Widoczek na przyszłość

Widoczek na przyszłość

Dodano:   /  Zmieniono: 
O wzroście zainteresowania pocztówkami świadczy pojawienie się falsyfikatów
Czy warto zbierać widokówki? Jacek Snopczyński, jeden z największych kolekcjonerów pocztówki warszawskiej, nie ma wątpliwości. - To jedna z lepszych inwestycji. W połowie lat 70. bardzo dobra karta kosztowała ok. 100 zł. Dziś ta sama karta kosztuje 3 tys. zł, czyli więcej niż średnie zarobki. To zdecydowanie lepsza inwestycja niż złoto. Cena wielowidokowej warszawskiej pocztówki secesyjnej z przełomu XIX i XX w. ciągu 10 lat wzrosła 40-krotnie - wyjaśnia kolekcjoner. - A chętnych nie brakuje. Nie ma więc problemów z jej sprzedaniem, co jest istotne dla tych, którzy myślą o inwestycji. - O zainteresowaniu pocztówkami świadczy również fakt, że ich aukcje organizujemy trzy razy w roku - mówi Zuzanna Migo-Rożek z krakowskiego antykwariatu Rara Avis. Przyznaje jednak, że zainteresowanie jest mniejsze niż przed kilku laty. - Rynek jest ustabilizowany, kolekcjonerzy często wymieniają karty między sobą. Śledzą też aukcje internetowe. - Codziennie sprawdzam, co dzieje się na eBay i Allegro, bez tego wypadłbym z rynku. Są też okazje, które żal by było przepuścić. Zdarzyło mi się kupić na Allegro kartę za 10 zł, która jest warta tysiąc złotych - chwali się Jacek Snopczyński. Jego zdaniem, o wzroście zainteresowania widokówkami świadczą pojawiające się na rynku falsyfikaty. - Widać, że podróbki już się opłacają.
Najdroższe są pocztówki najstarsze, drukowane w małych nakładach, nieprzekraczających tysiąca egzemplarzy. Muszą też być w dobrym stanie. Niektóre oddaje się więc do renowacji.
Do najrzadszych należą pocztówki warszawskie z 1895 r., takie jak seria pięciu kart z widokami Warszawy wydana przez E. Chodowieckiego w Paryżu i seria siedmiu kart wydanych przez K. Schulza w Rydze. Kopalnią wiedzy na ich temat jest kolekcjonerska strona internetowa www.varsaviana.waw.pl.
Jacek Snopczyński podkreśla, że ważnym elementem przy wycenie pocztówek są błędy drukarskie i kartki próbne.
- Przykładem pierwszej jest pochodząca z lat 20. wydrukowana w kolorze sepii z podpisem „Warszawa wejście do teatru w Łazienkach”, a przedstawiająca ul. Leszno, albo inna - z podpisem „Filharmonia Warszawska”, a zilustrowana budynkiem Politechniki. Do drugiej można zaliczyć czarno-białą pocztówkę Fregata Gdynia, która nigdy nie weszła na rynek. - Cenne są również całostki pocztowe - ze znaczkiem, wyraźnym stemplem, nadrukami. Istotna jest też treść korespondencji i tematyka karty - wyjaśnia Jacek Snopczyński. - Unikatowe są pocztówki malowane przez Kossaka, Mehoffera czy Witkacego z ich dedykacjami i autografami. Nie zawsze trafiały one do obiegu, ale zdarzają się także te stemplowane - mówi kolekcjoner.
Rzadkością jest korespondencja Żeromskiego, Reymonta, ale można na nią trafić, muzeum nie wszystko wyłapie. - Niezmiennym powodzeniem cieszą się kartki przedstawiające browary i małe, czasem już nieistniejące miejscowości. Prym wiodą okolice Krosna. Poszukiwane są judaika - mówi Zuzanna Migo-Rożek. Na wrześniowej aukcji w Rara Avis powodzeniem cieszyły się synagogi. Uzyskiwały ceny kilkuset złotych. Duże przebicia miały też browary, np. widokówka browaru w Szczecinie wystawiona z ceną 50 zł została sprzedana za 250 zł. - Poszukiwane są też pocztówki z kresów - także przez Litwinów i Ukraińców - mówi Jacek Snopczyński. Zainteresowanych jest więc wielu, a starych pocztówek nie przybywa. Wszystko zatem wskazuje na to, że ich ceny będą rosły.

Z aukcji antykwariatu Rara Avis
  • Synagoga w Tarnopolu - 680 zł
  • Synagoga w Ustroniu - 600 zł
  • Browar w Tęczynku - 580 zł