Papierowe imperium Orlenu

Papierowe imperium Orlenu

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Jeśli tego nie zrobimy [nie kupimy Mazeikiu Nafta], grozi nam zalew taniego paliwa z importu" - taką apokaliptyczną wizję nakreślił ponad miesiąc temu Igor Chalupec, prezes PKN Orlen, tłumacząc, dlaczego jego koncern stara się o zakup litewskiej rafinerii w Możejkach.
Mam jednak dziwne wrażenie, że 12 mln polskich kierowców dość łatwo przebolałoby fakt, że Możejki przejmą rosyjskie kompanie naftowe Łukoil lub TNK-BP albo kazachski KazMunajGaz, które - dysponując własnymi złożami ropy - mogłyby zaoferować na pobliskim polskim rynku tańsze paliwa, degradując pozycję PKN Orlen i Grupy Lotos. Dlatego też rząd w Wilnie, który chce najpierw odkupić 53,7 proc. akcji rafinerii od obecnego właściciela, upadłego rosyjskiego Jukosu, a następnie sprzedać je nowemu inwestorowi strategicznemu, nie uwzględnił zaproszenia do negocjacji prywatyzacyjnych koncernu z Płocka. Bo i po co ściągać do siebie polskie koncerny petrochemiczne, fatalnie zarządzane przez takich "specjalistów od biznesu" jak Chalupec lub Paweł Olechnowicz (oby odwołano ich jak najszybciej), których umiejętności sprowadzają się do kupienia rosyjskiej ropy na niekorzystnych warunkach i przerzucenia kosztów na klientów?

PKN Orlen od dłuższego czasu rozpaczliwie usiłuje udowodnić, że jest poważnym graczem co najmniej w Europie Środkowej i podmiotem, a nie przedmiotem procesów konsolidacyjnych. Rezultaty tych zabiegów są żenujące. Sieć blisko 500 stacji benzynowych w Niemczech, które płocki koncern kupił w 2003 r. (należą do spółki Orlen Deutschland), przynosi straty i co chwila krążą pogłoski o możliwej jej sprzedaży. Nie pomogły nawet "kiełbaski Orlenu", które do sklepów na stacjach wprowadził poprzedni prezes polskiego koncernu Zbigniew Wróbel. Zakup czeskiego Unipetrolu (Orlen wygrał przetarg prywatyzacyjny w 2004 r.) przebiegł w skandalicznych okolicznościach, a sprawę bada komisja śledcza czeskiego parlamentu. Wszystkie inne próby akwizycji w regionie skończyły się fiaskiem.

Przede wszystkim, głównymi mankamentami PKN Orlen, ale też Grupy Lotos, uniemożliwiającymi im odgrywanie większej roli w regionie, jest brak własnych źródeł ropy. Ani członkowie kolejnych zarządów polskich rafinerii, ani ich polityczni mocodawcy (początkowo właścicielem rafinerii był wyłącznie skarb państwa) przez ponad dekadę nie kiwnęli palcem, aby nabyć albo wydzierżawić gdzieś w świecie pola naftowe i mieć własny, czyli tańszy, surowiec. Zamiast tego menedżerowie rafinerii w Płocku i Gdańsku i politycy po 1989 r. zrobili co mogli, by uzależnić je wyłącznie od rosyjskiej ropy i to kupowanej przez J&S, zagadkowego pośrednika z Cypru, któremu podarowano w prezencie prawie cały polski rynek dostaw ropy i tym samym, możliwość życia z monopolu kosztem polskich kierowców. Wolny rynek w handlu ropą lub gotowymi paliwami to w Polsce totalna fikcja! Czy można dziwić się Litwinom, że tego korupcyjnego, drogiego i chorego układu nie chcą przenosić na własny grunt?

Krzysztof Trębski