Gazowa szansa Polski

Gazowa szansa Polski

Podziemny magazyn gazu w Wierzchowicach – największy tego typu obiekt w Polsce; Zdjęcie: materiały prasowe
Agresja Putina na Ukrainę przypomniała Europie o problemie gazowej niezależności. Polskie inwestycje w sektorze gazu idą pełną parą. Za 20 lat możemy się stać energetycznym liderem Europy

Zimy bywają chłodne. Gdy w 2009 r. w środku zimy Putin na trzy tygodnie wstrzymał dostawy gazu na Ukrainę, nikt na chłodno nie przeanalizował konsekwencji tego szantażu. Co prawda Jerzy Buzek oraz francuski polityk Jacques Delors proponowali wtedy budowę Europejskiej Wspólnoty Energetycznej, ale ich słowa pozostały bez odzewu – trafiły w próżnię. W efekcie Putin został ośmielony do podobnych działań. Sytuacja powtarza się w roku 2014. Tyle że podmiotem szantażu jest już nie tylko Ukraina, ale cała Europa. W ubiegły czwartek Rosja wystosowała list do 18 krajów Europy, grożąc wstrzymaniem dostaw gazu na Ukrainę, jeśli ta nie będzie w stanie zaakceptować podniesionych przez Putina cen. – Zniżkę na gaz Ukraina miała w zamian za obecność wojsk Rosji na Krymie – argumentował prezydent Rosji. – A po zdobyciu Krymu nasze wojska są przecież u siebie. Cofamy więc zniżkę.

Gazowy szantaż Putina być może i tym razem skończy się na straszeniu. Nie zmienia to faktu, że gdyby konflikt uległ eskalacji, rosyjski gaz mógłby przestać płynąć do całej Unii Europejskiej. Choć kraje UE mają własne źródła i rezerwy gazu, słychać coraz więcej głosów, że w wypadku długotrwałego kryzysu uzależnienie gazowe od Moskwy może być bardzo groźne. Także dla Polski – raport Najwyższej Izby Kontroli z 2009 r. wykazał, że maksymalny udział gazu z Rosji w naszej energetyce został niebezpiecznie przekroczony. Na szczęście w Polsce inwestujemyw niezależność energetyczną, planując gruntowną modernizację gazownictwa. Jeśli do tego uda się nam wytłumaczyć Brukseli, że wsparcie polskiego gazownictwa leży w interesie całej Unii, to Polska może się stać poważnym graczem gazowym na skalę europejską – dzięki wykorzystaniu gazu z łupków, budowie nowych, strategicznych połączeń gazowych oraz modernizacji tych już istniejących.

UNIA DODAJE GAZU

– Czas zmierzać w stronę unii energetycznej – mówił na marcowym szczycie UE Herman Van Rompuy, szef Rady Europejskiej. – Jeśli nie zaczniemy działać dziś, to do 2035 r. będziemy zmuszeni importować z zewnątrz nawet 80 proc. gazu i ropy.

Według Van Rompuya ważnym krokiem w stronę unii energetycznej będzie rozbudowa tzw. interkonektorów gazowych, czyli instalacji umożliwiających transport gazu między sieciami gazowniczymi różnych krajów UE, a także między krajami sąsiadującymi z Unią. Z kolei obecna na marcowym szczycie kanclerz Angela Merkel wskazywała, że z Rosji pochodzi 30 proc. zużywanej w UE ropy i gazu, lecz można to zmienić, stawiając na wydobycie w Europie gazu łupkowego, a także import gazu ze Stanów Zjednoczonych. Kolejnym tematem na szczycie była dyskusja o planowanym południowym korytarzu gazowym, który przez Turcję i Grecję dostarczy do Europy Środkowej i Włoch gaz z Azerbejdżanu.

A jak w tej nowej, otrzeźwionej UE wygląda rola Polski? Dzięki nam na wokandzie szczytu UE pojawiła się propozycja rozpatrzenia wspólnych zakupów gazu dla całej Unii. Na razie mało prawdopodobne, aby słowo stało się ciałem, jednak takie propozycje na forum UE świadczą o tym, że Polska wreszcie zaczyna postrzegać siebie nie jako przedmiot, ale jako podmiot europejskiej polityki energetycznej.

– Dzięki budowie terminala gazowego w Świnoujściu, własnej produkcji gazu z łupków, przesyłowi gazu na Zachód, a także dzięki magazynom gazu Polska może się stać ważnym centrum gazowym Europy Północnej – twierdzi Jérôme Ferrier, prezes Międzynarodowej Unii Gazowniczej, organizacji promującej współpracę w tym sektorze. Aby tak się stało, potrzebne są poważne inwestycje, bo naszą infrastrukturę gazową przegryza rdza. Nasza sieć rurociągów to obecnie ok. 115 tys. km rurociągów rozdzielczych oraz 19 tys. km rurociągów przesyłowych. Niestety ponad 60 proc. rurociągów przesyłowych w kraju ma 26 lub więcej lat. Nowych, co najwyżej pięcioletnich, rurociągów w polskiej sieci przesyłowej jest tylko 3 proc. Całe szczęście to się zmienia – między innymi dzięki pomocy unijnej w formie bezzwrotnych dotacji. Jak wyliczają eksperci, perspektywa budżetowa UE na lata 2007- -2013 pozwoli nam na zrealizowanie do roku 2015 inwestycji wartych 11,5 mld zł. Za te pieniądze zostanie zmodernizowane 3,5 tys. km gazociągów w sieci przesyłowej i rozdzielczej, powstanie 1 mld m sześc. magazynów gazu oraz terminal skroplonego gazu ziemnego w Świnoujściu.

ŚWINOUJŚCIE ZAMIAST GAZPROMU?

Punkt przeładunkowy skroplonego gazu LNG w Świnoujściu będzie w stanie odbierać 5 mld m sześc. gazu rocznie, czyli jedną trzecią naszego rocznego zapotrzebowania (15 mld m sześc.), i tym samym połowę gazu dostarczanego rocznie przez rosyjski Gazprom. W późniejszym terminie zdolność przeładunkowa terminala wzrośnie do 7,5 mld m sześc. Ten nowoczesny gazoport budowany przez państwową spółkę Gaz-System pozwoli nam odbierać gaz drogą morską, m.in. z krajów skandynawskich, oraz transportować go dalej na południe i wschód Europy. Inwestycja nie tylko wzmocni bezpieczeństwo energetyczne, ale także polską pozycję negocjacyjną w rozmowach z Gazpromem.

Terminal miał być uruchomiony już w 2012 r., jednak z powodu opóźnień ostatecznie zacznie pracować pod koniec tego roku. Obecnie jest gotowy w 80 proc. W Europie Środkowo-Wschodniej to pierwszy tak zaawansowany technologicznie punkt odbioru gazu. Kosztował 2,5 mld zł, które wyłożyliśmy z własnej kieszeni, dotacji unijnych oraz kredytu, który otrzymaliśmy od Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.

Lądowa część gazoportu rozpostarta na terenie porównywalnym z małym miasteczkiem robi wrażenie. Wielkie, betonowe magazyny górują nad siecią ulic, portowych instalacji i budynków biurowych. Do 2025 r. z uwagi na konieczność obsługi gazoportu w całej Polsce zostanie wygenerowanych ponad 4 tys. miejsc pracy, w tym ponad 500 w Świnoujściu i okolicach. Jak twierdzą samorządowcy, dzięki portowi Świnoujście zacznie się rozwijać dwa razy szybciej niż dotąd. Na inwestycji zyska także całe państwo polskie – w ciągu pierwszych dziesięciu lat funkcjonowania szacowane wpływy do kasy państwowej związane z działalnością terminala wyniosą co najmniej 6 mld zł – jeśli Polska zdobędzie odpowiednią liczbę bogatych kontrahentów. W każdym razie powstanie gazoportu to szansa dla naszej gospodarki. Szansa, którą niestety wykorzystujemy dopiero teraz, bo w 2001 r. Leszek Miller podjął fatalną z perspektywy geopolitycznej decyzję o zaniechaniu negocjacji w sprawie zakupu gazu z Norwegii i odbierania gazu przez Morze Bałtyckie. Na szczęście pięć lat później Lech Kaczyński naprawił ten błąd, inicjując powstanie gazoportu.

Od kwietnia 2014 r. mamy też techniczną możliwość przesyłania do Polski gazu z Niemiec dzięki przebudowie fragmentu stacji pomiarowej Mallnow na pograniczu niemiecko-polskim, będącej częścią gazociągu jamalskiego. To także wzmacnia nasze bezpieczeństwo energetyczne. W większości byłby to gaz de facto rosyjski, ale w niespodziewanej sytuacji nawet takie zabezpieczenie może się przydać. Dotychczas ze względu na brak technologii zakupiony od Niemców gaz mogliśmy fizycznie odbierać nie bezpośrednio od nich, ale z odcinka gazociągu jamalskiego przy granicy z Białorusią.

GAZOWE DOŁY PODKARPACIA

Nie tylko zbiorniki w Świnoujściu pozwalają na gromadzenie zapasów gazu. W całej Polsce są rozsiane należące do spółki Skarbu Państwa PGNiG magazyny gazu o łącznej pojemności 2,4 mld m sześc. Są to zazwyczaj magazyny podziemne, powstające poprzez wykorzystanie wyeksploatowanych złóż gazu lub ropy jako „pojemników” do przechowania gazu przesyłanego pod ziemię z sieci. Dzięki magazynom Polska przez jakiś czas byłaby w stanie przetrwać kryzys w niesprzyjających warunkach energetycznych. Prace nad zwiększeniem ich pojemności idą pełną parą – np. w styczniu powstał nowy magazyn gazu Kosakowo pod Gdynią. W efekcie mamy już siedem takich magazynów. Największy z nich znajduje się w dolnośląskich Wierzchowicach, gdzie kiedyś wydobywano gaz. Złoże nie zostało opróżnione jednak do końca, bo pozostający w nim gaz tworzył dobre warunki ciśnieniowe do stworzenia tam magazynu. Dziś jest w stanie zmieścić 1,2 mld m sześc. gazu, czyli połowę polskich zapasów. Projekt, który kosztował miliard złotych, wsparła dotacją 500 mln zł Unia Europejska.

Najwięcej magazynów gazu znajduje się w południowo-wschodniej Polsce – małopolski magazyn Brzeźnica oraz podkarpackie Strachocina i Husów po modernizacji, która ma być ukończona do 2016 r., będą w stanie pomieścić łącznie prawie 1 mld m sześc. gazu. – Możemy do Polski przywieźć każdego polityka europejskiego i pokazać, że poważnie traktujemy kwestie bezpieczeństwa energetycznego – chwalił się w marcu Donald Tusk, wizytując magazyn w Husowie. – Naprawdę inwestujemy miliardy złotych i naprawdę u nas powstaje najnowocześniejsza infrastruktura gazowa i przesyłowa.

REWOLUCYJNE RURY PÓŁNOC-POŁUDNIE

Izba Gospodarcza Gazownictwa szacuje, że na kolejne inwestycje w sektorze gazowym możemy otrzymać w latach 2014-2020 nawet 4 mld euro. Choć wielu analityków dotychczas wątpiło, że Komisja Europejska zdecyduje się przyznać duże pieniądze na sektor gazowniczy, działania Rosji najwyraźniej zmieniają tę perspektywę. Dowodem na to jest tegoroczny plan ustanowienia przez KE europejskiej sieci nauki i technologii ds. wydobycia niekonwencjonalnych węglowodorów. Będzie ona wspierać badania naukowe nad wydobyciem ropy i gazu łupkowego.

Innym dowodem na zmianę gazowego klimatu w Europie może być to, że pod koniec 2013 r. sześć projektów spółki Skarbu Państwa Gaz-System zostało umieszczonych przez Komisję na liście projektów interesu wspólnotowego (PCI). To ważne, bo projekty z tej listy mogą otrzymać unijne dofinansowanie w perspektywie finansowej 2014- 2020. Są one niezmiernie ważne dla naszej gospodarki. Na czym polegają? W wielkim skrócie – umożliwią rozbudowę polskiej infrastruktury oraz połączenie polskiej sieci gazowej z sieciami naszych sąsiadów – Czech, Słowacji oraz Litwy. Dzięki interkonektorom, czyli instalacjom pozwalającym na zintegrowanie naszego systemu gazowego z zagranicznymi, będziemy mogli odbierać i przesyłać gaz nie tylko w kierunku równoleżnikowym – jak dotychczas – ale także na północ i południe Europy. Dzięki temu będzie możliwe na przykład importowanie do Polski gazu płynącego z rejonu Morza Kaspijskiego lub sprzedaż Słowacji gazu z terminalu w Świnoujściu. Interkonektor ze Słowacją będzie kosztować co najmniej 1,3 mld zł i powstanie do 2019 r. Wcześniej, w 2018 r., mamy zamiar uruchomić dwukierunkowe połączenie gazowe z Czechami. W dalszej perspektywie jest połączenie do 2023 r. systemów gazowych Polski oraz Litwy, także umożliwiające dwukierunkowy przepływ gazu. Możliwością pobierania gazu z Polski jest zainteresowana również Ukraina.

Jak widać, rynek gazu w Polsce wkracza w nową fazę rozwoju. Połączone sieci gazowych rur na wschodniej ścianie UE pozwolą na zwiększenie bezpieczeństwa wszystkich gazowych graczy w Europie. Z kolei inwestycje w infrastrukturę, magazyny oraz nowe sposoby wydobycia mogą spowodować, że za kilkanaście lat Polska z importera gazu ziemnego zmieni się w eksportera. Korzyści dla gospodarki napływające z błękitnym paliwem mogą być ogromne.

Czytaj także

 1
  • franek IP
    Polska moglaby stac sie samowystarczalna, a nawet sprzedawac nadwyzki gazu, lecz ciagle brakuje woli politycznej (i gospodarczej) do przeprowadzenia nietrudnych w gruncie rzeczy rozwiazan. Budzimy sie tak naprawde tylko w chwilach zagrozen, duzo mowimy o tym, co nalezaloby zrobic, ale w gruncie rzeczy robimy niewiele...W tym zakresie rzad uprawia rowniez prawie jedynie propagande sukcesu. Realnych sukcesow brak, lub sa nieznaczne!

    Czytaj także