Rybnik: 5-letnia dziewczynka zmarła w szpitalu. Lekarze staną przed sądem

Rybnik: 5-letnia dziewczynka zmarła w szpitalu. Lekarze staną przed sądem

Szpital, zdjęcie ilustracyjne
Szpital, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Fotolia / fot. VILevi
Prokuratura Okręgowa w Katowicach wystosowała akt oskarżenia przeciwko trzem lekarzom ze szpitala w Rybniku. Śledczy zarzucają pracownikom służby zdrowia nieumyslne spowodowanie śmierci 5-letniej Natalii.

Po ponad dwóch latach śledztwa prokuratura oskarżyła troje lekarzy ze specjalistycznego szpitala w Rybniku o nieumyślne spowodowanie śmierci 5-letniej Natalii. – Akt oskarżenia obejmuje zarzut spowodowania zagrożenia dla życia i zdrowia w skutek braku dostatecznie pogłębionej diagnozy – poinformował Ireneusz Kunert, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Katowicach. Oskarżeni to ordynator oddziału pediatrycznego oraz dwie podległe mu lekarki, które miały opiekować się dziewczynką.

Do tragedii doszło w grudniu 2014 roku. Według relacji rodziców zmarłej dziewczynki, w sobotę wieczorem Natalia miała wysoką gorączkę. W niedzielę rodzice udali się z chorym dzieckiem do lekarza pierwszego kontaktu, który przepisał antybiotyk i odesłał ją do domu. Od tego czasu stan dziecka się pogarszał. Przychodnia skierowała Natalię do szpitala. We wtorek szpital zadecydował o transporcie dziecka na OIOM do innego szpitala. Karetka przyjechała z opóźnieniem, kiedy 5-latka była już reanimowana. Dziewczynka zmarła w rybnickim szpitalu.

Czytaj także

 6
  • pacjent IP
    Najwyzszy czas zabrac sie za lekarzy - miernoty, nieukow i majacych "tumiwism" podejscie do pacjentow. Przepedzic w pierony i karac jak popadnie, az sie naucza i zrozumieja co to znaczy byc lekarzem i jakie sa ich obowiazki!
    • Undead IP
      Z Polską służbą zdrowia od dłuższego czasu dzieje się coś niedobrego. Lekarz który nie dba o pacjenta, nie dba o siebie. Czy tak trudno zrozumieć lekarzom że trzeba ratować ludzia nie uśmiercać... Lekarzu: lecz a nie zabijaj!
      • jojojo IP
        Miałam analogiczną sytuację. Przywiozłam na ostry dyżur synka lat 3 z wysoką gorączką przekraczajacą 41 stopni. Dziecko dostało ok doby wcześniej standardowy antybiotyk, na zwykłe zapalenie gardła (lekarz rodziny), który wydawało się nie działał (gorączka cały czas rosła), a na koniec dnia powodował lekką biegunkę. Dawałam na koniec max dawki ibifenu, więc zaniepokojona (sobota) wpakowałam syna do samochodu i pojechałam do szpitala. Czekałam jak należy w kolejce.. po wejściu do gabinetu i poinformowaniu przeze mnie co jest dziecku, dostałam informację od lekarki prowadzącej wywiad, że z gorączką nie przyjeżdża się na ostry dyżur (???!!!!!). Wtedy mnie poniosło, zrobiłam awanturę, ale nic nie wskórałam.. oprócz recepty na paracetamol (ibufen nie działał, więc można gorączkę "zbić" inną chemią). Zostałam też "pouczona" że powinnam się z tym problemem udać do lekarza rodzinnego. Po wyjściu zadzwoniłam od razu do "starej dobrej pediatrzycy", która leczyła nas jeszcze jak byliśmy dziećmi, w ciągu niecałej godziny synek został przebadany i dostał pierwszy zastrzyk z bardzo silnego antybiotyku - diagnoza: silna angina + początek zapalenia oskrzeli (gardło miał całe białe, węzły chłonne jak pestki wiśni a "osłuchowo" nazwijmy to b.kiepski, w epikryzie ze szpitala oczywiście nie było o tym ani słowa). W razie pogorszenia miałam dzwonić do niej i jechać prosto do "jej" szpitala. Ale po zastrzyku w ciągu paru godzin mu się zaczęło polepszać. Gorączka opadła do 39 w ciągu doby, przestał gorączkować po paru dniach a po ponad tygodniu wyzdrowiał. Po 4 miesiącach domowego odbudowywania odporności (pod szczególnym nadzorem Pani Doktor :-)) i hartowania wrócił do żłobka. Od tego czasu nie brał do ust żadnego antybiotyku, a jak zachoruje po dwóch - trzech dniach leżenia w łóżku jest zdrowy.
        Żałuję, że nie napisałam skargi na tę "lekarkę" ze szpitala..
        PS. To nie był z mojej strony napad paniki. To była sytuacja trudna, która mogła by się skończyć podobnie jak u tej 5 latki gdybym nie zadziałała od razu. Dziecko zaraziło się w żłobku od innego dziecka, niby zwyczajne zapalenie gardła, ale jak się okazuje bakterie żłobkowe mogą wywoływać groźniejsze reakcje u dzieci niż szpitalne. Przy galopującym pogorszeniu stanu, zwłaszcza u małego dziecka, należy brać w takim wypadku najgorsze (posocznica!!) a nie lekceważyć to i odsyłać do lekarza rodzinnego!!
        • Amerykanin IP
          Wprowadzić w Polsce karę śmierci tak jak jest w US
          • Cześć Jolu IP
            Gównojady z Wprost dźgają nas zza parkanu i czakają na nasze ujadanie. Hau, hau, hau. Czy tak? Gównojady?!