Doda o przemocy, której doświadczyła w małżeństwie. „Gdy dzwonił, dostawałam duszności ze stresu. Nie mogłam oddychać”

Doda o przemocy, której doświadczyła w małżeństwie. „Gdy dzwonił, dostawałam duszności ze stresu. Nie mogłam oddychać”

Doda opowiedziała o kulisach powstawania „Dziewczyn z Dubaju”
Doda opowiedziała o kulisach powstawania „Dziewczyn z Dubaju” / Źródło: archiwum prywatne
Mój mąż pojawiał się na planie, gdy ja bardzo zmęczona łapałam godzinę snu na ławce przy marinie w Cannes. Potrafił powiedzieć: „Dupę ci widać, obróć się bardziej do jachtów, to może coś zarobisz" – wyznaje Doda. W rozmowie z „Wprost” opowiada o przemocy psychicznej, której doświadczyła i o aferze wokół filmu „Dziewczyny z Dubaju”, który wyprodukowała razem z byłym mężem, Emilem Stępniem.

– Uciekłam z domu dwa lata temu. Pozew rozwodowy złożyłam dopiero pół roku temu, bo musiałam ten czas poświęcić na to, by stanąć na nogi. To, co widzisz teraz, to efekt mojej bardzo długiej pracy, w tajemnicy. Nikomu o niczym nie mówiłam, bo bałam się, że nikt nie stanie po mojej stronie. Byłam przekonana, że wszyscy zwalą na mnie, że „szalona Doda" znowu coś wywinęła. Byłam na psychicznym dnie – wyznała Doda.

Czytaj też:
Doda dla „Wprost”: Boję się, że Emil ucieknie z pieniędzmi. Jest winny inwestorom 45 milionów

Pretekstem do rozmowy z piosenkarką, a także producentką kreatywną filmu „Dziewczyny z Dubaju”, który w listopadzie ma trafić do kin, było zamieszanie wokół produkcji i kulisy pracy przy finalnej wersji obrazu, które Dorota Rabczewska ujawniła w mediach społecznościowych kilka dni temu.

Okazało się wówczas, że Emil Stępień uniemożliwia reżyserce filmu, Marii Sadowskiej, oraz Dodzie, jako producentce obrazu, dokonanie ostatecznych skrótów. Obie nie zostały wpuszczone do montażowni, a dziś jedyny kontakt ze Stępniem mają przez prawników.

Czytaj też:
Doda rozwodzi się z mężem, złożyła pozew. „Decyzja jest ostateczna”

Gdzie jest 45 milionów?

Równolegle Piotr Krysiak, dziennikarz i autor książki „Dziewczyny z Dubaju”, do ekranizacji której prawa przed laty kupiło – jeszcze wtedy – producenckie małżeństwo Stępień i Rabczewska, ujawnił, że Stępień zalega z płatnościami. Wielu członków ekipy filmowej nie dostało zapisanych w umowach wynagrodzeń.

– To, że sama nie zarobię na tym filmie, wiem od wielu miesięcy, odkąd dowiedziałam się od prokurator, że Emil jest winny inwestorom 45 milionów złotych – powiedziała w rozmowie z „Wprost” Doda. Ona sama podkreślała, że nie wie, gdzie są pieniądze, które w związku z produkcją „Dziewczyn” spływały na konta spółki. – Największym strachem dla nas wszystkich jest to, że Emil ucieknie z forsą po premierze. Gdyby prokuratura była w stanie jakoś zabezpieczyć pieniądze przed premierą filmu, czułabym się bezpieczniej – dodała.

W wywiadzie Doda mówi jednak nie tylko o kulisach powstawania jednej z głośniejszych premier tego roku.

Czytaj też:
„Dziewczyny z Dubaju” z teaserem. Doda chwali się swoim filmem. Jak się zapowiada?

„Nie ofiara, a ocalała”

– Ostatnio czytam bardzo dużo książek psychologicznych, to ma związek z sytuacją, w której się znalazłam prywatnie. I trafiłam na pozycję o tym, jak wychodzić z roli ofiary, by pokonać depresję, stany lękowe, ataki paniki, które miałam. W tej książce pada ważne zdanie, by nie mówić o sobie, jako o ofierze, a ocalałym. To dotyczy np. ludzi, którzy wyszli z katastrof. Dzisiaj wiem, że będę robić wszystko, by trzymać się tej wersji, że ocalałam – powiedziała w rozmowie z „Wprost”.

Pytana, czy dzisiaj ma z byłym mężem jakikolwiek kontakt, odpowiedziała: – Nie. Kiedy jeszcze miałam, gdy dzwonił, a jego imię pojawiało się ekranie telefonu, dostawałam duszności ze stresu. Nie mogłam oddychać. Zresztą on o tym doskonale wie.

Opowiedziała też historię z planu zdjęciowego do „Dziewczyn z Dubaju”. – Mój mąż pojawiał się na planie zdjęciowym, gdy ja bardzo zmęczona łapałam godzinę snu na ławce przy marinie w Cannes. I on potrafił do mnie podejść i powiedzieć: „Dupę ci widać, obróć się bardziej do jachtów, to może coś zarobisz".

Czytaj też:
Autor „Chłopaków z Dubaju”: Opłacałem męskie prostytutki. Ich klient proponował, bym dołączył do trójkąta

Przyznała, że o wielu rzeczach z życia Emila Stępnia nie miała pojęcia. – Dowiedziałam się, że Emil ma osiem kart telefonicznych. A ja się tak cieszyłam, opowiadałam koleżankom, że idąc do toalety, zostawia telefon na stole... Teraz planuję warsztaty online dla kobiet „Jak s*****olić sobie życie prywatne i tanecznym krokiem wyjść z czarnej dupy". Doktorat mogę z tego zrobić. Bo to mój problem, bo to moje wybory, nikt nie stał z pistoletem nad moją głową i nie mówił mi „ożeń się ze mną". Poza tym to ja sama wykreowałam postać Emila, taką, jaką ja sama widziałam przez dłuższy czas. Fajnego, uczciwego faceta, chodzącego do kościoła, dobrego i kochanego, stroniącego od alkoholu, nie homofoba – wyznała.

Całą rozmowę z Dodą można przeczytać:


Źródło: Wprost
 8

Czytaj także