatrudniania obcokrajowców na kierowniczych stanowiskach już minął i nie należy spodziewać się powrotu do tych praktyk.
Eksperci zwracają jednak uwagę na dwa nowe zjawiska na rynku menedżerskim. Jedno to zmiana nastawienia pracodawców. Chcą zatrudniać fachowców agresywnych, czekających na swoje pięć minut, żadnych sukcesu, a nie doświadczonych, lecz mało innowacyjnych wyjadaczy.
- Ci, którzy stracili pracę w okresie dekoniunktury i są w tzw. menedżerskiej poczekalni mogą mieć kłopoty z ponownym zatrudnieniem - ostrzega Andrzej Woźniakowski.
Kolejną wyraźnie widoczną od miesięcy tendencją są zmiany w strukturze wynagrodzeń. Prezesi będą mogli liczyć na coraz mniejszą stałą część płacy. Będzie ona malała na rzecz części ruchomej. Proporcja ta zmieni się, z obecnej proporcji 75:25, na 50:50. W części ruchomej, jak wynika z badań HRK Partners, największy udział mają: premia od osiągniętych celów firmy (wskazuje na nią 46 proc. pytanych przedsiębiorstw), a następnie premia za indywidualne wyniki pracy (35 proc.) i premia uznaniowa (26 proc.). Na razie na dalekim miejscu są opcje na akcje, ale prezesi ponownie zaczynają się o nie upominać.
Prezesi firm, od lat są elitą płacową. Niemal jako jedyna grupa nie odczuli gospodarczego dołka. Wszystko wskazuje na to, że oni także, jako pierwsi, będą też beneficjentami ponownego rozgrzewania się gospodarki.
Dariusz Styczek