Polskie browary poradzą sobie z konkurencją piwa z Niemiec i Czech mimo wyższej akcyzy.
Czy rzeczywiście grozi nam zalew taniego piwa z Niemiec i Czech?
Lobby browarnicze ostro zaatakowało. Z początkiem roku piwowarzy rozpętali kampanię w mediach, której celem było zmuszenie Ministerstwa Finansów do obniżenia akcyzy na ich wyroby o 30 proc. Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego zamieścił płatne ogłoszenia w Gazecie Wyborczej, Rzeczpospolitej i Trybunie, w których piętnował Ministerstwo Finansów za niechęć do obniżenia akcyzy. - To uruchomiło lawinę artykułów. Dziennikarze alarmowali, że byt - zwłaszcza małych nadgranicznych polskich browarów - może być zagrożony - mówi Danuta Gut, dyrektor biura zarządu związku.
Akcyza na piwo jest w Polsce znacznie wyższa niż w Niemczech czy Czechach, to prawda. Jednak polscy piwosze nie mogą liczyć, że po 1 maja piwa czeskie czy niemieckie będą wyraźnie tańsze, bo cenotwórcze elementy, czyli akcyza i VAT, są naliczane według stawek polskich, niezależnie od kraju pochodzenia piwa. Zniesieniu ulega cło, ale to nałożone na towar z krajów UE i tak było niskie i wynosiło 6 proc. W tej sytuacji, aby piwo z Niemiec czy Czech mogło wyprzeć polskie marki, koszty produkcji musiałyby być tam znacznie niższe niż w Polsce. W tym wypadku jednak same browary przyznają, że poziom jest podobny.
W ostatnich dwóch latach produkcja piwa jest najbardziej dynamiczną branżą przemysłu spożywczego. Statystyczny Polak wypija rocznie ok. 70 litrów tego trunku. Jeśli utrzyma się tempo wzrostu konsumpcji, to w 2010 r. będzie to blisko 100 litrów. Jarosław Neneman, doradca ministra finansów, podkreśla, że akcyza na piwo rosła regularnie od dziesięciu lat (ostatnia podwyżka w 2001 r.), a mimo to konsumpcja i sprzedaż tego napoju idą w górę. Bardzo dobry dla browarów był
I kwartał br., w którym sprzedaż piwa wzrosła o 6 proc. w stosunku do tego samego okresu w 2003 r. - Akcyza nie jest więc decydującym czynnikiem wpływającym na sprzedaż - uważa Neneman.
JAK NIE KIJEM, TO PAŁKĄ
Od 1 maja każdy będzie mógł legalnie wwieźć do Polski 110 litrów piwa, co może uaktywnić działalność tzw. prywatnego importu - na co zwracają uwagę browary. Melania Stohnij z firmy Carlsberg Okocim powiedziała nam, że dzięki 3-4 kursom dziennie graniczna "mrówka" może miesięcznie zarobić na czysto nawet 1 tys. zł. Tak wyliczono w browarze w Brzesku. To kwota nie do pogardzenia. Problem jednak w tym, że jednej osobie nie będzie łatwo poradzić sobie z dystrybucją takiej ilości piwa.
Przedstawiciele browarów alarmowali w prasie, że dystrybutorzy i sklepy nadgraniczne są zalewane ofertami producentów z Niemiec i Czech. Postanowiliśmy to sprawdzić.
- To jakieś medialne zamieszanie - taka była spontaniczna reakcja pracownicy działu handlowego firmy Żywiec Trade w Zielonej Górze. Krzysztof Rut, dyrektor ds. korporacyjnych Grupy Żywiec, był jednak zaniepokojony. - Szacujemy, że powrót "mrówek" na pogranicze może odebrać polskim browarom nawet
20 proc. wielkości dotychczasowej sprzedaży - wyjaśnia. - Obawiamy się także, iż czeskie browary mogą organizować w Polsce tzw. niezależne punkty sprzedaży, co pozwoli im na uniknięcie marży hurtowej, a więc znaczącą obniżkę cen.
Jarosław Berent, właściciel sklepu spożywczego w centrum Zielonej Góry, mówi jednak, że na razie nie trafia do niego nikt z ofertą niemieckich czy czeskich piw. Jeśli ktoś pojawi się z konkurencyjnymi jakościowo i cenowo produktami, to oczywiście chętnie skorzysta. - Na razie piwa takie to margines w mojej ofercie - mówi sprzedawca. Zauważył on natomiast nasilenie działań promocyjnych ze strony spółki Żywiec Trade. Firma zaczęła sprzedawać jedną ze swych popularnych marek w promocyjnych cenach, równocześnie bezwzględnie zobowiązując właścicieli sklepów do kupowania pozostałych pozycji ze swojej oferty. - Widać, że Żywcowi bardzo zależało, aby przed 1 maja zawrzeć jak najwięcej umów długookresowych ze sklepami - uważa Berent.
Czesław Zakrzewski z hurtowni piwa Caro w Zielonej Górze mówi, że w najbliższym czasie jego firma nie zamierza wprowadzać do swojej oferty piwa z Niemiec, Czech czy Słowacji.
- Czekamy na inicjatywę czeskich browarów. Jak na razie ich emisariusze nie pojawili się jeszcze w Polsce - twierdzi Andrzej Kolonko, właściciel hurtowni piw w Bielsku-Białej. - Jestem pewien, że niektórzy przyjadą po 1 maja, ale sądzę, iż powodzenie ich misji musi się wiązać ze zmianą gustów polskich konsumentów. Tanie czeskie piwa to przede wszystkim piwa lekkie, za którymi Polacy nie przepadają - dodaje.
A jak wygląda sytuacja po drugiej stronie granicy?
W Czeskim Cieszynie potentatem w handlu trunkami jest grupa spółek należąca do rodziny Sznapków. Firma potrafiła zapewnić sobie wyłączność np. na handel niektórymi polskimi wódkami na terenie Czech. Obserwatorzy regionalnego życia gospodarczego spodziewali się, że czeskocieszyńska rodzina od maja będzie czołowym eksporterem czeskiego piwa do Polski.
- Nie jest to możliwe - wyjaśnia jednak prezes Jindrzich Sznapka. - Na razie wszyscy tutejsi dystrybutorzy musieli złożyć pisemne zobowiązanie, że nie będą handlowali piwem poza terytorium Republiki Czeskiej. O polityce eksportowej zdecydują kierownictwa browarów.
- Nie ma na razie przesłanek wskazujących na to, iż czeskie zakłady piwowarskie szykują się do wzmożonego eksportu swoich piw do Polski - uspokaja konsul handlowy RP w Ostrawie Piotr Czosnyka.
Mniejsze browary ze Śląska i Małopolski próbują przeciwdziałać perspektywie spadku sprzedaży nową polityką cenową. Piwo Górskie krakowskich Browarów Strzelec można kupić za 1,09 zł, a więc taniej od piw czeskich i słowackich.
Naturalnym sojusznikiem polskich piwowarów jest utrzymujący się od wielu miesięcy wysoki kurs waluty południowych sąsiadów, który zbliżył do siebie ceny po obu stronach granicy. 100 Koron to ok. 15 zł. Czeskie piwo w jednej z najtańszych hurtowni alkoholi w Kocobędzu (Chot˙ebuz) kosztuje, w zależności od gatunku, od 18 do 22 koron ( 2,7-3,3 zł).
W to, że niemieckie czy czeskie piwo może wyprzeć polskie marki, nie wierzą przedstawiciele sieci Tesco. - Klienci chcą kupować polskie piwo i zamierzamy im je sprzedawać - mówi Wojciech Sokół z Tesco. Obecnie udział czeskich i niemieckich piw w ofercie to zaledwie kilka procent. Zdecydowanie najlepiej sprzedają się piwa najbardziej reklamowane, czyli Żywca, Kompanii Piwowarskiej i Carlsberga Okocim (mają odpowiednio 37 proc., 34 proc. i 14 proc udziałów w polskim rynku). Przykład Tesco nie potwierdza tezy, że najlepiej sprzedają się piwa tanie (do 2 zł za pół litra). Stanowią one zaledwie 10 proc. sprzedaży.
Mimo że akcyza na piwo na razie nie zmaleje, browarnicy nie zgadzają się, że ich akcja nie dała efektów. - Opinia publiczna dowiedziała się o zagrożeniach przemysłu piwowarskiego po wejściu do Unii, zwiększono ulgi o 25 proc. dla małych browarów produkujących do 200 tys. hektolitrów piwa rocznie (będą mogły odliczyć w akcyzie 25 zł/hl), a konsultacje branży z Ministerstwem Finansów stały się regularną praktyką - podkreśla Danuta Gut. Za dobrą monetę browarnicy biorą obietnice MF, że będzie ono monitorować rynek po 1 maja. Jeśli spadnie dynamika sprzedaży, w porozumieniu z browarami resort skłonny będzie obniżyć akcyzę.
Lobby browarnicze ostro zaatakowało. Z początkiem roku piwowarzy rozpętali kampanię w mediach, której celem było zmuszenie Ministerstwa Finansów do obniżenia akcyzy na ich wyroby o 30 proc. Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego zamieścił płatne ogłoszenia w Gazecie Wyborczej, Rzeczpospolitej i Trybunie, w których piętnował Ministerstwo Finansów za niechęć do obniżenia akcyzy. - To uruchomiło lawinę artykułów. Dziennikarze alarmowali, że byt - zwłaszcza małych nadgranicznych polskich browarów - może być zagrożony - mówi Danuta Gut, dyrektor biura zarządu związku.
Akcyza na piwo jest w Polsce znacznie wyższa niż w Niemczech czy Czechach, to prawda. Jednak polscy piwosze nie mogą liczyć, że po 1 maja piwa czeskie czy niemieckie będą wyraźnie tańsze, bo cenotwórcze elementy, czyli akcyza i VAT, są naliczane według stawek polskich, niezależnie od kraju pochodzenia piwa. Zniesieniu ulega cło, ale to nałożone na towar z krajów UE i tak było niskie i wynosiło 6 proc. W tej sytuacji, aby piwo z Niemiec czy Czech mogło wyprzeć polskie marki, koszty produkcji musiałyby być tam znacznie niższe niż w Polsce. W tym wypadku jednak same browary przyznają, że poziom jest podobny.
W ostatnich dwóch latach produkcja piwa jest najbardziej dynamiczną branżą przemysłu spożywczego. Statystyczny Polak wypija rocznie ok. 70 litrów tego trunku. Jeśli utrzyma się tempo wzrostu konsumpcji, to w 2010 r. będzie to blisko 100 litrów. Jarosław Neneman, doradca ministra finansów, podkreśla, że akcyza na piwo rosła regularnie od dziesięciu lat (ostatnia podwyżka w 2001 r.), a mimo to konsumpcja i sprzedaż tego napoju idą w górę. Bardzo dobry dla browarów był
I kwartał br., w którym sprzedaż piwa wzrosła o 6 proc. w stosunku do tego samego okresu w 2003 r. - Akcyza nie jest więc decydującym czynnikiem wpływającym na sprzedaż - uważa Neneman.
JAK NIE KIJEM, TO PAŁKĄ
Od 1 maja każdy będzie mógł legalnie wwieźć do Polski 110 litrów piwa, co może uaktywnić działalność tzw. prywatnego importu - na co zwracają uwagę browary. Melania Stohnij z firmy Carlsberg Okocim powiedziała nam, że dzięki 3-4 kursom dziennie graniczna "mrówka" może miesięcznie zarobić na czysto nawet 1 tys. zł. Tak wyliczono w browarze w Brzesku. To kwota nie do pogardzenia. Problem jednak w tym, że jednej osobie nie będzie łatwo poradzić sobie z dystrybucją takiej ilości piwa.
Przedstawiciele browarów alarmowali w prasie, że dystrybutorzy i sklepy nadgraniczne są zalewane ofertami producentów z Niemiec i Czech. Postanowiliśmy to sprawdzić.
- To jakieś medialne zamieszanie - taka była spontaniczna reakcja pracownicy działu handlowego firmy Żywiec Trade w Zielonej Górze. Krzysztof Rut, dyrektor ds. korporacyjnych Grupy Żywiec, był jednak zaniepokojony. - Szacujemy, że powrót "mrówek" na pogranicze może odebrać polskim browarom nawet
20 proc. wielkości dotychczasowej sprzedaży - wyjaśnia. - Obawiamy się także, iż czeskie browary mogą organizować w Polsce tzw. niezależne punkty sprzedaży, co pozwoli im na uniknięcie marży hurtowej, a więc znaczącą obniżkę cen.
Jarosław Berent, właściciel sklepu spożywczego w centrum Zielonej Góry, mówi jednak, że na razie nie trafia do niego nikt z ofertą niemieckich czy czeskich piw. Jeśli ktoś pojawi się z konkurencyjnymi jakościowo i cenowo produktami, to oczywiście chętnie skorzysta. - Na razie piwa takie to margines w mojej ofercie - mówi sprzedawca. Zauważył on natomiast nasilenie działań promocyjnych ze strony spółki Żywiec Trade. Firma zaczęła sprzedawać jedną ze swych popularnych marek w promocyjnych cenach, równocześnie bezwzględnie zobowiązując właścicieli sklepów do kupowania pozostałych pozycji ze swojej oferty. - Widać, że Żywcowi bardzo zależało, aby przed 1 maja zawrzeć jak najwięcej umów długookresowych ze sklepami - uważa Berent.
Czesław Zakrzewski z hurtowni piwa Caro w Zielonej Górze mówi, że w najbliższym czasie jego firma nie zamierza wprowadzać do swojej oferty piwa z Niemiec, Czech czy Słowacji.
- Czekamy na inicjatywę czeskich browarów. Jak na razie ich emisariusze nie pojawili się jeszcze w Polsce - twierdzi Andrzej Kolonko, właściciel hurtowni piw w Bielsku-Białej. - Jestem pewien, że niektórzy przyjadą po 1 maja, ale sądzę, iż powodzenie ich misji musi się wiązać ze zmianą gustów polskich konsumentów. Tanie czeskie piwa to przede wszystkim piwa lekkie, za którymi Polacy nie przepadają - dodaje.
A jak wygląda sytuacja po drugiej stronie granicy?
W Czeskim Cieszynie potentatem w handlu trunkami jest grupa spółek należąca do rodziny Sznapków. Firma potrafiła zapewnić sobie wyłączność np. na handel niektórymi polskimi wódkami na terenie Czech. Obserwatorzy regionalnego życia gospodarczego spodziewali się, że czeskocieszyńska rodzina od maja będzie czołowym eksporterem czeskiego piwa do Polski.
- Nie jest to możliwe - wyjaśnia jednak prezes Jindrzich Sznapka. - Na razie wszyscy tutejsi dystrybutorzy musieli złożyć pisemne zobowiązanie, że nie będą handlowali piwem poza terytorium Republiki Czeskiej. O polityce eksportowej zdecydują kierownictwa browarów.
- Nie ma na razie przesłanek wskazujących na to, iż czeskie zakłady piwowarskie szykują się do wzmożonego eksportu swoich piw do Polski - uspokaja konsul handlowy RP w Ostrawie Piotr Czosnyka.
Mniejsze browary ze Śląska i Małopolski próbują przeciwdziałać perspektywie spadku sprzedaży nową polityką cenową. Piwo Górskie krakowskich Browarów Strzelec można kupić za 1,09 zł, a więc taniej od piw czeskich i słowackich.
Naturalnym sojusznikiem polskich piwowarów jest utrzymujący się od wielu miesięcy wysoki kurs waluty południowych sąsiadów, który zbliżył do siebie ceny po obu stronach granicy. 100 Koron to ok. 15 zł. Czeskie piwo w jednej z najtańszych hurtowni alkoholi w Kocobędzu (Chot˙ebuz) kosztuje, w zależności od gatunku, od 18 do 22 koron ( 2,7-3,3 zł).
W to, że niemieckie czy czeskie piwo może wyprzeć polskie marki, nie wierzą przedstawiciele sieci Tesco. - Klienci chcą kupować polskie piwo i zamierzamy im je sprzedawać - mówi Wojciech Sokół z Tesco. Obecnie udział czeskich i niemieckich piw w ofercie to zaledwie kilka procent. Zdecydowanie najlepiej sprzedają się piwa najbardziej reklamowane, czyli Żywca, Kompanii Piwowarskiej i Carlsberga Okocim (mają odpowiednio 37 proc., 34 proc. i 14 proc udziałów w polskim rynku). Przykład Tesco nie potwierdza tezy, że najlepiej sprzedają się piwa tanie (do 2 zł za pół litra). Stanowią one zaledwie 10 proc. sprzedaży.
Mimo że akcyza na piwo na razie nie zmaleje, browarnicy nie zgadzają się, że ich akcja nie dała efektów. - Opinia publiczna dowiedziała się o zagrożeniach przemysłu piwowarskiego po wejściu do Unii, zwiększono ulgi o 25 proc. dla małych browarów produkujących do 200 tys. hektolitrów piwa rocznie (będą mogły odliczyć w akcyzie 25 zł/hl), a konsultacje branży z Ministerstwem Finansów stały się regularną praktyką - podkreśla Danuta Gut. Za dobrą monetę browarnicy biorą obietnice MF, że będzie ono monitorować rynek po 1 maja. Jeśli spadnie dynamika sprzedaży, w porozumieniu z browarami resort skłonny będzie obniżyć akcyzę.