Janusz Kaczmarek wrócił do Polski

Janusz Kaczmarek wrócił do Polski

Dodano:   /  Zmieniono: 
Fot. A. Jagielak/Wprost
B. szef MSWiA Janusz Kaczmarek wrócił w poniedziałek przed południem do kraju po urlopie we Włoszech. Zaraz po przylocie spotkał się ze swoim pełnomocnikiem mecenasem Wojciechem Brochwiczem. Na godz. 14 zapowiedziana jest konferencja Kaczmarka w Sejmie.

Według nieoficjalnych informacji PAP Kaczmarek przyleciał do Warszawy ok. 11.30., tuż po przylocie spotkał się ze swoim mecenasem. Nie wiadomo, jakie były szczegóły rozmowy. Po spotkaniu Kaczmarek nie chciał wypowiadać się dla PAP.

B. minister jest kandydatem LiS na premiera - jeśli parlament przyjmie wniosek o wotum nieufności dla rządu. Lider LPR Roman Giertych w sobotę - po spotkaniu z Kaczmarkiem we Włoszech - mówił, że przekazane mu przez niego informacje, dotyczące "różnego rodzaju planów" premiera Jarosława Kaczyńskiego są porażające.

Kaczmarek podkreślał w mediach, że obawia, iż może zostać zatrzymany. Według piątkowego "Dziennika" Kaczmarkowi mają być wkrótce przedstawione zarzuty. Gazeta twierdzi, że może chodzić o składanie fałszywych zeznań i ujawnienie tajemnicy państwowej. Kaczmarka nie chroni obecnie prokuratorski immunitet, gdyż musiał go się zrzec gdy obejmował stanowisko ministra.

Kaczmarek został odwołany ze stanowiska dwa tygodnie temu. Powodem jego dymisji - jak mówił premier - było to, że znalazł się w kręgu podejrzeń w związku z przeciekiem, który przerwał akcję CBA w tzw. aferze gruntowej. Kaczmarek w specjalnym oświadczeniu zaprzeczył, by przekazywał jakiekolwiek informacje o tej akcji.

Premier mówiąc o okolicznościach odwołania Kaczmarka podkreślił, że dzień przed tą decyzją pojechał specjalnie do Warszawy, żeby przeprowadzić z nim rozmowę. "W trakcie tej rozmowy zostałem wprowadzony w błąd. Pytałem o pewne sprawy, o pewne fakty, które znałem i zostały mi te fakty inaczej przedstawione, niż z całą pewnością zostało to ustalone" - powiedział Kaczyński. Premier przyznał, że "poczekałby" z dymisją, gdyby Kaczmarek mówił prawdę.

W liście otwartym skierowanym dzień po swoim odwołaniu do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro, Kaczmarek napisał m.in., że działania Ziobry "w tym polecenia wydawane ABW, o inwigilowanie, przeszukiwanie i poniżanie jego najbliższych współpracowników" (przeszukane zostały gabinety i mieszkania m.in. b. szefa policji Konrada Kornatowskiego i b. szefa CBŚ Jarosława Marca - PAP) były podyktowane "bądź prywatną wojną", bądź chęcią ukrycia roli ministra sprawiedliwości w sprawie tzw. przecieku dot. akcji CBA.

W wywiadzie dla tygodnika "Newsweek" były minister powiedział, że ostrzegał Ziobrę, iż materiał dowodowy zgromadzony w sprawie Barbary Blidy nie wystarczał do jej zatrzymania. Sam Ziobro ocenił te informacje jako "kłamstwa wyssane z brudnego palca". Kaczmarek odniósł się także do zarzutu składania fałszywych zeznań. "Żeby składać fałszywe zeznania, trzeba to robić w sposób umyślny" - powiedział.

Kaczyński odnosząc się do kandydatury Kaczmarka na premiera powiedział też w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej", że "chronił on pewien potężny układ biznesowy, który ma zresztą niejednego reprezentanta w życiu publicznym". Dodał, że były szef MSWiA, to osoba, która "jest podejrzana o poważne przestępstwa".

"Przykład Kaczmarka pokazuje, że układ jest, i to piekielnie silny, skoro był w stanie wprowadzić ludzi nawet do takiego rządu jak nasz" - mówił premier.

Jak podał tygodnik "Wprost" b. szef MSWiA miał nadzorować w 1993 r. nielegalną operację UOP - akcję wykradzenia z mieszkania b. esbeka dokumentów z teczek m.in. Lecha Wałęsy i Lecha Kaczyńskiego, które nigdy potem nie trafiły do IPN. Zawartość teczki Kaczyńskiego miała - według tygodnika - być następnie wykorzystana do inwigilacji prawicy.

Kancelaria Prezydenta poinformowała w czwartek, że w trakcie całej znajomości Janusza Kaczmarka z prezydentem, Lech Kaczyński był wprowadzany w błąd, co do przeszłości byłego ministra. Kaczmarek miał nie poinformować prezydenta, że w drugiej połowie lat 80. był funkcjonariuszem aparatu PZPR, a przyznać jedynie, iż przez rok był kandydatem na członka PZPR. B. minister w mediach zaprzeczył tym informacjom i powiedział m.in., że niczego nie zatajał, a wszystkie informacje o swej przeszłości są w jego aktach.

46-letni Kaczmarek pełnił funkcję szefa MSWiA od lutego 2007 roku. Przed objęciem tej funkcji był prokuratorem krajowym.

Wcześniej, gdy ministrem sprawiedliwości był L. Kaczyński, w 2001 r. Kaczmarek został powołany na funkcję zastępcy prokuratora generalnego. Po objęciu władzy przez ekipę Leszka Millera, Kaczmarek, będący nominalnie prokuratorem Prokuratury Krajowej, w 2002 roku został przesunięty na stanowisko prokuratora apelacyjnego w Gdańsku. Do "krajowej" Kaczmarek wrócił jesienią 2005 r. Na wniosek Zbigniewa Ziobry 31 października 2005 r. premier Kazimierz Marcinkiewicz powołał go na stanowisko prokuratora krajowego.

47-letni Brochwicz obecnie prowadzi kancelarię prawniczą. Był wiceszefem MSWiA w rządzie Jerzego Buzka (1997-1999), a wcześniej, pierwszej połowie lat 90. wiceszefem kontrwywiadu Urzędu Ochrony Państwa; wtedy uczestniczył w wyjeździe do Moskwy w sprawie moskiewskiej pożyczki dla PZPR.

To z Brochwiczem w lipcu 2005 r. skontaktowała się Anna Jarucka, która twierdziła, że w 2002 r. b. szef MSZ Włodzimierz Cimoszewicz upoważnił ją do zamiany swego oświadczenia majątkowego za 2001 r. Jarosław Kaczyński mówił w 2005 r., że to Brochwicz wraz z Konstantym Miodowiczem "utkali sprawę Anny Jaruckiej".

pap, ss

 0

Czytaj także