Macierewicz miał ukrywać część dowodów ws. katastrofy smoleńskiej. Przeczyły narracji o zamachu

Macierewicz miał ukrywać część dowodów ws. katastrofy smoleńskiej. Przeczyły narracji o zamachu

Obchody miesięcznicy smoleńskiej w Warszawie
Obchody miesięcznicy smoleńskiej w Warszawie Źródło: PAP / Leszek Szymański
Z ustaleń dziennikarzy TVN24 wynika, że podkomisja smoleńska nie ujawniła wszystkich materiałów, którymi dysponowała. Antoni Macierewicz miał ukrywać te dowody, które nie wpasowywały się w narrację o rzekomym zamachu.

11 kwietnia podkomisja Antoniego Macierewicza przestawiła raport dotyczący przyczyn katastrofy smoleńskiej. Hasłem przewodnim prezentacji było słowo „eksplozja”. Polityk PiS udowadniał, że na pokładzie tupolewa doszło do wybuchu. I to na ponad 100 metrów przed brzozą, w którą, jego zdaniem, samolot wcale nie uderzył.

Dziennikarz programu „Czarno na białym” TVN24 dotarł do niepublikowanych dotąd dokumentów dotyczących katastrofy smoleńskiej. Chodzi m.in. o o analizy amerykańskiego Narodowego Instytutu Badań Lotniczych z uniwersytetu w Wichita, które potwierdzają wcześniejsze ustalenia polskiej prokuratury o przyczynach wydarzeń z kwietnia 2010 roku. W 2018 roku badacze z NIAR byli w Polsce i zeskanowali całego bliźniaczego tupolewa z numerem 102.

Na tej podstawie przeprowadzili komputerową symulację tragedii z 2010 roku. Wyniki przedstawili w grudniu 2020 roku. Symulacja wykonana przez naukowców pokazuje, że tupolew uderzył w drzewo, a następnie obrócił się go góry podwoziem. Przeczy więc narracji o zamachu forsowanej przez .

Czego zabrakło w raporcie Macierewicza?

Za przygotowanie analiz podkomisja smoleńska zapłaciła 8 mln złotych. Tymczasem w końcowym raporcie znalazły się tylko ich fragmenty. Te, które mówią wprost, że w Smoleńsku żadnego zamachu nie było, zostały pominięte. Dziennikarze TVN24 ustalili, że brakuje większości grafik i wniosków zamieszczonych przez amerykańskich badaczy. Na próżno szukać też nagrań z eksperymentów podkomisji z ładunkami wybuchowymi. Opinia publiczna nigdy nie poznała ich wyników, choć wcześniej Antoni Macierewicz głośno zapowiadał, że mogą się one okazać przełomowe dla sprawy.

Podkomisja Macierewicza manipulowała informacjami?

Współpracownicy byłego szefa MON – główny pirotechnik podkomisji Adrian Siadkowski oraz biegły sądowy Mirosław Tarasiuk – powiedzieli dziennikarzom, że zdobyte w czasie prac podkomisji materiały miały zostać wykorzystane wyrywkowo albo były zmanipulowane.

– Niewygodne dowody są albo przemilczane, albo są interpretowane niezgodnie z ich treścią. Problem jest taki, że w sprawie Smoleńska pisanie raportów z wcześniej przyjętą tezą to jest od początku standard. Pewnie dlatego, że wszystkie te komisje podlegały politykom – dodał Marek Dąbrowski, jeden z byłych członków podkomisji.

Macierewicz odpowiada na zarzuty TVN24

Na doniesienia TVN24 zareagowała już podkomisja smoleńska. W specjalnym oświadczeniu stwierdzono, „atak TVN nie jest przypadkowy i jest związany z wystąpieniem podkomisji do Rosji z żądaniem zwrotu wraku tupolewa”. „W sytuacji, gdy podkomisja żąda od strony rosyjskiej zwrotu kluczowych dowodów w sprawie, media atakują podkomisję, usiłując podważyć wiarygodność badań przez nią przeprowadzonych” - napisano dodając, że „od dnia publikacji raportu nie pojawiły się w przestrzeni publicznej żadne merytoryczne zarzuty, również ze strony środowisk naukowych”.

Czytaj też:
Macierewicz opowiadał w USA o „zbrodni smoleńskiej”. Wiadomo, ile kosztowały podróże