Dziennikarze zdobyli kontakt do Polaków, którzy od lat zamieszkują arktyczną wyspę i są dobrze zorientowani odnośnie atmosfery, jaka panuję wśród społeczeństwa. Jeden z nich – przebywający od ponad 15 lat w Qasigiannguits w południowo-zachodniej części autonomicznego terytorium – przyznał, że można odczuć tam „bojowe nastroje”. Pojawiają się obawy m.in. o utratę świadczeń socjalnych. Mężczyzna wymienia w rozmowie z Interią, że chodzi o darmowe szpitale, leki czy bezpłatny transport do placówek medycznych (także tych na terenie Danii) czy szkół, na jaki mogą dziś liczyć mieszkańcy.
Inuici boją się też, że gdyby USA weszły w posiadanie skutej lodem krainy, stanie się z nimi dokładnie to, co z rdzennymi ludami, które niegdyś tłumnie żyły w Ameryce Północnej. Gdy przodkowie dzisiejszych obywateli Stanów Zjednoczonych – koloniści – zdecydowali się przejąć kontynent, w ciągu następnych kilkudziesięciu lat doszło do demograficznego załamania – w wielu regionach odnotowano spadek populacji aż o 80-95 proc.
Nie tylko USA i Donalda Trumpa. Oto czego jeszcze boją się mieszkańcy Grenlandii
Kolejny rozmówca portalu, który od ponad dekady mieszka w Nuuk, zwraca uwagę, że Inuici nieco inaczej podchodzą do tego, co dzieje się dziś wokół tematu Grenlandii. Większość przekonuje, że główne obawy budzić powinny plany, jakie snują władze Waszyngtonu – na czele z przywódcą Stanów Zjednoczonych. Tymczasem przedstawiciele rdzennych kultur, które swego czasu mężczyzna zamieszkujący wyspę zależną od Kopenhagi badał, bardziej zaniepokojeni są UE – twierdzi.
– Muszę przyznać, że podskórnie wśród tradycyjnych społeczności strach przed Trumpem blednie przy obawach związanych z Unią Europejską i Danią – mówi. Dla łatwiejszego zrozumienia nakreślił tło – największymi wartościami dla Inuitów od zawsze są: ich tradycje i potrzeba ich kultywowania, więzi rodzinne, a także szacunek do natury. Największy ich strach związany jest z tym, że ich kultura upadnie, zostanie zapomniana. Dotyczy on także konkretnie definiowanej przez nich zgnilizny moralnej. Pod tym względem bardziej obawiają się Europy, która kojarzy im się z „narzucaniem skrajnych, obyczajowych ideologii” – tłumaczy.
– [Rdzenni mieszkańcy Grenlandii – przyp. red.] mówią o tym, jak UE promuje zmiany, które zagrażają ich tożsamości – np. poprzez presję na „postępowe” normy społeczne, które rozmywają ich tradycje – wyjaśniła w rozmowie z redakcją.
„Europejska zgnilizna”
Jako przykład podał lata 50-70. XX wieku, gdy Duńczycy prowadzili na skutej lodem wyspie eksperymenty społeczne. Mieli odbierać dzieci Inuitom i umieszczać je w szkołach na terenie swojego kraju. Mieszkanki Grenlandii natomiast zmuszane być miały do stosowania środków antykoncepcyjnych.
– Te historyczne rany sprawiają, że obawy przed „europejską zgnilizną” są tu realne. Ludzie najbardziej boją się, że pod płaszczykiem autonomii Dania będzie dalej erodować ich tradycje, wprowadzając ideologie obce ich światu – zaznacza.
Czytaj też:
Tutaj noc trwa miesiącami, a mieszkańcy polują na renifery. Oto Grenlandia bez tajemnicCzytaj też:
Davos pokazuje, że Zachód ma dość Trumpa. Nawrocki stanął w rozkroku
