Dobrze zarabia się tylko na wolnym rynku. „Medyku i nauczycielu, zostańcie hydraulikami!”

Dobrze zarabia się tylko na wolnym rynku. „Medyku i nauczycielu, zostańcie hydraulikami!”

Hydraulik wykonujący pracę
Hydraulik wykonujący pracę / Źródło: Shutterstock
Możemy zazdrościć budowlańcom, biadolić, że przez ich wysokie zarobki rosną ceny mieszkań i koszty budowy domów. Ale tak po prostu jest i będzie. Natomiast oświata i służba zdrowia to konstytucyjna powinność państwa. Tu nie ma wolnego rynku, a pracodawcą jest państwo.

Pan Damian prowadzi niewielką firmę hydrauliczną, w której zatrudnia kilkoro pracowników.

– Niedawno odezwała się do mnie firma z Niemiec, proponując pracę i oferując stawkę za pracownika fizycznego w wysokości 38 euro za godzinę. To około 28 tys. zł miesięcznie. Niestety, musiałem odmówić, bo mam w tej chwili kilka projektów jednocześnie, w dodatku nie mam więcej ludzi – mówi w rozmowie z money.pl.

W związku z zatwierdzaniem Krajowych Planów Odbudowy w ramach popandemicznego projektu UE, w poszczególnych krajach europejskich otworzy się w najbliższym czasie ogromny rynek budowlany. Na niemieckich budowach brakuje dziś około 270 tysięcy pracowników. Możemy się spodziewać, a nawet być pewni, potężnej fali migracji polskich pracowników budowlanych.

Zarobki na Zachodzie są trzy razy większe niż nad Wisłą, wystarczy komunikatywna znajomość języka. Możemy też być pewni konsekwencji tego zjawiska.

Ceny mieszkań i domów w Polsce drożeją od lat i przez kolejne lata wzrost cen może tylko przyspieszyć (koszty pracy, koszty nabycia gruntów, materiałów, energii, transport, itp.). Trzeba się z tym pogodzić, bo taki jest wolny, europejski – w tym polski – rynek budowlany.

Oczywiście ten i kolejne rządy wprowadzać będą kolejne programy pomocowe o efektownie brzmiących nazwach typu: „Rodzina na swoim”, „Mieszkanie plus” i niewiele z tego będzie wynikać.

Czytaj też:
„Robimy to w obawie o zdrowie i życie”. Białe Miasteczko zmienia formułę działalności

Czy ktoś się spodziewał, że po ponad 30 latach polskiego kapitalizmu, beneficjentami transformacji ustrojowej będą hydraulik, elektryk, murarz, glazurnik, szklarz, dekarz, posadzkarz i malarz? Ironia losu i koło historii. Na wolnym, tym razem, rynku pracy dobrze ma się klasa robotnicza.

To nie ironia czy sarkazm, to opis rzeczywistości, której nie ma powodu kontestować. Co więcej, budowlańcom należy gratulować koniunktury, dużych i pewnych zarobków.

Ale te oczywiste oczywistości znane są też nauczycielom, lekarzom rezydentom, pielęgniarkom, ratownikom medycznym. Oni patrzą na budowlańców i pytają: Dlaczego nam się tak dobrze nie żyje? Czy idąc na studia popełniliśmy błąd?

Dwa lata temu protestowali nauczyciele. Domagali się podwyżki wynagrodzeń. Niewiele wskórali. Słyszeli od rządzących, że ich praca to misja, obciążenie godzinowe niewielkie, a do tego ferie i długie wakacje. Później wybuchła pandemia i zaczęło się nauczanie online. Nie było jak protestować.

Efekt: – W szkole córki brakuje polonisty. Drugiego września przyszła nauczycielka, która miała pierwszą lekcję z klasą córki i po pierwszym dniu zrezygnowała z pracy. Od tamtej pory są zastępstwa – opowiada wyborczej.pl pan Marcin, tata licealistki. To sytuacja z warszawskiego LO im. Banacha.

Czytaj też:
Szef Porozumienia Rezydentów Wojciech Szaraniec dla „Wprost”: Najpierw były oklaski, teraz jest publiczne obrażanie nas

Podstawówka na ul. Szobera nadal szuka matematyka, fizyka i pedagoga do pracy z uczniem z trudnościami, o specjalnych potrzebach edukacyjnych. Podstawówka na Mokotowie szuka wychowawcy świetlicy, inna nauczyciela do zerówki. Przedszkola ciągle nie mają wychowawców dla całych klas.

W stolicy młodzi nauczyciele nie chcą pracować za płacę bliską minimalnej. Rezygnują z pracy w zawodzie znajdując atrakcyjniejsze i lepiej płatne zajęcia. Braki w kadrze dyrektorzy próbują wypełniać emerytami i przyjezdnymi. Niewiele to daje. Aktualnie na Mazowszu jest 1,4 tysiąca ofert pracy dla nauczycieli, w samej Warszawie ponad 750.

Medycy protestują teraz w białym miasteczku, w różnych formach robią to od wielu lat. Nie muszą już alarmować, że służbę zdrowia czeka zapaść. Ta zapaść już jest. Mierzona niestety liczbą zgonów, których nie da się zwalić na COVID-19.

Ratownicy medyczni opowiadają wprost, że ludzie umierają, bo brakuje obsady karetek pogotowia. Przyjeżdżają za późno. Brakuje lekarzy, pielęgniarek, salowych. Średnia wieku medyka zbliża się do wieku emerytalnego. Młodsi – podobnie jak budowlańcy – wyjeżdżają za granicę, gdzie wynagrodzenia są kilkukrotnie wyższe.

Czytaj też:
Zarobki do 10 tys. zł, a nie ma komu pracować. „Dobrych fachowców już się nie uczy”

„Niech jadą” – krzyknęła posłanka Józefa Hrynkiewicz z PiS, gdy Lidia Gądek z PO powiedziała z mównicy, że młodzi lekarze w każdej chwili mogą wyjechać za granicę, aby tam zarabiać. Był to październik 2017 roku. Wyjechali.

Jeśli w Polsce dobrze zarabiają, to przez dodatkowe zlecenia z prywatnych placówek medycznych. Ilu Polaków na nie stać i czy tak to powinno funkcjonować? Nie. Dynamiczny rozwój prywatnej służby zdrowia jest tylko i wyłącznie dowodem na upadek świadczeń publicznych. Można też znaleźć nauczycieli zarabiających nieźle dzięki udzielanym korepetycjom. I tu podobnie: korepetycje to dowód na słaby poziom publicznego szkolnictwa.

Czytaj też:
Lewica oburzona pomysłem Tuska, grzmi o hipokryzji. „Małpie brzytwy się nie daje”

Jak się mają budowlańcy do medyków i nauczycieli? Nijak. Branża budowlana i jej rynek pracy to sektor prywatny, w który państwo jeśli już ingeruje (programy mieszkaniowe), to tak nieudolnie i nieskutecznie, że rynek pozostaje póki co wolnym. Rządzi tu prawo popytu i podaży. Wynagrodzenia pracowników są tego konsekwencją.

Możemy zazdrościć budowlańcom, biadolić, że przez ich wysokie zarobki rosną ceny mieszkań i koszty budowy domów. Ale tak po prostu jest i będzie. Natomiast oświata i służba zdrowia to konstytucyjna powinność państwa. Tu nie ma wolnego rynku, a pracodawcą jest państwo.

Skoro mamy prawo do nauki, wręcz obowiązek szkolny, a nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna (art. 70 Konstytucji RP), to państwo ma obowiązek zapewnić nauczanie i to na odpowiednim poziomie. Spauperyzowani i emerytowani nauczyciele temu nie podołają.

Skoro mamy prawo do ochrony zdrowia, niezależnie od własnej sytuacji materialnej, to państwo ma obowiązek ową ochronę zapewnić (art. 68 Konstytucji RP). Emerytowani lekarze i pielęgniarki oraz rezydenci, którzy jeszcze nie uciekli za granicę, ochrony zdrowia Polakom nie zapewnią.

Państwo nie ma obowiązku wypłacania 500 plus, 13. i 14. emerytury, rozdawania bonów wakacyjnych, wspierania pana Ojca Rydzyka, finansowania organizacji nacjonalistycznych czy tzw. mediów narodowych. To uprzedzająca odpowiedź na pytanie: skąd pieniądze dla nauczycieli i medyków?

Źródło: Wprost
 1

Ostatnie wpisy