– Wygląda na to, że mamy do czynienia z sytuacją o wiele gorszą niż w Sobolewie. Jestem w ciężkim szoku, jak bardzo przepisy, procedury, uniemożliwiają samorządom skuteczną walkę z patologiami, które znajdują się w schroniskach – zaalarmował mieszkańców starosta miński Remigiusz Górniak. – Myślę, że będzie potrzebna pomoc. Nie wiem jeszcze czyja, ale coś trzeba będzie z tym zrobić, bo wygląda na to, że jest to placówka, która działa bezkarnie. Umywa ręce, unika kontroli dlatego, że jest niezarejestrowana – dodaje na nagraniu.
Choć starosta nazwy nie wymienia ani nazwy placówki, ani miejscowości, to szybko okazuje się, że chodzi o azyl, który w Kuflewie od kilku lat prowadzi Pogotowie dla Zwierząt, czyli jedna z największych w Polsce organizacji prozwierzęcych. W lokalnych mediach pojawiały się na przestrzeni lat doniesienia o konfliktach aktywistów z burmistrzem czy skargach mieszkańców na hałas i smród. Ostatnio liczba zwierząt w azylu powiększyła się jeszcze o psy, które przywieziono z zamkniętego schroniska w nieodległym Sobolewie, a samorządowcy grzmią, że obiektu nie obejmują zapowiadane przez rząd kontrole.
– To jest mistrzostwo świata jeżeli chodzi o ominięcie przepisów – mówi nam starosta Górniak. Zupełnie inaczej sprawę widzą jednak prowadzący azyl.
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
