Trzecią część kosztów systemu ochrony zdrowia stanowią wydatk ina leki
BusinessWeek pierwszy przedstawia wnioski z Zielonej księgi - raportu o systemie ochrony zdrowia przygotowanego na zlecenie Ministerstwa Zdrowia. Zielona księga zawiera szczegółowy opis struktury przychodów i kosztów całego systemu ochrony zdrowia. Liczący 220 stron dokument został opracowany przez kilkunastu ekspertów - głównie z wyższych uczelni - pod kierunkiem prof. Stanisławy Golinowskiej, dyrektora Instytutu Zdrowia Publicznego na UJ. Płynące z niego wnioski są o tyle istotne, że w oparciu o Księgę minister zdrowia chce tworzyć nowy system ochrony zdrowia.
Fiasko POZ
Najpoważniejszym problemem sektora - tak przynajmniej wynika z Zielonej księgi - jest polityka lekowa, a właściwie jej brak. Według ekspertów, łączne dochody systemu, albo inaczej wartość rynku, w 2003 roku wyniosły 50,3 mld zł. Koszty były o 5 mld zł wyższe. Mimo że w szpitalach i przychodniach pracuje aż 300 tys. osób, wynagrodzenia nie są największą pozycją w strukturze kosztów. Dominują w niej leki, na które szpitale, NFZ, budżet centralny (w formie refundacji) i gospodarstwa domowe wydają 20 mld zł - dwa razy tyle co w 1998 roku! To 36 proc. wszystkich kosztów finansowych systemu ochrony zdrowia. Dla porównania - pensje pracowników pochłaniają 16 mld zł.
- To struktura typowa dla państwa afrykańskiego - mówi prof. Stanisława Golinowska. - Kompleksowe uporządkowanie spraw polityki lekowej to najważniejsze zadanie dla Ministerstwa Zdrowia.
Marek Balicki, szef resortu zdrowia, podkreślał niedawno, że w przyszłorocznym budżecie NFZ koszty refundacji spadną z 6,2 do 6,1 mld zł, ale jak twierdzi prof. Golinowska, to zdecydowanie za mało.
W SZPITALU TANIEJ
Drugi poważny wniosek płynący z raportu to fiasko systemu wprowadzonego przez kasy chorych i kontynuowanego przez NFZ. Fundamentalną rolę miały w nim odegrać przychodnie - placówki podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). Ich zadaniem było ograniczenie napływu pacjentów do szpitali, gdzie leczenie jest droższe. Stało się dokładnie odwrotnie. Od 1999 roku liczba hospitalizacji wzrosła o 30 proc., z 6 mln do 8 mln rocznie.
- Pacjenci lubią się leczyć w szpitalu, bo tam mają lepszą opiekę i nie muszą płacić za leki - mówi prof. Golinowska.
Wnioski zespołu ekspertów potwierdzają opinie o służbie zdrowia. - Pod względem kosztów publiczne placówki funkcjonują idiotycznie - przyznaje prof. Golinowska.
Jeżeli zalecenia jej zespołu - obniżenie wydatków na leki, wprowadzenie ograniczonego, ale przejrzystego dostępu do usług zdrowotnych i wprowadzenie racjonalnego zarządzania - miałyby zostać zastosowane, rynek medyczny czekałaby rewolucja. Najwyraźniej takie było zamierzenie Ministerstwa Zdrowia, które zaraz po opublikowaniu Zielonej księgi chce przystąpić do przygotowywania w oparciu o Księgę konkretnych rozwiązań prawnych.
Fiasko POZ
Najpoważniejszym problemem sektora - tak przynajmniej wynika z Zielonej księgi - jest polityka lekowa, a właściwie jej brak. Według ekspertów, łączne dochody systemu, albo inaczej wartość rynku, w 2003 roku wyniosły 50,3 mld zł. Koszty były o 5 mld zł wyższe. Mimo że w szpitalach i przychodniach pracuje aż 300 tys. osób, wynagrodzenia nie są największą pozycją w strukturze kosztów. Dominują w niej leki, na które szpitale, NFZ, budżet centralny (w formie refundacji) i gospodarstwa domowe wydają 20 mld zł - dwa razy tyle co w 1998 roku! To 36 proc. wszystkich kosztów finansowych systemu ochrony zdrowia. Dla porównania - pensje pracowników pochłaniają 16 mld zł.
- To struktura typowa dla państwa afrykańskiego - mówi prof. Stanisława Golinowska. - Kompleksowe uporządkowanie spraw polityki lekowej to najważniejsze zadanie dla Ministerstwa Zdrowia.
Marek Balicki, szef resortu zdrowia, podkreślał niedawno, że w przyszłorocznym budżecie NFZ koszty refundacji spadną z 6,2 do 6,1 mld zł, ale jak twierdzi prof. Golinowska, to zdecydowanie za mało.
W SZPITALU TANIEJ
Drugi poważny wniosek płynący z raportu to fiasko systemu wprowadzonego przez kasy chorych i kontynuowanego przez NFZ. Fundamentalną rolę miały w nim odegrać przychodnie - placówki podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). Ich zadaniem było ograniczenie napływu pacjentów do szpitali, gdzie leczenie jest droższe. Stało się dokładnie odwrotnie. Od 1999 roku liczba hospitalizacji wzrosła o 30 proc., z 6 mln do 8 mln rocznie.
- Pacjenci lubią się leczyć w szpitalu, bo tam mają lepszą opiekę i nie muszą płacić za leki - mówi prof. Golinowska.
Wnioski zespołu ekspertów potwierdzają opinie o służbie zdrowia. - Pod względem kosztów publiczne placówki funkcjonują idiotycznie - przyznaje prof. Golinowska.
Jeżeli zalecenia jej zespołu - obniżenie wydatków na leki, wprowadzenie ograniczonego, ale przejrzystego dostępu do usług zdrowotnych i wprowadzenie racjonalnego zarządzania - miałyby zostać zastosowane, rynek medyczny czekałaby rewolucja. Najwyraźniej takie było zamierzenie Ministerstwa Zdrowia, które zaraz po opublikowaniu Zielonej księgi chce przystąpić do przygotowywania w oparciu o Księgę konkretnych rozwiązań prawnych.