Nowy sprzęt to nie paczka chrupek

Nowy sprzęt to nie paczka chrupek

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kiedy Alberto Tomba rozpoczynał starty w slalomie Pucharu Świata, jeździł na dwumetrowych nartach. Teraz żaden zawodnik nie jeździ na sprzęcie dłuższym niż 1,65 m i tak już pewnie pozostanie, bo osobniki wierne wąskiej "boazerii" to już prawdziwe mamuty.
Choć wciąż można natrafić na zwolenników takich firm jak legendarna Authier, która szczyciła się, że nie ma nic wspólnego z Pucharem Świata, jednak te właśnie zawody nadają ton w całym narciarstwie. To m.in. zapewne dlatego najlepiej sprzedającym się w Polsce modelem Fischera jest wymagająca RC4 World Cup SC. Przełom technologiczny (mocno taliowane narty), który w całej krasie ujawnił się na zawodowych stokach, błyskawicznie przeniósł się na sprzęt amatorski.
Obecnie w narciarstwie najmodniejsze są jednak kobiety, a właściwie zaspokajanie ich potrzeb. Każda szanująca się firma już ma w swojej ofercie narty specjalnie dla pań. Ta moda zaraża coraz większą liczbę producentów. Na tym trendzie postanowił skorzystać też Elan i przekornie opracował kolekcję tylko dla mężczyzn - serię MagFire i Big Boy o wyrazistej szacie graficznej.
Ostatnia moda unaocznia, jak ogromna jest oferta sprzętu i jak duża konkurencja. Podział według płci, przynajmniej pozornie, pozwala nieco zawęzić wybór. Z własnego doświadczenia wiem, że przedarcie się przez lawinę propozycji to koszmar, a studiowanie porównań sprzętu niewiele daje poza zamętem w głowie. Cóż bowiem z tego, że w teście Austria 2005, pod egidą Franza Klammera, w kategorii najlepszej narty race dla mężczyzn wygrała Dynamic VR 27SL
(instruktorska narta slalomowa), dla kobiet - Head Word Cup iSL R.D., a w kategorii allround analogicznie: Atomic Metron 9 (nowa generacja, która ma być przyszłością w konstrukcji nart) i Salomon Streetracer 8W? Tyle tylko, że warto na ten sprzęt zwrócić uwagę. Z drugiej jednak strony, jeśli samemu nie można się przekonać o jego zaletach, niewiele to znaczy, zwłaszcza że różnica między zwycięskim produktem a wyrobami reszty firm jest naprawdę niewielka (www.narty.pl).
Porównania te pozwalają się zorientować, co jest grane. Dobór nart to prawdziwa łamigłówka - nie jest to paczka chrupek, więc zły wybór może być kosztowny. Jestem tego żyjącym dowodem. Kiedyś kupiłem narty, które przyciągały spojrzenia wszystkich. Na deptaku byłem postrzegany co najmniej jak Tomba, jednak na stoku było już dużo gorzej. Narty były bowiem koszmarnie twarde i dobre dla 120-kilogramowego zawodnika mknącego po betonowym zlanym wodą zboczu. Męczyłem się okrutnie. Od tego czasu do nowych zakupów podchodzę znacznie ostrożniej, staram się nie przeceniać swoich umiejętności i sięgać po nieco mniej profesjonalny sprzęt albo wcześniej go po prostu przetestować. Do niedawna było to znacznie łatwiejsze za granicą, teraz jest coraz popularniejsze także w Polsce. W niektórych miejscowościach górskich działają sklepy oferujące testowanie nart. Taka możliwość jest także w głębi kraju. W sieci Maks Sport za trzy dni testowania trzeba zapłacić 60 zł plus kaucja odpowiadająca wartości sprzętu.
Warto więc z takiej możliwości skorzystać przed zakupem nowej pary nart. Bo jak śpiewali Starsi Panowie, zawieść może każda racja, asekuracja nie.