Mysiara powiedział, że maoiści we wschodnim Nepalu zatrzymali ich żądając "opłaty" i zmusili ich do spędzenia nocy w odległej wsi. Uwolniono ich, kiedy zapłacili rebeliantom 20 tys. nepalskich rupii (280 dolarów).
"Około siedmiu czy sześciu rebeliantów zatrzymało nas w wiosce Bhandara i poprosiło o datek - powiedział z Lukli Mysiara. - Mieli broń palną i granaty. Powiedzieli, że jeżeli im nie zapłacimy, nie będziemy mogli iść dalej". Polacy odmówili i musieli przenocować w wiosce. Mysiara relacjonował, że byli "bardzo przestraszeni". Następnego dnia zapłacili i pozwolono im ruszyć w dalszą drogę. Zamierzają kontynuować swoją podróż w stronę Mount Everestu.
Bhandara leży ok. 100 km na wschód od Katmandu, w połowie drogi do Lukli.
Z wcześniejszych doniesień agencyjnych wynika, że biorący udział w trekkingu Polacy, związani z Nepalskim Stowarzyszeniem Esperanto, poinformowali w ubiegły piątek przez telefon satelitarny swych kolegów w Katmandu, że zostali zatrzymani i są przetrzymywani przez partyzantów. Wraz z przybyłymi z Polski dwoma innymi osobami opuścili oni Katmandu 18 marca. Od piątku nie było z nimi kontaktu.
Konsul ambasady RP w Indiach Mieczysław Kamiński, odpowiedzialny też za sprawy obywateli polskich w Nepalu, gdzie nie ma polskiej placówki dyplomatycznej, powiedział wcześniej w poniedziałek, że ambasada podejmuje aktywne kroki w sprawie porwanych. Chodzi przede wszystkim o potwierdzenie i skonkretyzowanie danych o wydarzeniu oraz o udzielenie Polakom jak najszerszej pomocy.
Polacy pojechali do miasta Jiri, skąd pieszo wyruszyli w kierunku miejscowości Lukla, uważanej za "bramę do Everestu". Na tych terenach maoiści są bardzo aktywni. Dlatego właśnie większość turystów zazwyczaj dociera do Lukli samolotem i dopiero stąd pod ochroną wojska wyrusza w kierunku Mount Everestu. Uczestnicy pieszych wędrówek raczej nie zapuszczają się na tereny pomiędzy Jiri a Luklą - pisze Associated Press. Trasa z Lukli do Everestu jest silnie strzeżona przez wojsko nepalskie. Nie wiadomo, dlaczego Polacy zdecydowali się na pieszą wędrówkę przez ziemie kontrolowane przez maoistów.
Dwoje z czworga uprowadzonych Polaków - Staniszewska i Mysiara - kontynuuje trwającą już dłuższy czas podróż dookoła świata. Jak poinformowała Teresa Nemere, esperantystka i lektorka tego języka w Studium Języków Obcych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, Staniszewska i Mysiara - absolwenci toruńskiej uczelni, podróżują dookoła świata, korzystając m.in. z esperanckich kontaktów. Przed podróżą intensywnie uczyli się esperanto. Prowadzą stronę internetową w języku polskim i esperanto, z opisem etapów podróży (http://www.naszawyprawa.com/index_pl.asp.). Ostatnie relacje, zamieszczone w styczniu, pochodzą z Turkiestanu Wschodniego.
W ostatnich tygodniach nepalscy rebelianci komunistyczni nasilili działania militarne, wycofując się w styczniu z rozejmu ogłoszonego w zeszłym roku i obowiązującego zaledwie przez cztery miesiące.
Maoiści walczą od 1996 r. o zniesienie monarchii w Nepalu. W konflikcie dotychczas poniosło śmierć ponad 12 tys. osób.
W rejonie Lukli rebelianci mają silne pozycje, ale twierdzą, że nie chcą wyrządzać krzywdy zagranicznym turystom, którzy dla Nepalu są głównym źródłem dochodu. Pobierają jednak od turystów haracz, który nazywają "podatkiem rewolucyjnym", dzięki czemu finansują swoje działania. W ubiegłym roku liczba turystów przybywających do Nepalu spadła o 14 procent w porównaniu z rokiem poprzednim.
pap, ss, ab