PGNiG kończy cenowy dyktat Gazpromu

PGNiG kończy cenowy dyktat Gazpromu

PGNiG
PGNiG / Źródło: Materiały prasowe
1976 dni trwały zmagania PGNiG o uzyskanie rynkowych cen gazu ze Wschodu. Trudy tej długiej batalii wynagradzają efekty – rosyjski Gazprom nie tylko musi obniżyć cenę sprzedawanego paliwa, ale także zwrócić polskiej spółce nadpłacone przez nią pieniądze, czyli ponad 6 mld zł. Ogrom tej kwoty pokazuje, ile kosztuje brak dywersyfikacji dostaw i uzależnienie od jednego kontrahenta.

30 marca tego roku okazał się dla polskiego sektora energetycznego datą przełomową. Późnym popołudniem Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo ogłosiło, że Trybunał Arbitrażowy w Sztokholmie wydał korzystny dla spółki wyrok w ciągnącym się od ponad pięciu lat sporze cenowym z Gazpromem. PGNiG jeszcze tego samego dnia poinformowało, że niezwłocznie rozpoczyna procedurę, której celem jest odzyskanie od Rosjan nadpłaconej kwoty ok. 6,2 mld zł.

Bliżej europejskich standardów handlowych

Sednem decyzji Trybunału Arbitrażowego z 30 marca jest nowy wzór obliczania ceny w kontrakcie jamalskim, teraz w istotnym stopniu powiązany z notowaniami gazu w europejskich hubach gazowych, czyli najważniejszych rynkach, na których handluje się tym surowcem. W Europie najbardziej reprezentatywne z nich to NBP (National Balancing Point) w Londynie, TTF (Title Transfer Facility) w Rotterdamie oraz berliński Gaspool. Ceny dla większości państw Europy Północnej i Zachodniej ustalane są według notowań na tych właśnie rynkach. Indeksacja polega na comiesięcznym dostosowywaniu cen dostaw do sytuacji panującej na rynku. Wyrok Trybunału sprawił, że taka właśnie formuła wyceny automatycznie stała się częścią polsko-rosyjskiego kontraktu.

– Decyzja Trybunału oznacza dla nas zasadniczą poprawę warunków prowadzenia działalności handlowej – tłumaczy Jerzy Kwieciński, prezes zarządu PGNiG. – Dotychczasowa formuła cenowa była mocno powiązana z notowaniami produktów ropopochodnych. Powodowało to, że za gaz kupowany od Gazpromu płaciliśmy jedne z najwyższych stawek w Unii Europejskiej.

Powiązanie cen gazu z notowaniami produktów ropopochodnych to kiedyś popularny, ale dziś zupełnie przestarzały sposób indeksowania kontraktów gazowych. Od dawna bowiem ceny gazu przestały podążać w ślad za ropą. Gaz wybił się na niepodległość i notowania obu paliw zaczęły kształtować się niezależnie. Niejednokrotnie ceny gazu spadały, ale polska spółka nie mogła z tego skorzystać, bo ceny ropy wciąż trzymały się mocno albo nawet zwyżkowały. A w ślad za tym rosły koszty dostaw błękitnego paliwa ze Wschodu. Jednocześnie PGNiG sprzedawało drogo kupiony gaz po cenach rynkowych. Prowadziło to do sytuacji, w której spółka ponosiła stratę na handlu paliwem od Rosjan.

Drogie niedopasowanie

– Na tym kontrakcie nie zarobiliśmy. Przez lata po prostu nadpłacaliśmy Gazpromowi – podsumowuje Jerzy Kwieciński.

Brak spójności między ceną zakupu i sprzedaży paliwa gazowego był dużym obciążeniem dla wyników spółki. Dostrzegali to zarówno analitycy, agencje ratingowe, jak i akcjonariusze. To niedopasowanie miało bardzo konkretną wartość – 1,5 mld dolarów. Tyle bowiem PGNiG przepłaciło Gazpromowi za dostawy zrealizowane od listopada 2014 r. do końca lutego 2020 r. Skąd wzięła się ta kwota? Wyrok Trybunału ma moc wsteczną i ustalona w nim formuła cenowa obowiązuje właśnie od 1 listopada 2014 r., czyli od początku sporu cenowego. Oznacza to konieczność przeliczenia ceny wszystkich dostaw, które PGNiG kupiło i opłaciło w ramach kontraktu jamalskiego w tym okresie. A jeżeli wynik będzie się różnić od tego, co faktycznie zostało zapłacone – należy rozliczyć różnicę. Dla nikogo, kto interesował się branżą gazową, nie było wątpliwości, że jeżeli nowa formuła będzie uwzględniać rynkowe ceny gazu, zwracającym będzie Gazprom.

Wskazana w wyroku data 1 listopada 2014 r. nie jest przypadkowa. To właśnie tego dnia PGNiG wystąpiło do Rosjan o zmianę sposobu ustalania ceny dostaw. Kontrakt jamalski pozwala bowiem obu stronom co trzy lata wnioskować o taką zmianę, jeżeli jedna z nich uzna, że obowiązująca cena nie odpowiada sytuacji rynkowej. W 2014 r. Gazprom nie chciał jednak przychylić się do wniosku Polaków. Wolał działać z pozycji silniejszego.

Bierz i płacz

Przewagę Gazpromowi zapewniały dwie okoliczności. Po pierwsze, PGNiG nie miało wtedy alternatywy dla gazu ze Wschodu, co wynikało z braku innych źródeł i dróg zaopatrzenia. Ale nawet wtedy, gdy możliwość importu z innych kierunków już się pojawiła, polska spółka wciąż miała związane ręce. Kontrakt jamalski zawiera bowiem klauzulę „bierz lub płać”, która zobowiązuje PGNiG do płacenia za prawie 9 mld m sześc. gazu rocznie, nawet jeżeli spółka nie odbierze tego paliwa. Rosjanie mogli więc być spokojni – PGNiG nie odejdzie do konkurencji, a jeśli to zrobi, i tak będzie musiało im płacić! Pozew arbitrażowy był więc jedynym sposobem, aby przerwać ten zaklęty krąg. Polska spółka złożyła go w lutym 2016 r. i po czterech latach wygrała sprawę, tym samym dostosowując ceny gazu w kontrakcie jamalskim do realiów rynkowych.

Przede wszystkim – dalsza dywersyfikacja

Na co PGNiG przeznaczy pieniądze, które mają zwrócić Rosjanie? Prezes Kwieciński zastrzega, że na razie jest za wcześnie, by to precyzyjnie określić. – O tym, na co wydamy pieniądze, będziemy mówić, gdy już je otrzymamy. To jednak naturalne, że środki z nadpłaty powinny być wydane na inwestycje w dywersyfikację zaopatrzenia w paliwo gazowe – zaznacza. – To właśnie brak dywersyfikacji, a więc alternatywy dla gazu ze Wschodu, spowodował, że przez lata musieliśmy godzić się na dyktat cenowy Gazpromu.

Jednak PGNiG chce też inwestować w nowe obszary biznesowe związane m.in. z integracją rynku ciepłowniczego, biometanem czy projektami wodorowymi, które są odpowiedzią na wyzwania związane z polityką klimatyczną Unii Europejskiej. Spółka zapowiada, że będzie aktywnie uczestniczyć w procesie transformacji polskiej energetyki. – W gruncie rzeczy to też jest dywersyfikacja, tyle że obszarów działalności. Jestem przekonany, że docenią to zarówno akcjonariusze, jak i nasi klienci. Ci drudzy są naszym wielkim atutem. Dostarczamy gaz do 7 mln odbiorców: gospodarstw domowych, firm, instytucji. Budujemy z nimi trwałe, wieloletnie relacje. To właśnie dlatego musimy stawiać wyłącznie na wiarygodnych partnerów biznesowych – podkreśla Jerzy Kwieciński.

Źródło: PGNiG
 0

Czytaj także