Czego słoiki zazdroszczą rodowitym warszawiakom. „Mają syndrom karalucha”

Czego słoiki zazdroszczą rodowitym warszawiakom. „Mają syndrom karalucha”

Zdjęcie ilustracyjne: Ludzie na dworcu autobusowym
Zdjęcie ilustracyjne: Ludzie na dworcu autobusowym / Źródło: Newspix.pl / Stanisław Krzywy
Ponoć przyjeżdżają do stolicy z małych miasteczek w Polsce B, C, D i Z, zaopatrzeni w jedzenie w słoikach. Ponoć po przybyciu od razu zaczynają udawać rodowitych warszawiaków z dziada pradziada, co im kiepsko wychodzi.

Ponoć nie potrafią się ubrać ani zachować „na salonach”, które jednak szturmują ponieważ mają mnóstwo kompleksów do wyleczenia. Ponoć mają żałobę za paznokciami. Siąkają nie tak jak należy. Popełniają całą masę gaf. Ale mają też „syndrom karalucha” – są odporni na ciosy i przetrwają najgorsze ciosy. Słoiki. Nazwa wynaleziona nie wiadomo, przez kogo. Nie sądzę, aby wymyślili ją „rodowici warszawiacy z dzida pradziada”.

Takich znam zaledwie kilku i jakoś mi to do nich nie pasuje. Myślę, że pogardliwą nazwę „słoiki” wymyślili sami przedstawiciele tego gatunku, którzy za takowych się oczywiście już nie uważają, bo parę lat spędzili w Warszawie i nowi przybysze przypominają im wszystkie poniżenia, na jakie byli narażeni w tych pierwszych latach. Bo widzą w nich własne wady i dlatego ich nienawidzą.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Wprost.

Aktualne wydanie e-Wprost dostępne jest w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0

Czytaj także