„Cichy skandal” w sprawie Beaty Klimek. Pojawiły się nowe informacje

„Cichy skandal” w sprawie Beaty Klimek. Pojawiły się nowe informacje

Zaginiona Beata Klimek
Zaginiona Beata Klimek Źródło: Policja / canva.com
Mąż zaginionej Beaty Klimek zgodził się na prywatne badanie wariografem. „Fakt” zwraca jednak uwagę, że procedurę przerwano przed końcem, a cała sytuacja tylko utrudni pracę śledczych.

Zaginiona od półtora roku Beata Klimek przez śledczych uznana została już za zmarłą. Prokuratura nie postawiła jednak nikomu zarzutów i nie informuje o prowadzonych obecnie czynnościach w tej sprawie. Do tajemniczego zniknięcia raz za razem wracają dziennikarze „Faktu”, którzy teraz piszą o kontrowersyjnym badaniu wariografem.

„Medialny show” w sprawie Beaty Klimek. Co z badaniem wariografem?

Testom przy użyciu wariografu, czyli tzw. wykrywacza kłamstw, poddali się w tej sprawie już niemal wszyscy, oprócz Jana K. Zrobili to jego rodzice, jego była partnerka oraz rodzina zaginionej Beaty Klimek. Ich relacje są kluczowe, ponieważ to oni jako ostatni widzieli kobietę 7 października. Prokuratura podejrzewa, że mogło wówczas dojść do awantury, która zakończyła się śmiercią kobiety.

Ostatecznie Jan K. zgodził się na badanie wariografem, ale przeprowadzonym na zlecenie... youtuberów. Doszło do tego w marcu ubiegłego roku, a działanie śledziła z zainteresowaniem opinia publiczna. Jak podkreśla jednak „Fakt”, zrobiono z tego „medialny show”, który zakończył się niepowodzeniem. Jan K. oświadczył, że nie zgadza się na publikację wyników. Dodatkowo okazuje się teraz, że biegły nie przeprowadził badania w całości.

„Fakt” dowiedział się, że przeprowadzający czynności poligrafer został wynajęty za pośrednictwem prywatnej firmy – Instytutu Badań Wariograficznych. Ten sam mężczyzna był już wcześniej zaangażowany w śledztwo w sprawie Beaty Klimek. Eksperyment okazał się porażką, a po wszystkim poinformowano, że badania nie przeprowadzono w pełnym zakresie, ponieważ Jan K. brał leki psychotropowe.

Zaginięcie Beaty Klimek. Eksperci od badań wariografem wyliczyli błędy

Polskie Towarzystwo Badań Poligraficznych zwróciło uwagę na liczne błędy przy badaniu Jana K. „Badanie z użyciem poligrafu komputerowego, któremu poddano pana Jana K., zostało poprzedzone zaleceniem badanemu, żeby wstrzymał przyjmowanie przepisanych przez lekarza farmaceutyków” – podkreślano w oświadczeniu organizacji.

„Ze strony poligrafera było to – z punktu widzenia standardów i aktualnej wiedzy naukowej – błędem stricte kompetencyjnym. Nagłe odstawienie leków psychotropowych jest przede wszystkim niebezpieczne i może prowadzić do poważnych konsekwencji, zarówno psychicznych, jak i somatycznych. Jednym z najistotniejszych skutków odstawienia leków psychotropowych jest wzrost pobudzenia autonomicznego” – przypominano.

Jak pisze „fakt”, śledczy „w atmosferze cichego skandalu” rozstali się z tym biegłym, a czynności procesowe zlecono innym osobom. – Możemy się tylko zastanawiać, dlaczego pan Jan nie chce poddać się profesjonalnym badaniom, których gospodarzem byłaby policja lub prokuratura. Mógłby oczyścić się z podejrzeń w oczach opinii publicznej, skoro cały czas twierdzi, że jego żona prawdopodobnie wyjechała z kraju. Z jakiegoś powodu nie chce przystąpić do badania, można się tylko zastanawiać dlaczego? – zwracał uwagę prezes PTBP dr Marcin Gołaszewski.

Zwrócił też uwagę na etykę biegłego, który pracował dla prokuratury, a potem youtuberów. Prokuratura Regionalna odsunęła go w następstwie od dalszych czynności. – Nie może być w tej samej sprawie raz jako ekspert prywatny, a innym razem jako biegły powołany przez organ procesowy. To podważa jego obiektywizm – zauważał Gołaszewski.

Czytaj też:
Wokół zaginięcia Beaty Klimek narastają pytania. Mamy stanowisko prokuratury
Czytaj też:
Tajemnicza paczka i bóle głowy. Kulisy śledztwa w sprawie Beaty Klimek

Źródło: Fakt