PiS: "nie" dla Widackiego w komisji

PiS: "nie" dla Widackiego w komisji

Dodano:   /  Zmieniono: 2
Klub PiS chce, aby nad kandydatami do komisji śledczej, która ma badać rzekome naciski na służby specjalne, odbyło się głosowanie rozłączne. Z takim wnioskiem jeszcze w czwartek klub PiS zwróci się do marszałka Sejmu.

PiS chce, aby każda kandydatura była głosowana osobno, a nie - jak zaplanowano - wszystkie za jednym razem. Głosowanie nad składem komisji śledczej zaplanowano na czwartkowy wieczór.

Rzecznik klubu PiS Mariusz Kamiński powiedział, że wniosek PiS jest związany z ujawnioną w czwartek po południu przez "Gazetę Polską" treścią aktu oskarżenia wobec kandydata LiD do komisji - Jana Widackiego.

"Zapoznaliśmy się z aktem oskarżenia. To skandal, aby taka osoba miała zasiadać w komisji sejmowej" - powiedział Kamiński.

Na swoich stronach internetowych "GP" opublikowała skany niektórych stron aktu oskarżenia wobec Widackiego z szóstego czerwca 2007 roku, wydanego przez wydział zajmujący się przestępczością zorganizowaną Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku.

Gazeta pisze, że Widacki "jako adwokat Mirosława D. ps. +Malizna+, powołując się na wpływy w gangu pruszkowskim oraz w strukturach władzy, nakłaniał świadków do składania fałszywych zeznań oraz wynosił z więzienia grypsy przestępcy".

Jak pisze "GP", powołując się na akt oskarżenia, działania Widackiego "miały na celu uniewinnienie podejrzanych o zabójstwa".

Poza tym Widacki - pisze gazeta - miał zastraszać Marka Dochnala chcąc, by biznesmen podczas swoich zeznań nie ujawniał informacji obciążających i kompromitujących Jana Kulczyka (Widacki był jego przedstawicielem prawnym).

"GP", powołując się na akt oskarżenia podaje, że w zamian za współpracę Widacki oferował Dochnalowi pomoc materialną oraz zwolnienie z aresztu śledczego.

Akt oskarżenia ws. Widackiego trafił do Sądu Rejonowego w Białymstoku, a stamtąd do Sądu Rejonowego Praga-Południe. Ostatecznie sprawa będzie rozpoznana przez Sąd Okręgowy Warszawa- Praga, gdzie będą wysłane akta procesu.

Pierwszy z zarzutów dotyczy świadka w sprawie apelacyjnej o zabójstwo Pershinga, w której mecenas Widacki był obrońcą jednego z szefów "Pruszkowa" Mirosława D., pseudonim Malizna.

Prokuratura zarzuciła prawnikowi, że jesienią 2004 r. nakłaniał świadka Sławomira R., który odsiaduje wyrok wieloletniego więzienia m.in. za zabójstwo, do złożenia nieprawdziwych zeznań, korzystnych dla jego klienta, a dyskredytujących Mirosława D. Widacki miał, według prokuratury, obiecać świadkowi za takie zeznania pomoc materialną i zapewnienie mu bezpieczeństwa osobistego.

Kolejny zarzut dotyczy zeznań lobbysty Marka Dochnala przed sejmową komisją śledczą ds. Orlenu, przed którą Widacki reprezentował jako pełnomocnik biznesmena Jana Kulczyka. Dochnal podczas swych zeznań miał powiedzieć, że pełnomocnik Kulczyka naciskał na niego, by ten nie oczerniał biznesmena. Widackiemu miało zależeć na zatajeniu informacji o powiązaniach biznesmena z rosyjskim Łukoilem. Za milczenie Widacki miał obiecać lobbyście wyjście z aresztu.

Trzeci zarzut dotyczy przekazywania grypsów przez Widackiego osobom powiązanym z gangiem Krzysztofa F., "Bandziora", który był oskarżany o serię zabójstw na południu Polski w latach 1996-2000. Widacki był w jego procesie jednym z obrońców; przez przekazywane informacje przestępcy chcieli namawiać świadków do zmiany zeznań.

Śledztwo, w ramach którego postawiono zarzuty Widackiemu, Prokuratura Apelacyjna w Białymstoku prowadziła od jesieni 2005 roku, na zlecenie Prokuratury Krajowej.

Politycy LiD odpierają zarzuty kierowane pod adresem Widackiego. Wcześniej w czwartek szef klubu LiD Wojciech Olejniczak poinformował, że jego klub zawiadomił ministra sprawiedliwości o popełnieniu przestępstwa przez funkcjonariuszy publicznych, którzy mieli podżegać do składania fałszywych zeznań przeciwko Widackiemu.

Olejniczak powiedział na konferencji prasowej, że "ma informacje przedstawione przez media, że Sławomir R. (który miał być nakłaniany do składania fałszywych zeznań) był często odwiedzany przez zastępcę prokuratora generalnego Jerzego Engelkinga".

Publikacją, na którą powołuje się LiD w piśmie skierowanym do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego, jest czwartkowy artykuł "Schadzki wiceziobry" w tygodniku "Nie".

Jak czytamy w piśmie LiD, autorom publikacji udało się ustalić, że do Sławomira R. wielokrotnie przychodzili prokuratorzy. Dowody tego znajdują się w dokumentacji białostockiego aresztu - napisał tygodnik.

LiD podkreśla w piśmie, że jeżeli informacje te potwierdziłyby się, mielibyśmy do czynienia "z niebywałym skandalem", bo organy państwa powołane w celu ścigania przestępstw preparują fałszywe dowody w celu obciążenia nimi osób postrzeganych jako polityczni przeciwnicy aktualnie rządzących.

pap, ss