Raj dla pośrednika

Raj dla pośrednika

Dodano:   /  Zmieniono: 
Weterynarze są kolejną ofiarą wyobrażeń urzędników o wolnym rynku.
Ręczne sterowanie badaniami mięsa
Konflikt weterynarzy z głównym lekarzem weterynarii Piotrem Kołodziejem trwa. Nikt nie zauważa, że to także spór o zakres ingerencji państwa w życie gospodarcze.
- Protestujemy przeciwko głupocie i złym intencjom - mówi Tadeusz Jakubowski, prezes warszawskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej negocjującej w imieniu środowiska z głównym lekarzem weterynarii. O sporze zrobiło się głośno, gdy na początku sierpnia w ramach protestu przeciwko nowym zasadom ustalania i rozliczania wynagrodzeń za przeprowadzanie badań zwierząt lekarze weterynarii jednego dnia ich zaprzestali.
Wcześniej system działał tak, że powiatowy lekarz weterynarii zlecał wykonywanie analiz w zakładach mięsnych spółkom lekarzy i techników weterynarii z odpowiednimi uprawnieniami. Wynagrodzenie zależało od przebadanych sztuk bydła czy trzody chlewnej. Zakłady mięsne płaciły według ustalanych urzędowo stawek. Pieniądze za pośrednictwem Powiatowego Inspektoratu Sanitarnego wypłacano weterynaryjnym spółkom, po potrąceniu 7 proc. na tzw. konto specjalne.
Czy system funkcjonował źle? Zdaniem Tadeusza Jakubowskiego, bardzo dobrze, czego dowodem jest to, że przeprowadzane w polskich zakładach mięsnych inspekcje sanitarne z USA czy innych krajów rzadko mają zastrzeżenia, a polskie wyroby mięsne zdobywają zachodnie rynki. Innego zdania jest Jacek Leonkiewicz, radca głównego lekarza weterynarii. Podkreśla on, że wprowadzane zmiany mają poprawić jakość kontroli mięsa. Twierdzi, że Ministerstwo Rolnictwa ma dowody na to, że badania często były przeprowadzane nieprawidłowo. Jego zdaniem, nowy system wyeliminuje także patologie płacowe, bo jednym z argumentów Ministerstwa Rolnictwa jest to, że lekarze weterynarii zarabiali za dużo.
Teraz więc będą otrzymywać pieniądze za czas poświęcony na badania, a nie od sztuki. Oficjalna stawka to 41 zł za godzinę. To nie jedyna zmiana. Teraz to powiatowy lekarz weterynarii będzie wyznaczać imiennie na określony czas lekarzy weterynarii do takich czynności jak badanie mięsa czy nadzór nad punktami odbioru mleka. Z wybrańcami będą zawierane umowy-zlecenia. Urzędnicy w ministerstwie przygotowali już wzór umowy, która ma być zawierana z lekarzami weterynarii. W kilku punktach jest on niezgodny z obowiązującymi ustawami.
W krajach o gospodarce rynkowej funkcje administracji ogranicza się do nadzoru, odciążając ją od bezpośredniej realizacji zadań. Wprowadzane zmiany w inspekcji sanitarnej zdają się iść w odwrotnym kierunku. Grupa dwóch tysięcy urzędników państwowych z powiatowych inspekcji weterynaryjnych reprezentowana przez głównego lekarza weterynarii ustawia się w roli pośrednika rządzącego rynkiem usług weterynaryjnych. Są pieniądze do rozdzielania, a dla nieuczciwych szansa do nadużyć.
Tymczasem system mógłby być zgodny z zasadami gospodarki rynkowej. Istnieją przepisy państwowe, które mówią, że każde mięso wprowadzone do obrotu jest przebadane przez osobę z dyplomem lekarza weterynarii. Są umowy, kontrakty i usługi świadczone przez lekarzy producentom. I jest nadzór kontrolujący, czy producenci przestrzegają przepisów, a mięso zostało poprawnie zbadane.
Poprzedni system, a nowy tym bardziej, wprowadza zbędnego pośrednika. Po co?