Awantura na obchodach miesięcznicy smoleńskiej. Błaszczak nie wytrzymał. „Barbarzyńcy”

Awantura na obchodach miesięcznicy smoleńskiej. Błaszczak nie wytrzymał. „Barbarzyńcy”

Warszawa. Obchody miesięcznicy smoleńskiej
Warszawa. Obchody miesięcznicy smoleńskiej Źródło: PAP / Paweł Supernak
Błaszczak ostro zwrócił się do osób, które usiłowały zagłuszyć jego wystąpienie. – Barbarzyńcy – paść miało z ust byłego szefa MON podczas obchodów miesięcznicy smoleńskiej.

Z ustaleń „Faktu” wynika, że w obchodach miesięcznicy smoleńskiej nie uczestniczy tym razem prezes Jarosław Kaczyński. Na Placu marsz. Józefa Piłsudskiego w Warszawie obecni są za to inni politycy Prawa i Sprawiedliwości – m.in. byli szefowie ministerstwa obrony narodowej (Mariusz Błaszczak i Antoni Macierewicz) czy były premier Mateusz Morawiecki.

W pewnym momencie Błaszczak zwrócić miał się do osób, które zakłócały jego wystąpienie. Nazwał ich „barbarzyńcami”. Odwzajemnił się w ten sposób protestującym, którzy przez cały czas skandować mieli: „Kłamca” – zrelacjonował dziennik.

Gorąca atmosfera podczas miesięcznicy smoleńskiej

Był szef MON przemawiał do zebranych. – Pamiętamy, że nad Smoleńskiem polegli dlatego, że Rosją znów rządzą ludzie, którzy chcą odbudować Imperium Rosyjskie. Tak było, kiedy to imperium było czerwone. Wtedy, w Katyniu, Rosjanie dopuścili się aktu ludobójstwa, mordując polskich oficerów, funkcjonariuszy, elitę polskiego narodu. Imperium Rosyjskie zawsze, czy było białe, czy czerwone, czy, jak teraz – putinowskie, śmiertelnie Polsce zagraża – ocenił 10 lutego (we wtorek).

W pewnym momencie słowa postanowił zaadresować do protestujących będących w opozycji. Trzymali oni sztandar z hasłem: „Kłamstwo smoleńskie”. – Niestety nasze uroczystości są, jak co miesiąc, zakłócane przez ludzi, których w naszej kulturze europejskiej, chrześcijańskiej, nazywa się wprost barbarzyńcami – powiedział. W opinii Błaszczak są to „ludzie, którzy wpisują się w propagandę imperialnej Rosji, propagandę putinowską”.

Awantura w Warszawie. „Bądźmy spokojni”

– Niestety tak się dzieje, gdyż pozwala im na to obecna władza. Minister sprawiedliwości [czyli Waldemar Żurek – przyp. red.] przyjmuje tych ludzi. Czy napominał ich? Czy mówił im, że takie zachowanie jest niestosowne? Wręcz przeciwnie. Rozzuchwalał ich. Ale bądźmy spokojni. Prawda zawsze zwycięży – mówił polityk PiS.

Do katastrofy lotniczej w Smoleńsku doszło 10 kwietnia 2010 roku. Zginął w niej m.in. prezydent Lech Kaczyński i jego małżonka Maria – pierwsza dama.

Czytaj też:
Czarzasty na czarnej liście. Ambasador USA nie cofa się o krok. „Nie będziemy tego tolerowali”
Czytaj też:
Potężna grupa pseudokibiców napadła na halę sportową. Minister mówi o „bandytach”

Źródło: „Fakt”