Żona aresztowanego dziennikarza Leszka Kraskowskiego, Violetta Kraskowska, po latach milczenia opisuje eskalującą przemoc psychiczną, interwencje policji i życie w ciągłym napięciu. „Wzywałam pomoc niezliczoną ilość razy” — mówi w wywiadzie dla Onetu, tłumacząc, dlaczego zdecydowała się publicznie zabrać głos właśnie teraz.
Violetta Kraskowska: dzwoniłam po pomoc bez końca
Violetta i Leszek poznali się w 2005 r., pracując przy tematach śledczych. Związek szybko przerodził się w małżeństwo i rodzinę. Gdy Kraskowski odszedł z dziennikarstwa do PR, w domu zaczęły się awantury, trzaskanie drzwiami, wybuchy złości. Padały groźby, dochodziło do szarpaniny, niszczenia rzeczy.
Kraskowska opisuje liczne interwencje: barykadowanie się w mieszkaniu, groźby rozboju, rzucanie kamieniami w samochód, dramatyczne wiadomości SMS i e‑maile, a także podszywanie się pod policję. Przełomem miało być rozbicie pamiątkowej latarenki z prochami jej mamy — po tym zdarzeniu wprowadzono zakaz zbliżania.
Rozwód po latach ucieczek
W 2019 r. wyprowadziła się z dziećmi i rozpoczęła starania o rozwód, wskazując na znęcanie psychiczne i ekonomiczne. Jak twierdzi, mąż nie odbierał pism, unikał kontaktu z sądem, a następnie „odnalazł się” na pierwszej rozprawie, domagając się wycofania pozwu. Kraskowska odpowiedziała: „Na toksyczne status quo mówię NIE”.
Violetta relacjonuje także próby terapii i psychiatrycznego leczenia męża. Wspomina diagnozę CHAD sprzed lat i porzucenie farmakoterapii, a także unikanie badań sądowo‑psychiatrycznych. Podkreśla różnicę między chorobą a trudną osobowością wymagającą długotrwałej psychoterapii.
Broń, groźby i polityka
Niepokój spotęgowały publiczne wpisy o „broni jako wyposażeniu dziennikarza”, zdjęcia ze strzelnicy i wiadomości o „zastrzeleniu” rzekomego napastnika. Kraskowska odcina się od narracji o „prześladowanym dziennikarzu”, krytykując upolitycznienie sprawy i „skrzywioną narrację” wokół aresztowania.
Do kobiet w podobnej sytuacji kieruje apel o niezależność finansową i zawodową. Sama, jak stwierdza w wywiadzie, po 46. urodzinach „wydała przemocowca”, czuje ulgę i chce „odgruzować pobojowisko”, wrócić do domu oraz zapewnić dzieciom bezpieczeństwo. O przyszłości Violetta powiedziała, że „niech zdecydują właściwe organy. Ja nie chcę się już bać”.
Czytaj też:
Pijany mężczyzna wystrzelił w stronę policjantów. Usłyszał zarzuty Czytaj też:
Jest decyzja o areszcie dla Gruzina. Czy przyznał się do zabójstwa artysty?
