Ojciec Tomasza Mackiewicza błaga o wznowienie akcji ratunkowej. „Czuję to, że on wciąż żyje”

Ojciec Tomasza Mackiewicza błaga o wznowienie akcji ratunkowej. „Czuję to, że on wciąż żyje”

Dodano:   /  Zmieniono: 4
Tomasz Mackiewicz
Tomasz Mackiewicz / Źródło: Facebook / Mackiewicz
– Jestem wdzięczny za dotychczasową pomoc, za włączenie się polskich władz, ale jako ojciec, a także człowiek, proszę – nie zostawiajmy Tomka samego, póki może żyć – apeluje za pośrednictwem dziennikarki Aleksandry Pawlickiej (dawniej Wprost), ojciec Tomasza Mackiewicza, polskiego himalaisty, który pozostał na wysokości około 7200 m n.p.m. na Nanga Parbat.

Okazuje się, że równolegle do apelu Witolda Mackiewicza, zareagowała grupa prywatnych osób, które od piątku z własnej inicjatywy badają możliwość pomocy Polakowi i analizują wszelkie nieścisłości, które wystąpiły w relacjach. Dzięki Aleksandrze Pawlickiej i Marcinowi Dzierżanowskiemu (wicenaczelnemu „Wprost”), udało sprawnie skontaktować się z rodziną 43-letniego Tomka Mackiewicza.

W sobotę, po odnalezieniu Francuzki Elisabeth Revol, ekipa ratunkowa złożona z polskich himalaistów, zeszła do obozu C1 pod Nanga Parbat. Wcześniej zapadła decyzja, że akcja nie będzie kontynuowana, co Krzysztof Wielicki, kierownik zimowej wyprawy na K2, tłumaczył m.in. pogarszającymi się warunkami pogodowymi.

W to, że uratowanie Tomasza Mackiewicza jest możliwe, nadal wierzy jego ojciec, z którym rozmawiała dziennikarka Newsweeka Aleksandra Pawlicka. – Błagam o wznowienie akcji ratunkowej dla mojego syna Tomka. Ja wiem, czuję to, że on wciąż żyje. Tomek potrafi przeżyć przez 6 dni w jamie śnieżnej na podobnej wysokości – apeluje Witold Mackiewicz.

Ojciec himalaisty podkreśla, że w wyniku zbiórki zgromadzono w ciągu dnia ponad 270 tys. złotych. – Ludzi dobrej woli nie brakuje. Proszę, zróbmy razem wszystko, co możliwe – mówi Mackiewicz.


Możliwość dotarcia do Tomka bada grupa prywatnych osób. Wkrótce więcej informacji. Śledźcie tu i na Twitterze Tygodnika Wprost

Kontakt z działającą w Warszawie grupą: Tomek.Mackiewicz43@gmail.com. Telefon: +48 693 999 966.

Zbiórka: https://zrzutka.pl/gdzies-na-szczycie-gory-wszyscy-spotkamy-sie-ae8hc5

Czytaj także

 4
  • Niestety ale akcja ratunkowa Tomka nie miała miejsca, odbyła się tylko akcja Ratunkowa P. Revol.
    • Napiszę to tutaj, gdyż wątpię by moje słowa były racjonalne, wykonalne i zgodne z faktami. Pogoda będzie dobra dopiero w czwartek, tak wynika z prognoz na mountain-forecast com, jak dotąd pokazywały mniej więcej to co się tam działo. Nepal ma prawdopodobnie lepszy sprzęt i ratowników ale Pakistan nie zgodziłby się na przelot takich śmigieł, poruszyć by było trzeba jeszcze raz polski MSZ oraz postarać się poprosić o pomoc Francję, by przekonać Pakistan na zgodę. Zastanawia mnie czy Amerykanie nie mają swoich satelitów ukierunkowanych gdzieś na Nanga Parbat. Istnieje również szansa, że ekipa, która teraz jest na Mount Everest i ma aklimatyzację na poziomie Tomka. Wracając do kwestii helikopterów to Pakistańskie wojsko może wznieść się na około 6500-6700, lecz nie wylądować więc tylko zrzut wchodzi w grę, a co do nepalskich śmigieł to latały i wyżej ale też jako zrzut. Między Mount Everest a Nanga Parbat jest 1500km także ekipa musiałaby już się zbierać, by wyruszyć w czwartek. Była informacja przez chwilę o dronach, faktycznie dron mógłby wzbić się na wysokość 7km ale to są specjalne drony wojskowe na stanie armii USA, nie Pakistanu, czy prywatnych miłośników. Zapewne nie testowane w górach i nie przy wietrze sięgającym do 100km/h. Nie wiem czy z taką ilością gotówki, coś w miarę bezpiecznego jak na te warunki, o ile przy takiej akcji ratunkowej można użyć słowa bezpieczeństwo, da się wykombinować.
      • Mackiewicz pewnie był (był? - jest?) gorszy technicznie i wydolnościowo od Bieleckiego, ale jak miał bym iść w góry to sto razy wolałbym z Mackiewiczem. Przynajmniej by mnie nie zostawił tam samego, jestem tego pewien.