Intrygi Kremla

Dodano:   /  Zmieniono: 
Widzisz drzazgę z czyimś oku, a nie widzisz belki w swoim - ta biblijna metafora jak ulał pasuje do pouczeń Rosji, które ta wystosowuje pod adresem Hamasu.
Pięknie brzmią apele Siergieja Ławrowa, ministra spraw zagranicznych Rosji, który wzywa Hamas, aby ten uznał prawo Izraela do istnienia czy mocniej zaangażował się w proces pokojowy na Bliskim Wschodzie. Problem tylko w tym, że Moskwa sama ma duże problemy z uznaniem istnienia wolnej Ukrainy, Białorusi, Gruzji, jej wkład w proces pokojowy na Zakaukaziu (głównie w Czeczenii) też jest znikomy. Dlatego apele Ławrowa brzmią dwuznacznie i każdy sobie zadaje pytanie: czemu Rosjanie zaprosili do siebie Hamas?

Ambicje Rosji do rozgrywania kart na Bliskim Wschodzie sięgają początku XX wieku, gdy carskie wojska stłumiły prodemokratyczną rewolucję w Iranie - zgodnie z doktryną carycy Katarzyny, która szukała dostępu do oceanu, m.in. w tamtym rejonie świata. Teraz także Moskwa nie ma oporów przed pomaganiem Teheranowi w pracach nad jego programem atomowym, mimo że przeciw temu protestuje cały świat. Nie można więc wykluczyć, że wsparcie Hamasu to próba zdobycia przez Kreml przyczółka wśród Palestyńczyków. Tym bardziej, że Rosjanie to jedyna światowa potęga, która zaczęła z nimi rozmawiać.

Oby te rozmowy stały się początkiem cywilizowania populistycznych radykałów z Hamasu. Historia jednak uczy, że Kremlowi - bardziej niż na demokratycznych zmianach - zależy na własnych interesach. Dlatego nie można wykluczyć, że te spotkanie, mimo składanych deklaracji, doprowadzą tylko do nasilenia konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Nadzieja w tym, że Hamas szybko zniknie ze sceny politycznej - tak przeważnie dzieje się z ugrupowaniami demagogicznymi. Inaczej zagrożenie jakie stanowi, wsparte zapleczem Kremla, może stać się dużo większe niż jest obecnie.

Agaton Koziński