„Niechciane referendum”. Nikt nie wie, jak rozwiązać problem aborcji

„Niechciane referendum”. Nikt nie wie, jak rozwiązać problem aborcji

Protest przeciwko projektowi ustawy o zakazie aborcji, Kraków
Protest przeciwko projektowi ustawy o zakazie aborcji, Kraków / Źródło: Newspix.pl / ABACA
W listopadzie minął rok od orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zakazu aborcji w przypadkach, gdy płód jest ciężko i nieodwracalnie uszkodzony. Od tego czasu wydarzyły się dwie rzeczy, które pokazują, jakie mogą być skutki społeczne nowych przepisów i że orzeczenie wcale nie kończy wojny o prawo do przerywania ciąży.

Po pierwsze, w szpitalu w Pszczynie zmarła ciężarna 30-latka, której nie udzielono pomocy na czas, choć było wiadomo, że dziecko nie dożyje porodu. Po drugie, w Sejmie odbyła się debata nad projektem ustawy likwidującym przepisy z 1993 roku (ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży) i zrównującym aborcję z zabójstwem.

Szarża obrońców życia

Te dwa wydarzenia nastąpiły krótko po sobie. Jeszcze nie minęło wzburzenie opinii publicznej, która poznała sms-y młodej kobiety wysyłane do rodziny – 30-latka pisała, że z powodu zaostrzenia prawa aborcyjnego musi czekać aż płód samoistnie obumrze – a już Sejm debatował nad kolejnym zaostrzeniem prawa. Prawicowi fundamentaliści najwyraźniej uznali, że skoro w sprawie aborcji embriopatologicznej tak dobrze im poszło, to trzeba iść za ciosem i całkowicie zakazać przerywania ciąży. Ścigać nie tylko lekarzy, ale także kobiety i organizacje pomagające Polkom w przerwaniu ciąży za granicą.

Artykuł został opublikowany w 49/2021 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 21

Czytaj także