Robert Sitnik, wicewojewoda Mazowiecki został mianowany sekretarzem generalnym partii Polska2050. Polityk dał się poznać całej Polsce podczas afery dotyczącej tak zwanych patoschronisk. Tuż przed zamknięciem jednego z nich, w Sobolewie Sitnik twierdził, że osobiście sprawdził warunki, w jakich przebywały zwierzęta. Gdy jednak z hukiem zamknięto schronisko, tłumaczył, że został wprowadzony w błąd.
A mówiąc o warunkach, na jakie skazano psy i koty warto przywołać relacje tych osób, którym udało się przejść przez bramę azylu i na własne oczy zobaczyć, jak zwierzęta tam żyją. Nieocieplone boksy, pałki, na których widać było ślady krwi, przerażone, wygłodzone psy wciśnięte w kąty klatek lub w wykopane przez siebie nory – o takich obrazach opowiadali świadkowie „szturmu na schronisko”.
Litewka kpi z wicewojewody Sitnika. „Brawo”
Do przerażających widoków odniósł się Łukasz Litewka, który w swoich mediach społecznościowych poinformował o awansie wicewojewody Sitnika. „Nareszcie mamy nową jakość w polityce” – napisał poseł Lewicy.
„Robert Sitnik, czyli słynny wicewojewoda, który podczas kontroli w Sobolewie był ślepy, nie widział pałek z krwią, psa w norze, którą sam sobie wykopał czy maszynki do mielenia mięsa i ogólnie zrobił więcej problemów niż pożytku, został właśnie mianowany sekretarzem generalnym partii Polska2050! ❤️ Brawo Panie Robercie, gratulujemy awansu i trzymamy kciuki by pan już nigdy nie musiał niczego kontrolować” – ironizował Litewka.
W komentarzach pod postem posła internauci nie przebierali w słowach. „Kiedy ktoś, kto nie widział niczego podczas kontroli, nagle staje na czele partii – nowa jakość w polityce gotowa.”.., „Ręce opadają... ludzie, wyborcy zapamiętają. Do zobaczenia przy urnach”, „Zakpiono z obywateli”, „To chyba jakiś żart” – pisali użytkownicy Facebooka.
Patoschronisko zamknięto. Wicewojewoda Sitnik odpowiedział na zarzuty
Choć wolontariusze i organizacje prozwierzęce od lat alarmowali różne instytucje o sytuacji w Sobolewie, przez długi czas nie podejmowano żadnych działań. Przełom nastąpił dopiero po nagłośnieniu sprawy w mediach oraz po wizycie piosenkarki Dody.
22 stycznia artystka pojawiła się na miejscu. Dwa dni później aktywiści weszli na teren schroniska i udokumentowali warunki, jakie tam zastali. W efekcie Powiatowy Lekarz Weterynarii w Garwolinie podjął decyzję o natychmiastowym zamknięciu obiektu – mimo że wcześniej regularnie go kontrolował i nie zgłaszał nieprawidłowości.
W opublikowanym oświadczeniu w tej sprawie Robert Sitnik podkreślał, że działał w dobrej wierze.
„Wszystko, co powiedziałem i zrobiłem w tej sprawie, robiłem w przekonaniu, że postępuję uczciwie” – napisał w mediach społecznościowych.
Jak zaznaczył, ani Powiatowy Inspektorat Weterynarii, ani Wojewódzki Inspektorat Weterynarii nie przekazały mu informacji o nieprawidłowościach. „Moje oburzenie jest tym większe, że dowody na temat tych nieodpowiednich warunków nie zostały mi przekazane przez odpowiednie organy” – dodał wicewojewoda.
Litewka odpowiedział także na to oświadczenie. „Nie udało się wam. Możecie sobie kłamać i obiecywać w polityce, ale trafiliście na oddanych i zaangażowanych ludzi dla zwierząt, czyli dla tych, dla których Wy się tam nie pojawiliście” – napisał, wzywając Sitnika do dymisji.
Czytaj też:
„Auschwitz dla zwierząt” w schronisku w Sobolewie. Awantura i łzy DodyCzytaj też:
Doda i Rozenek-Majdan razem w Sejmie. Dla zwierząt zawiesiły topór wojenny?
