Nauczyciele zamiast uczyć pilnują telefonów. MEN ma na to rozwiązanie

Nauczyciele zamiast uczyć pilnują telefonów. MEN ma na to rozwiązanie

Dziewczyna z telefonem
Dziewczyna z telefonem Źródło: Pixabay / E1N7E
Telefony komórkowe w szkołach to nie tylko problem uczniów, ale także ogromne obciążenie dla nauczycieli. Nowe badanie pokazuje, że szkolny personel – pedagodzy, woźni, osoby z administracji – potrafią spędzić ponad 100 godzin tygodniowo na pilnowaniu zasad dotyczących smartfonów.

Badanie przeprowadzone przez naukowców z Uniwersytetu w Birmingham ujawnia skalę problemu z telefonami komórkowymi w szkołach średnich w Anglii.

Wspomniane wcześniej 100 godzin odpowiada pracy około trzech osób zatrudnionych na pełen etat. To tak, jakby przez cały ten czas zajmowały się tylko tym: rejestrowaniem naruszeń, konfiskowaniem urządzeń, organizowaniem kar, kontaktem z rodzicami i kontrolą telefonów przez cały dzień.

„Ogromne obciążenie dla szkoły”

Badanie pokazuje, że nie ma znaczenia, czy szkoła ma surowe zasady typu „telefon wyłączony i schowany” czy bardziej liberalne podejście. Egzekwowanie tych reguł pochłania ogromne zasoby i często odbywa się kosztem zajęć dydaktycznych, wsparcia indywidualnego uczniów czy zajęć dodatkowych. – Zasady dotyczące telefonów w szkołach, niezależnie od tego, czy są bardziej liberalne, czy restrykcyjne, stanowią ogromne obciążenie dla szkoły pod względem ich egzekwowania – mówi profesor Victoria Goodyear z Birmingham cytowana przez portal The Guardian.

Efekt jest taki, że czas, który nauczyciele mogliby poświęcić na nauczanie, wsparcie uczniów mających trudności czy zajęcia wychowawcze, w dużej mierze przeznaczony jest na notowanie naruszeń związanych z telefonami. Problem ma charakter systemowy – badanie nie wykazało większej różnicy między szkołami z bardzo surowymi zakazami a tymi z mniej restrykcyjnymi zasadami, co pokazuje, że samo wprowadzenie zakazu nie rozwiązuje problemu.

W Wielkiej Brytanii równolegle toczy się dyskusja polityczna o ograniczeniu młodzieży dostępu do mediów społecznościowych i internetu. Związki nauczycielskie apelują o wsparcie ze strony rządu, podkreślając, że szkoły same nie poradzą sobie z cyfrowym chaosem, jaki zapanował w klasach.

Smartfony solą w oku nauczycieli. Nie tylko w Wielkiej Brytanii

W Polsce temat smartfonów również budzi emocje. Ministra edukacji Barbara Nowacka zapowiedziała przygotowanie przepisów, które ograniczyłyby korzystanie z telefonów w szkołach, zwłaszcza w klasach 1-8 szkół podstawowych. W rozmowie z radiem RMF FM ministra powiedziała, że „jeżeli to jest narzędzie, które jest potrzebne nauczycielom, to ja z przyjemnością dla nich to zrobię”. Zasugerowała jednocześnie, że nowe zasady mają odciążyć nauczycieli i poprawić koncentrację uczniów.

Nowe przepisy przewidują też wyjątki – jeśli nauczyciel uzna, że telefon jest potrzebny do lekcji, uczniowie nadal będą mogli z niego korzystać.

Projekt trafi do parlamentu i, przy powiązaniu z innymi rozwiązaniami dotyczącymi mediów społecznościowych, mógłby wejść w życie nawet od 1 września 2026 roku.

Czytaj też:
Nawiązanie do popularnego żartu na próbnej maturze. Wiceszefowa MEN odbija piłeczkę
Czytaj też:
MEN chce zmian w szkołach podstawowych. Znamy szczegóły

Opracowała:
Źródło: strefaedukacji.pl