Marsz Niepodległości. Wiadomo, czyje mieszkanie zostało podpalone

Marsz Niepodległości. Wiadomo, czyje mieszkanie zostało podpalone

Mieszkanie podpalone podczas Marszu Niepodległości
Mieszkanie podpalone podczas Marszu Niepodległości / Źródło: Twitter / Zuzanna Szewczyk
Mieszkanie podpalone podczas Marszu Niepodległości należy do witkacologa Stefana Okołowicza. Robert Bąkiewicz za incydent przepraszać na razie nie chce.

W trakcie Marszu Niepodległości doszło nie tylko do zamieszek z policją, ale także do pożaru. Na Moście Poniatowskiego nieznani sprawcy, którzy szli w marszu, zaczęli rzucać race na balkony stojącego nieopodal budynku. Jak wskazuje reporter Radia ZET Piotr Drabik, na balkonach jednego z mieszkań wisiały symbole Strajku Kobiet a na innym tęczowa flaga i to właśnie w nie mogli celować chuligani. Na nagraniach, które pojawiły się w mediach społecznościowych słychać jak ktoś odlicza „raz, dwa, trzy”, a później race lecą na balkon.

twitter

Przeprosin od Bąkiewicza nie będzie

Szef stowarzyszenia Marsz Niepodległości stwierdził na Twitterze, że palące się mieszkanie było najprawdopodobniej pustostanem, nad którym wisiały emblematy ze Strajku Kobiet. – Mógłbym przeprosić, gdybym dokonał przestępstwa. Na pewno odcinam się od aktów wandalizmu i chuligaństwa. Musimy poznać, kto tego aktu dokonał – powiedział później w Polsat News Robert Bąkiewicz.

Marsz Niepodległości. Co ze spalonym mieszkaniem?

Jak się okazuje, mieszkanie przy Alei 3 Maja wcale nie jest pustostanem. Jego właścicielem jest Stefan Okołowicz, fotograf i współautor albumu "Anioł i Syn: 30 lat dialogu Stanisława i Stanisława Ignacego Witkiewiczów". Mężczyzna posiada cenne fotografie i reprodukcje obrazów Stanisława Ignacego Witkiewicza. - Proszę sobie wyobrazić, że siedzę przed telewizorem, oglądam relację i dzwoni ktoś stąd, prezes tej spółdzielni i mówi, że płonie pana mieszkanie. Wyobraźnia działa niesamowicie, bo wiadomo, jak wyglądają pożary mieszkań. Ogień błyskawicznie się rozprzestrzenia - relacjonował artysta.

twittertwitter

Szczęśliwe dzieła Witkacego nie spłonęły. Uszkodzone zostały natomiast m.in. okna i podłoga. - Od zewnątrz mogło to wyglądać bardziej przerażająco, bo była taka, tak jak na obrazie Salvadora Dali płonąca żyrafa, tak tu były płonące drzwi, jak u Hasior. Na szczęście nic się nie zajęło, oryginalne prace Witkacego są w zupełnie innym miejscu. Tutaj mamy tylko powiększenia i reprodukcje z wystaw - powiedział mężczyzna w rozmowie z TVN24.

Czytaj też:
Marsz Niepodległości. Mieszkanie w kamienicy Hanny Lis podpalone. „Do pierdla z nimi wszystkimi”

Galeria:
Narodowcy na ulicach stolicy. Marsz Niepodległości w Warszawie
Źródło: TVN24
 0

Czytaj także