Kokosy z rzepaku

Dodano:   /  Zmieniono: 
Udział naturalnych komponentów w naszym rynku paliwowym nie przekracza 0,5 proc. Teraz to się zmieni
Przysłowie mówi, że jedna jaskółka wiosny nie czyni, ale tym razem będzie inaczej. Pierwszy dystrybutor biodiesla, który uroczyście uruchomiono na jednej ze stacji Rafinerii Trzebinia w obecności prezesa tej firmy Grzegorza Ślaka, jest oblegany przez klientów. Nie dlatego, że biodiesel jest lepszy i bardziej ekologiczny, ale dlatego, że jest zwolniony z akcyzy i dzięki temu tańszy.
Biopaliwa to złoty interes za pieniądze podatników. Dlatego stały się u nas niepopularne, jeszcze zanim pojawiły się na rynku. Złą opinię biopaliwa zawdzięczają politykom, zwłaszcza tym z PSL. Działacze tej partii trzy lata temu chcieli na siłę uszczęśliwić kierowców obowiązkiem tankowania paliw z pięcioprocentową dolewką bioskładników. Z wielkiej chmury spadł jednak mały deszcz. Ustawa upadła, a wizja wielkich pieniędzy w kieszeniach rolników i przetwórców rzepaku rozpłynęła się, choć temat biopaliw całkowicie się nie zdezaktualizował. Benzyna, którą tankujemy na wszystkich stacjach, to mieszanka etyliny z minimalną dawką bioetanolu. Największą instalację do produkcji tego alkoholu uruchomił Akwawit - spółka Aleksandra Gudzowatego. Tyle że po ostrym sprzeciwie społecznym wywołanym próbą narzucenia przez PSL wspomnianej ustawy Orlen i Lotos nie były zainteresowane sprzedawaniem paliw z roślinnymi dodatkami. Udział naturalnych komponentów w naszym rynku paliwowym nie przekracza 0,5 proc. Teraz to się zmieni.

Bioinkubator
Ceny surowców, zwłaszcza zasiarczonej rosyjskiej ropy Urals, który rafinują polskie petrochemie, stale rosną. Ze względu na skomplikowaną obróbkę jeszcze do niedawna rosyjski surowiec przegrywał na rynkach paliwowych z wysokiej jakości ropą Brent, jednak ostatnio kupuje go coraz więcej rafinerii z zachodniej Europy. Dodatkowo Rosjanie podnieśli niedawno cła wywozowe na swoją ropę. Stąd wysoka, sięgająca 53 USD za baryłkę i dochodząca do 4,5 zł za litr na polskich stacjach cena benzyny. Wprawdzie koszty produkcji paliw tradycyjnych ciągle są niższe od biopaliw o ponad 15 proc. (przed opodatkowaniem litr ON kosztuje 1,6 zł, a litr biodiesla 1,9 zł), ale po pierwsze - różnica szybko maleje (cena ropy rośnie, a rzepaku spada), a po drugie - do gry włączyli się politycy. Stawka akcyzy na biokomponenty wynosi zero, co w praktyce oznacza, że litr biodiesla jest o połowę tańszy od litra oleju napędowego. Mimo to żadna rafineria nie kwapiła się do inwestowania milionów złotych w eksperymentalne paliwo.
Wszystko zmieniła dyrektywa Komisji Europejskiej, która obliguje kraje UE do tego, aby już w tym roku udział biokomponentów w rynku paliwowym wyniósł 3,5 proc. (w proporcjach objętościowych). To oznacza, że w stu litrach benzyny albo oleju napędowego powinno być 3,5 litra paliwa roślinnego. Wprawdzie Polska osiągnie ten poziom najwcześniej za rok, ale i tak oznacza to, że w ciągu kilkunastu miesięcy rodzima produkcja biopaliw musi wzrosnąć czterokrotnie.
To dopiero początek. Za pięć lat objętościowy udział biopaliw w rynku ma wynieść ponad 8 proc.

Renta monopolisty
Kiedy o dyrektywie zrobiło się głośno, w krótkim czasie kilka firm - między innymi Elstar Oils i należąca do Zbigniewa Komorowskiego spółka Biopaliwa - zapowiedziały budowę instalacji do produkcji biokomponentów. Zakłady ruszą najwcześniej za dwa lata. A to oznacza okres obfitych żniw dla Aleksandra Gudzowatego, a także dla Rafinerii Trzebinia, która jest właścicielem największej instalacji do rafinacji oleju rzepakowego. Produkuje ona biodiesel - naturalny olej napędowy, który mieszany jest ze zwykłym w proporcji 1 do 5. Taki koktajl Trzebinia sprzedaje jako biodiesel 20 (z 20-proc. domieszką biokomponentów).
Już teraz śląska firma należąca do grupy Orlenu zbija na rzepaku kokosy. Niemcy na pniu kupują polskiego biodiesla po 3 zł za litr, więc rentowność produkcji sięga 50 proc. Inwestycja warta 120 mln zł zwróci się po trzech latach. Właściwie na tym Trzebinia mogłaby poprzestać, jednak prezes tej firmy doszedł do słusznego wniosku, że w Polsce swój biodiesel może sprzedawać drożej. Dlatego na początku lipca uruchomił pierwszy w Polsce dystrybutor z nowym paliwem.
Chodziaż według opinii pracowników Ministerstwa Rolnictwa, polskie przepisy zabraniają sprzedawania paliw z tak wysokim udziałem biokomponentów (odpowiednie zezwolenie ministra gospodarki ma się ukazać za kilka dni), w Trzebini nikt nie robi sobie z tego powodu wyrzutów. Rafineria powołuje się na przepisy unijne, które dopuszczają obrót takim towarem.
W Trzebini litr biodiesla 20 kosztuje 3,5 zł - o 30 groszy mniej niż tradycyjny ON. - Liczyłem na sprzedaż w granicach 3 tys. litrów na dobę, a sprzedajemy 16 tys. - mówi zadowolony prezes Ślak, oceniając zarobki na pierwszym punkcie dystrybucji tego paliwa. To trzy razy więcej niż sprzedaż z przeciętnego dystrybutora z olejem napędowym.
- Sprzedaż jest na tyle duża, że musieliśmy wstrzymać dostawy do Niemiec - dodaje prezes Trzebini i planuje zakup drugiej linii do produkcji biodiesla oraz kolejnej do wytwarzania bioetanolu.
Biodiesla kupują głównie małe firmy transportowe. Po zatankowaniu 100 litrów można zaoszczędzić 30 zł. Wystarczająco dużo, aby pod stacją ustawiały się kolejki. Ale nie wszystkich taka cena satysfakcjonuje.
- Przy kosztach produkcji rzędu 2 zł cena detaliczna na poziomie 3,5 zł to zdecydowanie za dużo - mówi Kazimierz Żmuda, wiceszef departamentu gospodarowania ziemią w Ministerstwie Rolnictwa. - Producenci korzystają z dużych zwolnień podatkowych i swoje paliwo powinni sprzedawać znacznie taniej niż tradycyjne - dodaje. Jego zdaniem, różnica w cenie między tradycyjnym olejem napędowym a biodieslem powinna wynosić złotówkę. Grzegorz Ślak odpowiada, że nie jest szefem organizacji charytatywnej i nie widzi powodu, żeby sprzedawać taniej. Wychodzi na to, że obowiązek fiskalny, z którego dobrowolnie zrezygnował fiskus, przejął producent, który zamiast akcyzy pobiera od klientów rentę monopolistyczną i nie zrezygnuje z niej, dopóki na rynku nie pojawi się konkurencja.
Zyski producentów biopaliw sfinansują zatem podatnicy. Za pięć lat, kiedy objętościowy udział bioskładników osiągnie 8 proc., wpływy z akcyzy z paliw silnikowych będą niższe o 850 mln zł (przy założeniu, że sprzedaż utrzyma się na tegorocznym poziomie). Z jednej strony, narzucone przez UE ograniczenie fiskalizmu (a jednak to możliwe) cieszy, z drugiej strony, niższe wpływy z biopaliw fiskus powetuje sobie z nawiązką gdzie indziej. Na biopaliwach fiskus zatem nie straci, zarobią rolnicy i producenci. A użytkownikom produkowanego z polskich składników, i do tego ekologicznego paliwa pozostanie dobre samopoczucie. Lepszy rydz niż nic.


Straci budżet
Popyt wewnętrzny na benzynę i olej napędowy w naszym kraju wynosi 10,5 mln ton rocznie. Aby osiągnąć wymagany przez UE 3,5-proc. udział biokomponentów w rynku paliw potrzeba ok. 200 tys. ton biopaliw. Do ich produkcji potrzeba około 400 tys. ton rzepaku i 150 tys. ton pszenicy. Na rzepaku rolnicy zarobią w sumie 320 mln zł (tona kosztuje około 800 zł) oraz 66 mln zł na pszenicy (440 zł za tonę).
Na produkcji biopaliw rafinerie zarabiają około tysiąca złotych na tonie, co daje 200 mln zł zysku rocznie. Zarobek stacji benzynowych i konsumentów będzie niezauważalny, bo benzyna z 2-proc. domieszką bioetanolu z pewnością nie potanieje. W dodatku sprzedaż taniego biodiesla z dużym, 20 proc. udziałem biokomponentów będzie rosła powoli.
Fiskus straci w przyszłym roku na akcyzie 340 mln zł. Rolnicy nie płacą podatku dochodowego, więc Skarb Państwa nie odrobi tej straty dzięki zwiększonym przychodom z produkcji zbóż. Rafinerie mogą uniknąć opodatkowania zysków, zasłaniając się kosztami amortyzacji. Część pieniędzy fiskus może odzyskać dzięki wyższym wpływom z PIT od osób zatrudnionych w rafineriach i tłoczniach oleju, ale i tak strata netto budżetu przekroczy za rok 300 mln zł.


Można taniej
Instalacja do produkcji biopaliw nie musi kosztować 100 mln zł. Najprostsza linia technologiczna zdolna do przetworzenia rzepaku na paliwo do silników Diesla to wydatek zaledwie 170 tys. zł. Zdolności produkcyjne takiej instalacji sięgają 400 litrów na dobę.
Biodiesel domowej produkcji nie spełnia wymagań jakościowych stawianych producentom masowym, ale wystarcza do napędzania maszyn rolniczych czy nawet starych samochodów. Do wyprodukowania paliwa, które pokryje zapotrzebowania samochodu na cały rok (do przejechania 20 tys. km) wystarczy rzepak zebrany z 1 hektara.
Na uruchomienie takiej produkcji nie potrzeba koncesji. Jeszcze bardziej oszczędni kierowcy mogą zaryzykować tankowanie swoich diesli olejem jadalnym, który w hurcie można kupić za 2 zł za litr. Niemieccy entuzjaści biopaliw zapewniają, że wystarczy lekko zmodyfikować przewody paliwowe (tak by podgrzewały olej do temp. 70ˇC). Instrukcję można kupić za kilkadziesiąt euro w internecie.