Polscy liderzy inwestycji

Polscy liderzy inwestycji

W Polsce nie ma jeszcze Warrena Buffetta. Dlaczego? W sondzie Business-
Weeka odpowiadają inwestorzy: Solorz, Czechowicz, Mzyk, Karkosik i Jakubas.
Od 1998 roku, kiedy Eddie Lampert założył swoją firmę, przeciętny zwrot z jego inwestycji to 29 proc. Lampert przekształcił bankrutującą sieć sklepów Kmart w potężny dochodowy koncern. W wieku 42 lat zgromadził fortunę wartości 2 mld USD. Kilka dni temu ogłoszono, że sięgnął po Sears, Roebuck & Co.
W wyniku tej transakcji powstanie trzecia pod względem przychodów sieć sprzedaży detalicznej w USA. Nic więc dziwnego, że wszyscy uważnie przyglądają się kolejnym ruchom finansisty. Lamperta okrzyknięto nawet następcą legendarnego Warrena Buffeta. W redakcji BusinessWeeka zastanawialiśmy się, czy także na naszym rynku kapitałowym może wyrosnąć ktoś tego formatu. To pytanie zadaliśmy kilku polskim inwestorom.
Oto, co odpowiedzieli:

W Polsce nie lubi się ludzi sukcesu
Edmund Mzyk, prezes Pagedu

W Polsce bardzo trudno o inwestora na miarę Warrena Buffeta. Powodów takiego stanu rzeczy jest przynajmniej kilka. Jednym z najistotniejszych jest z pewnością bardzo trudny dostęp do kapitału. Inny - to wciąż niedostatecznie wykształcone instytucje kapitałowe; nie ma co nawet próbować porównywać się do USA. Nie pomaga też atmosfera, jaka wytworzyła się w Polsce wokół biznesu. Przykładem może być to, co się dzieje wokół pana Kulczyka. Jeszcze sąd nic mu nie udowodnił, a praktycznie człowiek został już osądzony.
W Polsce nie lubi się ludzi sukcesu, a jeśli ktoś jak najbardziej uczciwie dorobi się sporego majątku, to zawsze znajdą się tacy, którzy będą się starać tę uczciwość podważyć. A ponieważ afer w naszym kraju nie brakuje, więc skojarzenie dużego majątku z aferą jest dość łatwe i trafia na podatny grunt.

Nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa
Roman Karkosik, Grupa Kapitałowa Boryszew

Czy na polskim rynku kapitałowym można osiągać takie sukcesy jak Warren Buffet? Oczywiście. Dla mnie polska giełda okazała się najefektywniejszym sposobem inwestowania. Zacząłem w 1998 roku z 1 mln dolarów i do dziś udało mi się powiększyć kapitał do 300 mln dolarów. Nie jestem jedynym, który na tym polu ma sukcesy. Wierzę w ten sposób inwestowania i będę to robił dalej. Nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa i wszystko przede mną.
Czy polska giełda nie jest za mała i czy nie chciałbym rozwinąć skrzydeł na zagranicznych rynkach? Nie, ja jestem prosty chłopak ze wsi, nie znam języków, a na polskiej giełdzie ciągle można dużo zarobić. Przykładem mogą być chociażby ostatnie notowania Orlenu.

Jest u nas kilku inwestorów o sporych ambicjach
Tomasz Czechowicz, prezes MCI

Jest u nas przynajmniej kilku inwestorów giełdowych o sporych ambicjach. Myślę jednak, iż w Polsce wszystko ma się do realiów rynku amerykańskiego jak 1:10. Oznacza to, że należałoby dysponować kapitałem w przedziale 250 mln - 1 mld dolarów i mieć w portfelu co najmniej 6-10 dużych inwestycji.
Czy w Polsce są warunki - prawne, polityczne i rynkowe - sprzyjające poczynaniom dużych polskich finansistów i inwestorów giełdowych? Uważam, że prawne uwarunkowania są dobre. Nie podoba mi się jednak nowe prawo upadłościowe, które zamiast skracać, wydłuża cykl powrotu majątku upadłej firmy do gospodarki, motywując równocześnie zarządzających do przeciągania tego procesu, a nie do działań prowadzących do maksymalizacji wartości dla wierzycieli i akcjonariuszy spółki.
Polscy inwestorzy, którzy marzą o tym, aby być lokalnymi Buffetami, nie mogą raczej liczyć na pomoc polskich banków. Ich działalność jest bardzo ograniczona i sprowadza się raczej do doradztwa transakcyjnego. Choć polski rynek nadal jest ubogi pod względem dostępnych produktów finansowych, to obecnie nic nie stoi na przeszkodzie, by korzystać z zagranicznych.

Nawet w Stanach zarabia się dużo trudniej
Zbigniew Jakubas, prezes Multico

- Pieniądze, pieniądze, pieniądze - a właściwie ich brak - to główny powód, dla którego do tej pory polski rynek kapitałowy nie wykreował inwestora na miarę Warrena Buffetta. Spójrzmy na Polską Telefonię Cyfrową. Za 1,4 mld euro można zostać właścicielem pakietu akcji, na którym można zarobić nawet 100 proc. Problem w tym, że nawet najwięksi polscy inwestorzy, działając w grupie, nie mogą wygospodarować więcej niż 200-300 mln USD. Na finansowanie kredytami nie ma co liczyć, bo od siedmiu lat banki prowadzą destrukcyjną politykę - zamiast wspierać inwestycje, wolą lokować pieniądze w obligacjach skarbowych. To m.in. dlatego polskim inwestorom koło nosa przechodzą najsmaczniejsze kąski.
Druga sprawa to rynek kapitałowy, który w ostatnich latach był bardzo niestabilny i przez to mało atrakcyjny dla inwestorów. Duże zainteresowanie prywatyzacją PKO BP cieszy, jednak cena akcji już po kilkudziesięciu minutach notowań stała się zupełnie nieatrakcyjna. Fortuna Buffetta wyrosła w czasie wieloletniej powojennej koniunktury w USA. Dziś nawet w Stanach pieniądze zarabia się dużo trudniej, nie wspominając już o Polsce.

Zygmunt Solorz-Żak, właściciel Polsatu i udziałowiec Elektrimu
Polski rynek kapitałowy ciągle jest bardzo młody. Piętnaście lat to mimo wszystko trochę za krótki okres, aby prywatni inwestorzy mogli zarobić wielkie pieniądze. Kiedy zresztą takie fortuny miały powstać? W poprzednim systemie? Owszem, jest grupa kilkudziesięciu, a może nawet kilkuset osób, która wykorzystała ten krótki okres i wzbogaciła się, ale nie na tyle, żeby dziś swobodnie inwestować. I nie bardzo wierzę, że w najbliższych latach z tej dość szerokiej grupy zacznie się zdecydowanie wyróżniać jeden inwestor finansowy - ktoś, kto zdominowałby polski rynek. Sądzę raczej, że taka rola przypadnie inwestorom zagranicznym, którzy już dziś dysponują nieporównywalnie większymi funduszami.

Czytaj także

 0