„Media bez wyboru”. Prof. Mrozowski: Nowy podatek jest represyjny

„Media bez wyboru”. Prof. Mrozowski: Nowy podatek jest represyjny

Prof. Maciej Mrozowski
Prof. Maciej Mrozowski / Źródło: Newspix.pl / Jacek Herok
„Gdyby to były symboliczne kwoty, to jest to do przełknięcia, ale opodatkowanie jest wysokie, co czyni je dość represyjnym. Czegoś takiego do tej pory nie było” – mówi w rozmowie z „Wprost” prof. Maciej Mrozowski, prawnik, medioznawca i wykładowca Uniwersytetu SWPS.

Dziś mówi się tylko o jednym – proteście mediów i podatku od reklam, którego wspomniany strajk dotyczy. Nie działa większość stron internetowych, telewizje i radia nie nadają sygnału, a prasa publikuje oświadczenia, w których opisuje powody protestu. Redakcja „Wprost” tworzy dziś jedynie te treści, które dotyczą protestu. Nie pochylamy się nad żadnymi innymi tematami. Stanowisko redakcji w swoim wpisie tłumaczy dosadnie redaktor naczelny „Wprost” Robert Feluś.

O komentarz do działań rządu, a także ocenę skuteczności samego protestu poprosiliśmy także prof. Macieja Mrozowskiego, prawnika, medioznawcę i wykładowcę Uniwersytetu SWPS. Przypomnijmy jednak w kilku zdaniach, na czym zasadza się istota problemu.

Czym jest podatek od reklam?

Rządowy projekt autorstwa dwóch wiceministrów finansów zakłada wprowadzenie nowej „składki”, jak określany jest podatek od reklam. Nowymi opłatami objęta zostanie reklama internetowa i konwencjonalna, a wpływy z daniny mają powędrować w kierunku Narodowego Funduszu Zdrowia, Funduszu Wsparcia Kultury i Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków.

W przypadku reklamy internetowej podatek zapłacić mają „giganci cyfrowi”, których globalne przychody sięgają 750 mln euro, ale też rodzime firmy, jeśli ich przychody z reklamy internetowej przekroczą w roku obrotowym równowartość 5 mln euro. Składka z tytułu reklamy internetowej będzie wynosiła 5 proc. podstawy. Warto jednak zaznaczyć, że po wyliczeniu składowych okazuje się, że wspomniani „giganci” odprowadzą ok. 50-100 mln zł z tytułu nowej daniny, zaś mniejsze jednostki, czyli m.in. lokalne media już 800 mln zł, co w konsekwencji może oznaczać ich rychłą upadłość.

Reklama konwencjonalna, którą objęci zostaną nadawcy telewizyjni, radiowi, a także kina czy prasa oraz firmy odpowiedzialne za reklamę zewnętrzną będą odprowadzały podatek, gdy wpływy z reklam przekroczą konkretne wartości. Dla większości jest to przekroczenie przychodów o 1 mln zł, dla prasy o 15 mln zł. Tutaj także pojawia się kolejna różnica: opodatkowanie wyniesie od 2 do 15 proc. w zależności od poszczególnych uwarunkowań zawartych w projekcie.

Prof. Mrozowski: Nowy podatek jest represyjny

– Gdyby to były symboliczne kwoty, to jest to do przełknięcia, ale opodatkowanie jest wysokie, co czyni je dość represyjnym. Czegoś takiego do tej pory nie było. Media przecież płacą inne daniny, więc dodatkowy podatek będzie sporym ciężarem – ocenia prof. Maciej Mrozowski, prawnik, medioznawca i wykładowca Uniwersytetu SWPS.

Jego zdaniem, konsekwencje poniosą nie tylko media, ale i odbiorcy. – To się negatywnie odbije na programie – zobaczymy powtórki, starocie, będzie coraz mniej atrakcyjnych i jakościowych materiałów. A to z kolei znów zmniejszy wpływy z reklam i dojdzie do spirali zubożenia i eliminacji niektórych programów lub całych tytułów. Na rynku zostaną najwięksi gracze – przewiduje.

– Media lokalne zakupione przez pana Obajtka sobie poradzą, bo tam popłyną reklamy z pańswowych spółek, reszta już gorzej – dodaje. Mówiąc o „mediach pana Obajtka” ekspert ma na myśli grupę Polska Press, którą ma przejąć PKN Orlen, na czele którego stoi zaufany człowiek PiS Daniel Obajtek. W niedawnym wywiadzie pytaliśmy prezesa Obajtka, czy będzie wpływał na polityczną poprawność treści zakupionych przez koncern. „Znam prawo prasowe. W żadnym wypadku nie będziemy wpływać na treści” – zapewniał. O reklamach jednak nie było mowy.

„Może się pojawić czarny rynek reklam”

– Odbiorcy albo uciekną do innych mediów, jakie pozostaną w ofercie, albo będą kupować prasę Obajtka. Internet prawdopodobnie na tym zyska, choć będzie musiał częściej korzystać z Polskiej Agencji Prasowej, czy mediów rządowych, bo straci agregatory treści, jakimi są media lokalne. Być może PiS traci wiarę w propagandę TVP i szuka poszerzenia tej działalności? Innego uzasadnienia nie widzę. Przede wszystkim nie doszukuję się w tym działaniu żadnych uzasadnień ekonomicznych, bo przecież premier Morawiecki zapewnia, że mamy się doskonale – dodaje prof. Mrozowski.

Ekspert wskazuje również, że najbliższy rok, a być może jeszcze część kolejnego będzie dotknięty zastojem. – Streaming póki co jest beneficjentem pandemii, ale czasy będą trudne, szczególnie dla bardziej wyszukanego dziennikarstwa – reportażowego czy śledczego – mówi.

Jak mówi, wprowadzenie nowego podatku może także przyczynić się do utworzenia szarej strefy. – Może się pojawić czarny rynek reklam. Np. podmioty międzynarodowe mogą kombinować i uciekać z kapitałem – dodaje.

Czytaj też:
Czarne tło, brak sygnału telewizyjnego. Trwa protest „Media bez wyboru”

Źródło: WPROST.pl
 18

Czytaj także