Niecodzienne sceny w TVN24. Widzowie nie mogli uwierzyć

Niecodzienne sceny w TVN24. Widzowie nie mogli uwierzyć

Wojciech Bojanowski w Izraelu
Wojciech Bojanowski w Izraelu Źródło: PAP / Abir Sultan
Relacja na żywo stacji TVN24 z Tel Awiwu została przerwana. Powód? Korespondent Wojciech Bojanowski musiał się ewakuować do schronu.

Trwa konflikt na Bliskim Wschodzie. TVP oraz TVN24 skierowały do regionu swoich reporterów, którzy na miejscu relacjonują rozwój wydarzeń.

W ostatnim wydaniu „Faktów” TVN Wojciech Bojanowski opowiadał widzom, jak aktualnie wygląda sytuacja w Tel Awiwie. – Mamy ten pierwszy front, czyli wojnę z Iranem, co odczuwamy na własnej skórze. Słychać kolejne alarmy przeciwlotnicze. Dzisiaj trzy w sumie. Z Iranu poleciało w kierunku Izraela siedemset pocisków – powiedział dziennikarz.

– Większość na szczęście została przechwycona przez systemy obrony przeciwlotniczej, ale naprawdę gorąco zaczyna się teraz robić na północy, gdzie Izrael już z pełną mocą, z pełną siłą zaczyna ofensywę przeciwko Hezbollahowi – dodał.

Nerwowe chwile na żywo w TVN24. Relacja została przerwana

W pewnej chwili podczas łączenia ze studiem w Warszawie, korespondent TVN24 zaczął się nerwowo rozglądać. Po chwili przyznał, że słyszy syreny alarmowe i wraz z operatorem będzie musiał udać się do schronu. – Myślę, że będziemy musieli się chyba ewakuować i będziemy musieli się teraz zawinąć. Także przepraszam bardzo, ale będziemy musieli się udać do schronu – wyjaśnił.

W tym momencie rozmowa została przerwana. Wojciech Bojanowski pojawił się później na kilka minut w „Kropce nad I”. Przyznał, że aktualnie w Izraelu jest dość niespokojnie. – Przeżyliśmy dzisiaj cztery alarmy. Iran wystrzelił około 700 rakiet, większość została przechwycona. Funkcjonujemy tutaj w takim specjalnym rytmie. Mamy aplikacje i jak słychać alarm to po prostu musimy iść do schronu – tłumaczył.

Wojna na Bliskim Wschodzie. Dziennikarz opisał kulisy podróży do Egiptu

Wcześniej dziennikarz TVN24 zamieścił w mediach społecznościowych wpis, w którym opisał kulisy swojej podróży na Bliski Wschód. W Egipcie od zawsze był problem z wwiezieniem sprzętu do filmowania. Nasza skromna kamera wywołała u urzędników tyle emocji, że schodził się kolejni przez 40 minut, co wystarczyło, żeby uciekł nam lot z Kairu do Szarm el Szejk. Jeden z nich był na tyle krewki, że wyrwał niechcący stronę ze zdjęciem z mojego paszportu – relacjonował Wojciech Bojanowski.

„Dzięki cudownym dyplomatom i pani konsul w Kairze, udało się wyrobić tymczasowy paszport. Potrzeba było tylko zrobić zdjęcie w jakiejś piwnicy i zorganizować 106 dolarów. A to okazało się nie lada wyzwaniem, na którym spędziłem 2,5h. Bo kantory wymieniając tylko dolary na funty egipskie. W banku trzeba mieć konto, próbowałem też w kasynie i hotelach, ale w końcu trafiłem na cinkciarzy. Jeden miał 5 dolarów, drugi sprzedał mi 101. Potem tylko lot, podróż samochodem do przejścia granicznego Taba i właśnie dotarliśmy do Izraela” – dodawał.

Czytaj też:
Szokujące nagranie trafiło do sieci. Samolot startował wśród eksplozji
Czytaj też:
Polacy w strefie zagrożenia. MSZ podejmuje natychmiastowe działania

Źródło: TVN24