Trwa konflikt na Bliskim Wschodzie. TVP oraz TVN24 skierowały do regionu swoich reporterów, którzy na miejscu relacjonują rozwój wydarzeń.
W ostatnim wydaniu „Faktów” TVN Wojciech Bojanowski opowiadał widzom, jak aktualnie wygląda sytuacja w Tel Awiwie. – Mamy ten pierwszy front, czyli wojnę z Iranem, co odczuwamy na własnej skórze. Słychać kolejne alarmy przeciwlotnicze. Dzisiaj trzy w sumie. Z Iranu poleciało w kierunku Izraela siedemset pocisków – powiedział dziennikarz.
– Większość na szczęście została przechwycona przez systemy obrony przeciwlotniczej, ale naprawdę gorąco zaczyna się teraz robić na północy, gdzie Izrael już z pełną mocą, z pełną siłą zaczyna ofensywę przeciwko Hezbollahowi – dodał.
Nerwowe chwile na żywo w TVN24. Relacja została przerwana
W pewnej chwili podczas łączenia ze studiem w Warszawie, korespondent TVN24 zaczął się nerwowo rozglądać. Po chwili przyznał, że słyszy syreny alarmowe i wraz z operatorem będzie musiał udać się do schronu. – Myślę, że będziemy musieli się chyba ewakuować i będziemy musieli się teraz zawinąć. Także przepraszam bardzo, ale będziemy musieli się udać do schronu – wyjaśnił.
W tym momencie rozmowa została przerwana. Wojciech Bojanowski pojawił się później na kilka minut w „Kropce nad I”. Przyznał, że aktualnie w Izraelu jest dość niespokojnie. – Przeżyliśmy dzisiaj cztery alarmy. Iran wystrzelił około 700 rakiet, większość została przechwycona. Funkcjonujemy tutaj w takim specjalnym rytmie. Mamy aplikacje i jak słychać alarm to po prostu musimy iść do schronu – tłumaczył.
Wojna na Bliskim Wschodzie. Dziennikarz opisał kulisy podróży do Egiptu
Wcześniej dziennikarz TVN24 zamieścił w mediach społecznościowych wpis, w którym opisał kulisy swojej podróży na Bliski Wschód. W Egipcie od zawsze był problem z wwiezieniem sprzętu do filmowania. Nasza skromna kamera wywołała u urzędników tyle emocji, że schodził się kolejni przez 40 minut, co wystarczyło, żeby uciekł nam lot z Kairu do Szarm el Szejk. Jeden z nich był na tyle krewki, że wyrwał niechcący stronę ze zdjęciem z mojego paszportu – relacjonował Wojciech Bojanowski.
„Dzięki cudownym dyplomatom i pani konsul w Kairze, udało się wyrobić tymczasowy paszport. Potrzeba było tylko zrobić zdjęcie w jakiejś piwnicy i zorganizować 106 dolarów. A to okazało się nie lada wyzwaniem, na którym spędziłem 2,5h. Bo kantory wymieniając tylko dolary na funty egipskie. W banku trzeba mieć konto, próbowałem też w kasynie i hotelach, ale w końcu trafiłem na cinkciarzy. Jeden miał 5 dolarów, drugi sprzedał mi 101. Potem tylko lot, podróż samochodem do przejścia granicznego Taba i właśnie dotarliśmy do Izraela” – dodawał.
Czytaj też:
Szokujące nagranie trafiło do sieci. Samolot startował wśród eksplozjiCzytaj też:
Polacy w strefie zagrożenia. MSZ podejmuje natychmiastowe działania
