Zaletą sztuki starożytnej jest jej międzynarodowość
Sztuka starożytna cieszy się powodzeniem na całym świecie. Rzeźbę rzymską albo grecką można sprzedać wszędzie - w Nowym Jorku, Rzymie czy Paryżu. - Jest to biznes międzynarodowy. Rynek jest więc bardzo płynny, co czyni inwestycję w sztukę starożytną zdecydowanie bardziej opłacalną niż w sztukę współczesną - zapewnia Magdalena Piekarska, dyrektor warszawskiej Galerii Sztuki Starożytnej "Prima Porta". Galerię założył Matthias Renz, kolekcjoner, archeolog i ekonomista, który uznał, że skoro w Monachium działa takich kilkanaście, jedna ma szanse sprawdzić się również w Polsce.
I sprawdziła się. Galeria nie narzeka na brak klientów, zarabia na siebie, rozwija się. I jak do tej pory jest jedyną taką w Polsce. Kolejnego odważnego, który otworzyłby podobną, nie ma.
- Może to wprawdzie zrobić każdy, jednak bez kontaktów z kolekcjonerami z całego świata ciężko jest zdobyć odpowiednie przedmioty po niewygórowanych cenach. Trzeba mieć źródła - tłumaczy Magdalena Piekarska.
Eksportowy antyk
Matthias Renz starożytności kupuje od prywatnych, ale sprawdzonych kolekcjonerów z całego świata oraz od muzeów.
- Ostatnio od jednego z europejskich muzeów kupiliśmy kilka pozycji z okresu prekolumbijskiego - mówi Piekarska. - Dzięki prywatnym kontaktom trafiają do nas obiekty po atrakcyjnych cenach, dzięki czemu możemy oferować niższe ceny niż inne galerie. Tak zachęcamy klientów do kontaktu z nami - wyjaśnia.
Niektóre przedmioty można też kupować od archeologów, którzy niewielki procent wykopalisk mogą zachować dla siebie.
Wśród klientów są zarówno Polacy jak i cudzoziemcy. Wprawdzie obowiązują u nas przepisy zakazujące wywożenia dzieł sztuki wykonanych przed 1945 r., ale przedmioty starożytne nie są dobrami polskiej kultury narodowej, więc nie ma
z tym problemu.
Na życzenie klientów galeria załatwia wszystkie formalności i, jak zapewnia Magdalena Piekarska, oczekiwanie na zezwolenie przedłużające się nawet do czterech tygodni nikogo nie odstrasza.
Ofensywa Chińczyków
Ceny rynkowe starożytności są łatwe do określenia na podstawie aukcji, których co roku odbywa się kilka w Sotheby's, Christie's, Bonhams i raz w roku w Garny & Mosch w Monachium. - Mamy katalogi z różnych lat, widzimy jak wartość obiektów stale rośnie - tłumaczy Piekarska.
A co sprzedaje się najlepiej? - Sztuka chińska - bez wahania odpowiada specjalistka. - Figury dam dworu z terakoty, które są klasyką z okresu dynastii Tang, konie i posągi Buddy z tych samych czasów. Ich ceny wahają się od 12 do 48 tys. zł.
Ponadprzeciętny wzrost cen chińskiej sztuki zawdzięczamy samym Chińczykom, którzy zaczęli niedawno skupować azjatycką sztukę. Tylko w I półroczu tego roku wylicytowali oni w Christie's przedmioty o wartości 150 mln USD. W lipcu na aukcji w Christie's padł też rekord - za wazę z epoki Ming, kolekcjoner zapłacił 30 mln dolarów.
Specjaliści twierdzą, że w ciągu dwóch lat ceny sztuki chińskiej wzrosły o sto procent. - A zainteresowanie nią dopiero się zaczyna - podkreśla Piekarska.
Idol wart miliona
- rynek starożytności jest przewidywalny, ale są aukcje, na których padają rekordy. Na ostatniej, czerwcowej w Christie's w Nowym Jorku idole z Anatolii z 3300-2500 r. p.n.e. zostały sprzedane po kilka milionów dolarów. A jeszcze kilka lat temu, te niewielkie, dwudziestocentymetrowe figurki, można było kupić po kilka, najwyżej kilkanaście tysięcy dolarów - mówi Magdalena Piekarska.
Niezmienne jest też zainteresowanie sztuką egipską, bo na rynku jest jej niewiele. - Warto pamiętać, że ciekawy obiekt chiński to średni obiekt egipski, co obrazuje stosunek cen - dodaje Piekarska. - Ceny sztuki starożytnej rosną średnio 10 proc. rocznie, ale tak jak w wypadku idoli z Anatolii może to być nawet kilkaset procent. Są też okresy, kiedy drożeją obiekty z określonej kultury albo jakiegoś typu.
Zdaniem Matthiasa Renza, żaden z obiektów nie stracił dotychczas na wartości, a w każdym przedziale cenowym można znaleźć coś atrakcyjnego.
Galeria sztuki Prima Porta
Chiński koń z epoki Ming, cena 120 tys. zł
Popiersie dostojnika, Egipt - ok. 2400-2260 r. p.n.e., V dynastia, cena 93 tys. zł
Grzechotka z okresu Imperium Rzymskiego, cena 4,8 tys. zł
Prekolumbijska miseczka na jedzenie, cena 3,3 tys. zł
Głowy dygnitarzy, Meksyk, po 1,5 tys. zł
I sprawdziła się. Galeria nie narzeka na brak klientów, zarabia na siebie, rozwija się. I jak do tej pory jest jedyną taką w Polsce. Kolejnego odważnego, który otworzyłby podobną, nie ma.
- Może to wprawdzie zrobić każdy, jednak bez kontaktów z kolekcjonerami z całego świata ciężko jest zdobyć odpowiednie przedmioty po niewygórowanych cenach. Trzeba mieć źródła - tłumaczy Magdalena Piekarska.
Eksportowy antyk
Matthias Renz starożytności kupuje od prywatnych, ale sprawdzonych kolekcjonerów z całego świata oraz od muzeów.
- Ostatnio od jednego z europejskich muzeów kupiliśmy kilka pozycji z okresu prekolumbijskiego - mówi Piekarska. - Dzięki prywatnym kontaktom trafiają do nas obiekty po atrakcyjnych cenach, dzięki czemu możemy oferować niższe ceny niż inne galerie. Tak zachęcamy klientów do kontaktu z nami - wyjaśnia.
Niektóre przedmioty można też kupować od archeologów, którzy niewielki procent wykopalisk mogą zachować dla siebie.
Wśród klientów są zarówno Polacy jak i cudzoziemcy. Wprawdzie obowiązują u nas przepisy zakazujące wywożenia dzieł sztuki wykonanych przed 1945 r., ale przedmioty starożytne nie są dobrami polskiej kultury narodowej, więc nie ma
z tym problemu.
Na życzenie klientów galeria załatwia wszystkie formalności i, jak zapewnia Magdalena Piekarska, oczekiwanie na zezwolenie przedłużające się nawet do czterech tygodni nikogo nie odstrasza.
Ofensywa Chińczyków
Ceny rynkowe starożytności są łatwe do określenia na podstawie aukcji, których co roku odbywa się kilka w Sotheby's, Christie's, Bonhams i raz w roku w Garny & Mosch w Monachium. - Mamy katalogi z różnych lat, widzimy jak wartość obiektów stale rośnie - tłumaczy Piekarska.
A co sprzedaje się najlepiej? - Sztuka chińska - bez wahania odpowiada specjalistka. - Figury dam dworu z terakoty, które są klasyką z okresu dynastii Tang, konie i posągi Buddy z tych samych czasów. Ich ceny wahają się od 12 do 48 tys. zł.
Ponadprzeciętny wzrost cen chińskiej sztuki zawdzięczamy samym Chińczykom, którzy zaczęli niedawno skupować azjatycką sztukę. Tylko w I półroczu tego roku wylicytowali oni w Christie's przedmioty o wartości 150 mln USD. W lipcu na aukcji w Christie's padł też rekord - za wazę z epoki Ming, kolekcjoner zapłacił 30 mln dolarów.
Specjaliści twierdzą, że w ciągu dwóch lat ceny sztuki chińskiej wzrosły o sto procent. - A zainteresowanie nią dopiero się zaczyna - podkreśla Piekarska.
Idol wart miliona
- rynek starożytności jest przewidywalny, ale są aukcje, na których padają rekordy. Na ostatniej, czerwcowej w Christie's w Nowym Jorku idole z Anatolii z 3300-2500 r. p.n.e. zostały sprzedane po kilka milionów dolarów. A jeszcze kilka lat temu, te niewielkie, dwudziestocentymetrowe figurki, można było kupić po kilka, najwyżej kilkanaście tysięcy dolarów - mówi Magdalena Piekarska.
Niezmienne jest też zainteresowanie sztuką egipską, bo na rynku jest jej niewiele. - Warto pamiętać, że ciekawy obiekt chiński to średni obiekt egipski, co obrazuje stosunek cen - dodaje Piekarska. - Ceny sztuki starożytnej rosną średnio 10 proc. rocznie, ale tak jak w wypadku idoli z Anatolii może to być nawet kilkaset procent. Są też okresy, kiedy drożeją obiekty z określonej kultury albo jakiegoś typu.
Zdaniem Matthiasa Renza, żaden z obiektów nie stracił dotychczas na wartości, a w każdym przedziale cenowym można znaleźć coś atrakcyjnego.
Galeria sztuki Prima Porta