Zarobki do 10 tys. zł, a nie ma komu pracować. „Dobrych fachowców już się nie uczy”

Zarobki do 10 tys. zł, a nie ma komu pracować. „Dobrych fachowców już się nie uczy”

Fryzjer
Fryzjer / Źródło: Shutterstock
Od najniższej krajowej do 10 tysięcy złotych na rękę. Rozrzut w zarobkach oferowanych w branży fryzjerskiej jest ogromny, a ofert pracy tysiące. Mimo to fryzjerów brakuje w całej Polsce. – W pandemii wiele salonów zamknęło się, ten kto mógł, to się przebranżowił. Teraz ciężko o nowych pracowników, a ci naprawdę dobrzy są na wagę złota – mówi Elwira Winkowska z Cechu Fryzjerów i Rzemiosł Różnych.

– Widzi pan, my podnieśliśmy po pandemii ceny tylko o 5 złotych, chociaż mamy najtańsze w tej okolicy – mówi fryzjerka z salonu w centrum Warszawy. – U nas strzyżenie damskie z modelowaniem kosztuje 95 złotych, a u tych nad nami nawet sześć razy tyle.

Salony fryzjerskie, które przetrwały pandemię koronawirusa, ostro podnoszą ceny, aby się odbić po zapaści spowodowanej lockdownami. Dwukrotnie, wiosną 2020 i wiosną 2021 r. rząd zamykał salony, gdy wskaźniki zakażeń koronawirusem SARS-CoV-2 były najwyższe. Część fryzjerów zeszła wtedy „do podziemia” i oferowała swoje usługi w domach klientów wbrew rządowym zakazom.

Po odwołaniu lockdownu właścicieli salonów fryzjerskich uderzyła nowa rzeczywistość.

Ceny praktycznie wszystkiego – od produktów kosmetycznych, przez czynsze za lokale, po rachunki za wodę i prąd – poszły w górę, choć rządzący o rosnących cenach i inflacji na poziomie 5,5 proc. mówią, że nie są odczuwalne przez Polaków, bo wzrost wynagrodzeń jest jeszcze większy.

Brak rąk do pracy

Ale wzrost kosztów to ten mniejszy problem. Fryzjerzy i właściciele salonów przede wszystkim narzekają, jak teraz ciężko jest im znaleźć nowych pracowników.

Artykuł został opublikowany w 38/2021 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 2

Czytaj także