Na codzień narzekam na Europę. No bo tylko dzięki krytyce może być lepiej. Ale trzeba oddać sprawiedliwość Polsce, Belgii, Unii jako całości - w porównaniu z innymi kontynentami i tak żyjemy w najlepszym ze światów.
Mój znajomy wrócił niedawno z Arabii Saudyjskiej. Opowiadał o państwie, w którym nie ma kin, teatrów czy sal koncertowych. Gdzie na lotnisku nie ma sklepu. Gdzie - co jest chyba najgorsze - nie można na własną rękę podróżować gdzie i kiedy się chce. Gdzie kobiety chodzą całkowicie zakryte, z wystającymi jedynie eleganckimi butami. Gdzie są duże pieniądze. Ale i rasizm, który w Europie byłby nie do przyjęcia. A przede wszystkim brak wolności i swobody. Ale w porównaniu z nękanymi biedą, wojną i chorobami krajami afrykańskimi jest to istny raj.
Żyjemy sobie w Europie jak - zacytuję moją przyjaciółkę - pączki w maśle. Poza Bałkanami od ponad 60 lat nigdzie nie było prawdziwej wojny na dużą skalę. Przynajmniej w granicach unii dysponujemy swobodą poruszania. I - pomimo zdarzających się wyjątków i pętli poprawności politycznej - wolnością słowa. Rasizm jest powszechnie piętnowany. Nawet bieda i głód nie są na skalę porównywalną z niektórymi azjatyckimi czy afrykańskimi krajami. I może dlatego, że nam tak dobrze, generujemy sobie sztuczne problemy. Stąd nadmiernie rozbuchana poprawność polityczna. Stąd niekończące się dywagacje o definicji tożsamości europejskiej i naszym systemie wartości. I wiele innych, wirtualnych w istocie problemów. Nie jestem tylko pewna, czy to życie w inkubatorze i ciągłe wpatrywanie się w lustro w dalszej perspektywie wyjdzie nam na dobre. Bo to, że jak na razie docierają do nas jedynie - na szczęście! - odpryski światowych nieszczęść i problemów nie jest czymś danym na zawsze. Ale póki co, warto czasem powtórzyć za wolterowskim Kandydem - wszystko jest najlepsze na tym najlepszym ze światów.
Żyjemy sobie w Europie jak - zacytuję moją przyjaciółkę - pączki w maśle. Poza Bałkanami od ponad 60 lat nigdzie nie było prawdziwej wojny na dużą skalę. Przynajmniej w granicach unii dysponujemy swobodą poruszania. I - pomimo zdarzających się wyjątków i pętli poprawności politycznej - wolnością słowa. Rasizm jest powszechnie piętnowany. Nawet bieda i głód nie są na skalę porównywalną z niektórymi azjatyckimi czy afrykańskimi krajami. I może dlatego, że nam tak dobrze, generujemy sobie sztuczne problemy. Stąd nadmiernie rozbuchana poprawność polityczna. Stąd niekończące się dywagacje o definicji tożsamości europejskiej i naszym systemie wartości. I wiele innych, wirtualnych w istocie problemów. Nie jestem tylko pewna, czy to życie w inkubatorze i ciągłe wpatrywanie się w lustro w dalszej perspektywie wyjdzie nam na dobre. Bo to, że jak na razie docierają do nas jedynie - na szczęście! - odpryski światowych nieszczęść i problemów nie jest czymś danym na zawsze. Ale póki co, warto czasem powtórzyć za wolterowskim Kandydem - wszystko jest najlepsze na tym najlepszym ze światów.