Dr Grzesiowski dla „Wprost”: W czasie spokoju powinniśmy przygotowywać się do wojny

Dr Grzesiowski dla „Wprost”: W czasie spokoju powinniśmy przygotowywać się do wojny

Dr Paweł Grzesiowski
Dr Paweł Grzesiowski / Źródło: Newspix.pl / Damian Burzykowski
Trudno wykluczyć, że pojawią się kolejne warianty COVID-19, które będą uciekać naszej odporności. Musimy to uwzględnić w planie B. Co będzie, jeśli powstanie wariant, który w 50-60 proc. przełamie odporność poszczepienną? Na razie brak konkretów, a w czasie spokoju powinniśmy przygotowywać się do wojny – mówi „Wprost” dr Paweł Grzesiowski, ekspert ds. koronawirusa Naczelnej Rady Lekarskiej.

„Wprost”: Jak ustalił „Wprost”, w Sejmie zostanie złożony poselski projekt, dający podstawę prawną pracodawcom do weryfikowania, czy ich pracownik się zaszczepił przeciw COVID-19. Pisaliśmy też o tym, że członkowie Rady Medycznej przy premierze zgłosili pomysły zachęt dla zaszczepionych, w tym zwolnienia ich z niektórych ograniczeń. To dobry kierunek?

Paweł Grzesiowski: Jesteśmy z wieloma pomysłami spóźnieni. Żeby stworzyć porządną strategię, trzeba 2-3 miesięcy, a wtedy akurat zaleje nas kolejna fala zachorowań. Po drugie, możemy zachęcać w różny sposób, ale to nie może być improwizacja.

Jeśli jeden pracodawca wprowadzi obostrzenia w firmie, a drugi nie, pojawią się argumenty, że to dyskryminacja i segregacja ludzi. Ktoś, kto nie chce się zaszczepić, musi mieć alternatywną opcję, określoną ustawowo, np. wykonywanie dwa razy w tygodniu testów przesiewowych u pracowników. W ten sposób zostawiamy otwartą furtkę dla niezaszczepionych.

Rozwiązania nie mogą być siłowe i obliczone na to, że kogoś przymusimy do zaszczepienia przez ryzyko utraty pracy. To tylko wywoła bunt.

W jaki sposób usprawnić system szczepień?

Po pierwsze, przez rozproszenie punktów szczepień i ich większą mobilność – czyli szczepionkobusy. Po drugie, przez edukację – i to od zaraz. Prowadzę po kilkanaście spotkań w tygodniu z różnymi grupami zawodowymi, uczymy ludzi czym jest wirus, co to jest COVID-19, jak działa szczepionka i niech mi pani wierzy, po każdym ze spotkań dostaję sygnały, że spora grupa pracowników zdecydowała się na szczepienia lub testy przeciwciał.

A konkretnie, jak pan przekonuje tych nieufnych?

Gdy podchodzi do mnie pan i pyta, czy szczepionka wywołuje bezpłodność, to siadamy i rozmawiamy. Rozwiewam jego wątpliwości, przedstawiam dowody, pytam, skąd zaczerpnął taką wiedzę. Tylko merytorycznie można rozmawiać ze sceptykiem, na jego tezę zawsze mam argument. W ten sposób można przekonać większość niezdecydowanych, bo „fake newsy” na temat szczepień nie mają żadnego potwierdzenia naukowego.

Ale grupa antyszczepionkowców jest bardzo silna.

„Betonowych” antyszczepionkowców jest nie więcej niż 10 proc. Dopóki nie przekonamy umiarkowanych sceptyków, te 10 proc. będzie siać propagandę na pozostałe 40 proc.

Czytaj też:
Joanna Szczepkowska dla „Wprost”: Może trzeba było wejść w politykę

Jakie błędy popełnia rząd w swojej strategii?

Nie walczy z hejtem antyszczepionkowym, próbuje ludzi przekupić bonusami, loteriami, a lekarze, którzy wyszczepią największy odsetek swoich pacjentów, dostaną na koniec roku gratyfikacje finansowe. Pieniądze dzielą ludzi, budzą zawiść i nie jest to skuteczny środek zachęty.

Pan też zamierza skorzystać z bonusów?

Absolutnie nie, nie interesują mnie żadne premie ani loterie. Jestem zaszczepiony z powodu moich poglądów i wiedzy medycznej, nie czuję, żebym zrobił coś, za co powinienem być wyróżniony. To nie wpływa na zmianę mojego światopoglądu. Jeśli pani popatrzy na mapę, 1/3 Polski to regiony wschodnie o mniejszej wyszczepialności.

Każdy myślący analityk przyzna, że tam nie wystarczy plakat Cezarego Pazury, reklamującego akcję szczepień.
Artykuł został opublikowany w 31/2021 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 7

Czytaj także