Uwaga! TVN: Brali dla niej po kilkanaście kredytów, teraz walczą z komornikami. „Ty się krowo głupia...”

Uwaga! TVN: Brali dla niej po kilkanaście kredytów, teraz walczą z komornikami. „Ty się krowo głupia...”

Uwaga! TVN: Zaciągali kredyty, by pomóc ulubionej fryzjerce. Zostali z gigantycznymi długami
Uwaga! TVN: Zaciągali kredyty, by pomóc ulubionej fryzjerce. Zostali z gigantycznymi długami / Źródło: X-news/Uwaga
Strzygła, czesała i namawiała klientów, by zaciągali pożyczki. Sama miała je spłacać, ale po pewnym czasie przestawała. Na policję zgłosiło się kilkadziesiąt osób, w większości starszych, które pozostały z kredytami nawet na setki tysięcy złotych.

Kobieta miała wiele stałych klientek, jedną z nich była pani Krystyna, samotna emeryta. Poproszona o przysługę emerytka zgodziła się wziąć kilka drobnych kredytów na fryzjerkę.

– Wzięłam trzy kredyty, które ona normalnie spłacała. Wszystko było w porządku – opowiada. I dodaje, że pojawiła się prośba o kolejne. – Mówiła, że się buduje, jej mąż ponoć ma raka, tak klęczała przede mną i tak mnie prosiła, zaklinała się: „Krysieńko, ja tobie krzywdy nie zrobię. Ani ty nie zapłacisz złotówki, ani twoje dzieci. Pomóż mi, ratuj mnie, ja wiem, że mi pomożesz”. I tak mnie urabiała, aż się zgodziłam.

Z relacji pani Krystyny wynika, że wzięła 13 kredytów. – Wyszło 109 tys. zł, a doliczając odsetki, to będzie dużo więcej. Prosiła mnie: „Krysieńko kochana”, później Krysieńka się skończyła, jak trzeba było płacić.

Pani Krystyna dowiedziała się, że od ponad roku fryzjerka nie spłacała zaciągniętych przez nią na prośbę fryzjerki kredytów. W związku z tym komornik, co miesiąc zaczął zabierać seniorce większą część jej emerytury. – Zabiera mi ponad 500 zł, a zostaje mi 400 zł. Cały czas jestem na lekach, muszę je brać, bo mam bajpasy, mam operowane dwie zastawki – skarży się emerytka.

Kolejna klientka

Okazało się, że pani Krystyna jest jedną z wielu poszkodowanych przez fryzjerkę kobiet. Osób, które czują się oszukane przez fryzjerkę, jest co najmniej kilkadziesiąt, wszystkie łączyło jedno – wizyty w tym samym zakładzie fryzjerskim.

– Poprosiła mnie o kredyt, jeden drugi. Pierwsze kredyty to było po 2-3 tys. zł w parabankach. Pytałam, czemu ona nie może wziąć ich na siebie. Mówiła, że jest zablokowana, bo miała zadłużenie w ZUS-ie – opowiada pani Ewa. I przyznaje: – Z tego co policzyłam, wzięłam 20 kredytów. Jestem zadłużona na ponad 180 tys. zł, to była kwota na 2019 rok i bez odsetek. Ale teraz wychodzi 260 tys. zł, bo mój mąż ukrył, że wziął dla niej dwa kredyty.

Pożyczki brała też pani Danuta. – Pierwszą pożyczkę spłaciła co do grosza. Potem wzięłam 13. Mówiła, że pomaga mężowi przy budowie domu. Nie wiem, jakie dokładnie jest moje zadłużenie, jakieś 110 tys. zł – opowiada. – Z kolei mi mówiła, że jej wnuczka ma raka i potrzebuje pieniędzy, bo ma już za granicą lekarza. Umiała płakać na zawołanie – dodaje pani Ewa.

Jakiś czas temu pani Danuta dostała pismo z ZUS-u, że w związku z egzekucją pieniędzy będzie miała mniejsze wpływy. – Mam potrącane 548 zł. Na miesiąc zostaje mi na życie 150-180 zł. Jestem chora, ale nie chodzę do lekarza, bo nie miałabym za co wykupić leków – mówi emerytka. I dodaje: – Zadzwoniłam do niej [fryzjerki – red.] i powiedziałam, że miałam trzy pierścionki, łańcuszek i kolczyki. Zaniosłam je do lombardu. Powiedziała: „Ja ci to wszystko oddam”. To były pamiątki po nieżyjącym mężu. Byłam zmuszona to oddać, bo nie miałam, jak zapłacić czynszu.

Po tym jak do drzwi mieszkań klientek zakładu fryzjerskiego zaczęli pukać komornicy, zaniepokojone kobiety zwróciły się do właścicielki zakładu fryzjerskiego o wyjaśnienie, dlaczego przestała spłacać kolejne raty. – Każdej z nas mówiła: „Podpisywałyście, to płaćcie”. Jest bezczelna, a wręcz ordynarna – mówi pani Ewa. – „Ty się krowo głupia zastanów, co ci się lepiej opłaca. Albo będziesz grała na moich warunkach i tak robiła, jak ja ci zaśpiewam albo płać sobie ku… sama”. To były jej ostatnie słowa, które do mnie powiedziała – przywołuje pani Krystyna.

Kobiety zaczęły zgłaszać się na . Okazało się, że jest ich już kilkadziesiąt. Nieuczciwa fryzjerka mogła wyłudzić nawet półtora miliona złotych.

Czy da się odzyskać pieniądze?

Fryzjerka mieszka z mężem i córką w nowo wybudowanym domu pod Choszcznem. Kobieta nie chciała z nami rozmawiać. Zapytaliśmy eksperta, czy jeśli kredyty były na kogo innego, czy istnieje możliwość przypisania ich fryzjerce?

– Jeżeli wykaże się zamiar pani fryzjerki, zamiar oszustwa tych konkretnych pań, to takie zgłoszenie, naprawienia szkody w procesie karnym, jest dopuszczalne – mówi adwokat Szymon Prawucki. I dodaje: – Prawdopodobnie będzie spory problem, żeby odzyskać te należności, bo spodziewam się, że może być problem z kwestią wypłacalności pani podejrzanej. Równie dobrze może się okazać, że pani ogłosi upadłość konsumencką i w tej sytuacji ciężko będzie odzyskać jakiekolwiek pieniądze.

Jak to możliwe, że tyle klientek brało kredyty? – Na pewno sytuacja relacji zawodowej pani fryzjerki i jej klientek była sytuacją sprzyjającą temu oszustwu, bo nawiązała się jakaś bliskość. Na pewno panie ze sobą dużo rozmawiały, zwierzały się. Budowało się zaufanie w takiej relacji – mówi psychoterapeuta Maria Rotkiel. I dodaje: – Można być bardzo inteligentnym i doświadczonym, a chcieć bardzo komuś pomóc. Oszust działa bardzo prostym schematem – buduje relacje, zdobywa trochę zaufania i może prosić o różne przysługi. I czerpać z tego profity.

Źródło: X-news/Uwaga
+
 0

Czytaj także