Klinika zombie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Zwiększanie wydatków na publiczną służbę zdrowia przypomina leczenie raka środkami przeciwbólowymi.
Każdy kto kiedykolwiek korzystał z publicznej służby zdrowia wie, że leczą się w niej jedynie emeryci, renciści i bezrobotni. Perspektywa wstawania o szóstej rano by zapisać się w kolejce do specjalisty, a następnie czekania kilka godzin na wizytę sprawia, że mogą sobie na nią pozwolić tylko osoby mające dużo wolnego czasu. Pracujący obywatele zaciskają zęby, płacą ponad 8 proc. pensji na państwową służbę zdrowia a następnie kolejne kilkaset złotych na abonament w prywatnej lecznicy. O poziomie państwowej opieki zdrowotnej świadczy fakt, że nawet państwowi urzędnicy mają przez swojego pracodawcę, czyli państwo, wykupywane abonamenty w prywatnych klinikach.

W tej sytuacji zwiększanie wydatków na pensję dla pracowników publicznej służby zdrowia przypomina leczenie raka środkami przeciwbólowymi. Być może w krótkim okresie nieznacznie poprawi sytuację w klinikach, w długim nie rozwiąże problemu źle funkcjonujących państwowych szpitali i przychodni. Sytuacja nie zmieni się jeszcze długo, między innymi dlatego, że na kiepsko funkcjonującym systemie publicznej służby zdrowia dobrze zarabiają tysiące lekarzy, po godzinach za sute honoraria, przyjmujący pacjentów w prywatnych klinikach.

Aleksander Piński