Prezydent: Fotyga nie musiała jechać do Berlina

Prezydent: Fotyga nie musiała jechać do Berlina

Dodano:   /  Zmieniono: 
Prezydent Lech Kaczyński, który przebywa na uroczystościach 50-lecia podpisania Traktatów Rzymskich w Berlinie, wyraził oburzenie, że opinia publiczna w Polsce jest wprowadzana w błąd informacjami, iż w delegacji do Niemiec powinna uczestniczyć minister spraw zagranicznych Anna Fotyga.
"Nie po raz pierwszy, ale po raz kolejny, nasza opinia publiczna jest karmiona oczywiście nieprawdziwą informacją" - powiedział w sobotę dziennikarzom prezydent.

Dodał, że robi się "wielką sprawę" z tego, że podczas uroczystości w Berlinie nie ma Anny Fotygi, tymczasem taka jest formuła spotkania. L. Kaczyński zaznaczył, że jedynym ministrem spraw zagranicznych jest szef dyplomacji niemieckiej.

"Tu nie ma poza panem ministrem Steinmeierem, czyli przedstawicielem gospodarzy, żadnego ministra spraw zagranicznych. Taka jest formuła tego rodzaju spotkania" - zaznaczył L. Kaczyński.

Jak podkreślił, to "uporczywe informowanie opinii publicznej o czymś innym", co jest celowym wprowadzaniem jej w błąd. Zdaniem prezydenta, ostatnio w Polsce zdarza się to niezmiernie często.

O tym, że Fotyga powinna być obecna w Berlinie mówił m.in. Bronisław Komorowski (PO) w sobotę w radiowej Trójce. Według niego urlop Fotygi oraz jej nieobecność w Berlinie może świadczyć o tym, że w medialnych spekulacjach na temat dymisji minister jest "coś na rzeczy".

"To jednak jest dziwne zachowanie, bo sama pani minister mówiła, że jej urlop był zaplanowany, a jeśli tak, to był zaplanowany w kolizji z terminem, który również od bardzo dawna był już znany, a mianowicie szczytem Unii Europejskiej w Berlinie" - powiedział Komorowski. "A więc albo pani minister poczuła się niepewnie na swoim fotelu, albo świadomie chciała zlekceważyć szczyt europejski" - dodał.

Rispostowali rzecznik PiS Adam Bielan i szefowa gabinetu prezydenta Elżbieta Jakubiak. Bielan podkreślił, że Fotyga wzięła urlop z ważnych powodów rodzinnych, a Jakubiak wyjaśniła, że formuła szczytu nie przewidywała obecności ministrów spraw zagranicznych. "Formuła jest taka, że kraje reprezentują głowy państw. Głową państwa jest prezydent Lech Kaczyński, który udał się tam z małżonką" - podkreśliła Jakubiak.

Wicedyrektor w Dyrekcji ds. Rozszerzenia w Komisji Europejskiej i były główny negocjator wejścia Polski do UE Jan Truszczyński, który w piątek rozmawiał w Warszawie z dziennikarzami, nie chciał odnieść się do tej konkretnej sytuacji.

"W czasie kiedy zajmowałem się sprawami integracji europejskiej, pracując dla polskiego rządu w latach 2002-2005, istotnie nie przypominam sobie sesji Rady Europejskiej, w której nie uczestniczyliby wszyscy szefowie państw i rządów oraz towarzyszący im ministrowie spraw zagranicznych, bądź spraw europejskich, bądź inni ministrowie" - powiedział, zastrzegając, że jako urzędnik KE nie może komentować sytuacji "w kraju z którego pochodzi".

pap, ss