Współpracownicy Jeffrey'a Epsteina nawiązali w 2013 roku kontakt z czołowym polskim producentem łodzi motorowych. W jednej z pierwszych wiadomości – do których dotarliśmy – czytamy, że chodziło o zamówienie łodzi mającą służyć do „przewozu gości” z głównej wyspy amerykańskiego archipelagu Wysp Dziewiczych na wyspę prywatną. Najprawdopodobniej nazywaną „wyspą pedofilów” Little Saint James, którą Epstein kupił w 1998 roku. „Właściciel wyspy zobaczył zdjęcie jednej z waszych łodzi i uznał, że idealnie spełni nasze potrzeby” – tłumaczył jeden ze współpracowników Epsteina.
Niedługo potem szczegóły były dopięte i w lipcu na konto spółki Sportis trafił pierwszy przelew od powiązanej z Epsteinem firmy LSJE LLC. Łącznie transakcja opiewała na ponad 180 tysięcy dolarów. Zamówienie dotyczyło łodzi typu RIB, czyli sztywnej łodzi pontonowej, którą polska firma budowała według indywidualnych wytycznych. Na przestrzeni kolejnych tygodni współpracownicy Epsteina informowali go o postępach prac, przekazywali zdjęcia budowanej w Polsce łódki, która wkrótce miała ruszyć w podróż za ocean.
Budowa, dostawa i konflikt. „Łódź jest bezużyteczna dla Epsteina”
Tu jednak skończyła się bezproblemowa współpraca. Odbiorcy zaczęli się skarżyć na generowany przez łódkę hałas, na początku 2014 roku Adam Żygowski, członek zarządu spółki Sportis, ustalał termin osobistej rozmowy z Jeffreyem Epsteinem. Z kolejnej wiadomości wynika, że do rozmowy doszło, a Żygowski prosił o dodatkowe informacje i pisał o wysłaniu przedstawiciela firmy na Wyspy Dziewicze. Tym miał być albo on, albo jego ojciec – prezes spółki. Żygowski próbował również rozwiązać problem na odległość, zapewniał, że weryfikował zgłaszane problemy z innymi właścicielami tego modelu łódki.
