Szpiegują się wszyscy i od zawsze. Jest to truizm, który zna nawet dziecko w przedszkolu. Szpiegują się nawet najbliżsi sojusznicy. Oficjalnie się kochają, często sobie pomagają, ale tak dla bezpieczeństwa uważnie patrzą sobie na ręce. I nie ma w tym nic dziwnego. Po to, by pilnować obcych szpiegów tworzy się jednostki kontrwywiadu. W pracy tych grup najważniejsze jest nie rozpoznanie szpiega, ale ustalenie jakie informacje przekazuje oraz w jaki sposób działa cała siatka. W ten sposób o wiele łatwiej ją kontrolować i w odpowiednim momencie odpowiednio rozbić. Takie sprawy załatwia się po cichu. Chyba, że ujawnienie ich służy jakiemuś innemu celowi.
W rosyjsko-brytyjskiej aferze szpiegowskiej chodzi głównie o to, by rosyjska opinia publiczna skojarzyła dwie informacje: szpieg i zagraniczna organizacja pozarządowa. Te pojęcia mają u Rosjanina występować w korelacji wywołując odpowiednie skojarzenie. Oto zdemaskowany szpieg finansuje organizacje pozarządowe w Rosji, na co mamy dowody. To jest najważniejsze. Tłumaczenie, że takie finansowanie nie jest żadną tajemnicą schodzi na odległy plan.
Zamierzenie zostało osiągnięte. Rosyjska twierdza jest coraz bardziej oblężona. Każdy obcy to wróg, a jeśli nie to lepiej mieć go na oku. I to jest dopiero prawdziwy dramat.
Grzegorz Sadowski