Prezes PiS Jarosław Kaczyński w środę 7 października pojawił się na konferencji prasowej. Nie uniknął pytań o medialne doniesienia w sprawie rzekomego rozbijania Koalicji 15 października przy pomocy Amerykanów. Dziennikarka Dominika Wielowieyska twierdzi, że zajmował się tym europoseł PiS Adam Bielan. Polityk miał namówić Donalda Trumpa, by zasugerował PSL koalicję z polską prawicą.
Afera z amerykańską ingerencją. Kaczyński broni Bielana
— On jest w tej chwili niezwykle atakowany – przyznał Kaczyński. – Jako zdrajca wręcz, podczas gdy jego wina to jest to, że w momencie, w którym sprawa polskiej bazy w gruncie rzeczy zamarła, pomógł doprowadzeniu do spotkania pana premiera, ministra obrony Kosiniaka-Kamysza z prezydentem Trumpem — stwierdzał.
— Rozmowa doprowadziła do tego, że coś się w tej kwestii ruszyło. W dalszym ciągu brak jakichś energicznych, szybkich działań prowadzi do wniosku, że być może (…) w gruncie rzeczy ta władza nie chce bazy. Jest to w moim przekonaniu bardzo prawdopodobne — mówił dalej prezes PiS.
Kaczyński o oskarżeniach pod adresem Bielana: Obrzydliwa sprawa
— Ale oskarżanie człowieka, który zrobił coś dobrego i to dla polityka, który jest po drugiej stronie i po tej drugiej stronie bardzo często nas ostro atakuje, to jest już nadużycie moralne, intelektualne i można powiedzieć, że każde inne — bardzo radykalnego charakteru — przekonywał Kaczyński.
Zwrócił się też bezpośrednio do Kosiniaka-Kamysza o zabranie głosu w tej sprawie. Zaapelował, by „publicznie oświadczył, czy był szantażowany, czy nie był szantażowany”. — I to by może zamknęło tę sprawę — obrzydliwą, bo te ataki są po prostu obrzydliwe — podsumował prezes PiS.
Czytaj też:
Gorąco wokół Adama Bielana. Po aferze amerykańskiej pojawiły się nowe zarzuty Czytaj też:
Trump naciskał na Kosiniaka-Kamysza? Tusk o kulisach spotkania
