– Myślę, że jednym z kluczowych elementów będzie to, że Donald Tusk nie będzie mógł być premierem – powiedziała Marcelina Zawisza w programie „Rozmowa Wprost”. Posłanka odpowiadała na pytanie o warunki poparcia przyszłego rządu, gdyby po wyborach od głosów Razem zależało powstanie większości.
Parlamentarzystka zarzuciła szefowi rządu, że jego osobisty konflikt z Jarosławem Kaczyńskim przesłania interes państwa. Jej zdaniem obaj politycy powinni zakończyć kariery i ustąpić miejsca osobom skupionym na długofalowym rozwoju kraju.
– Kaczyński najbardziej na świecie kocha swoją własną partię. I Tusk robi dokładnie to samo. My potrzebujemy polityków, którzy patrzą z perspektywy rozwoju naszego kraju, a nie tego, żeby ten drugi miał gorzej – oceniła w rozmowie z Arturem Siekaczyńskim. – I to jest kluczowa rzecz, że ci dwaj politycy naprawdę powinni już iść na emeryturę – dodała.
Razem chce umowy koalicyjnej z terminami
Zmiana premiera nie byłaby jedynym warunkiem współpracy. Zawisza zapowiedziała, że jeżeli Razem będzie niezbędne do utworzenia większości, zażąda szczegółowej, publicznej umowy koalicyjnej. Dokument miałby określać nie tylko cele przyszłego rządu, ale również harmonogram ich realizacji.
– My będziemy domagać się umowy koalicyjnej, która jest bardzo konkretna, ma wpisane terminy realizacji, bez których nie ma rządu – podkreśliła.
Posłanka wskazała na potrzebę rozdzielenia funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, ograniczenia partyjnego obsadzania instytucji oraz zmian w ochronie zdrowia i finansowaniu nauki. Przekonywała, że umowa powinna dawać gwarancje realizacji tych zobowiązań, a nie pozostawać zbiorem ogólnych deklaracji.
Krytycznie oceniła przy tym obecny dokument koalicyjny. Jej zdaniem zapisy pozbawione konkretnych terminów i mechanizmów egzekwowania nie zapewniają realizacji obietnic.
Zawisza o wejściu do rządu: bylibyśmy listkiem figowym
W „Rozmowie Wprost” padło również pytanie, czy Razem nie zmarnowało szansy na realizację części postulatów, pozostając poza rządem. Zawisza odrzuciła taką ocenę. Argumentowała, że bez zgody premiera nie mogłaby przeprowadzić istotnych reform także jako szefowa Ministerstwa Zdrowia.
Jej zdaniem kluczowe znaczenie ma parlamentarna arytmetyka. Ponieważ głosy Razem nie były konieczne do powstania większości, ugrupowanie nie miałoby wystarczających narzędzi nacisku na partnerów. Posłanka oceniła, że w takiej sytuacji jej partii przypadłaby rola listka figowego.
– Moglibyśmy tylko i wyłącznie głosować za i liczyć na to, że ten rząd nie będzie robił głupich rzeczy i brać pełną odpowiedzialność za wszystkie głupie rzeczy, które robi, ponieważ nie mielibyśmy mechanizmu blokującego – powiedziała.
Zawisza przekonywała, że pozostawanie w opozycji nie wyklucza wpływu na prawo. Jak wskazała, jej poprawki bywają przyjmowane zarówno w komisjach, jak i podczas głosowań na sali plenarnej. Oceniała jednak, że do wynegocjowania głębszych zmian potrzebna jest pozycja ugrupowania, bez którego nie da się utrzymać większości.
Razem do wyborów pójdzie samodzielnie
Na zakończenie rozmowy Zawisza jednoznacznie potwierdziła, że Razem zamierza samodzielnie wystartować w wyborach parlamentarnych. Przekonywała, że ugrupowanie może przyciągnąć wyborców rozczarowanych obecną koalicją.
Posłanka zarzuciła Tuskowi przejmowanie prawicowej retoryki. W jej ocenie takie działanie nie odbiera poparcia ugrupowaniom prawicowym, lecz zniechęca część własnych wyborców rządu. Podobnie interpretowała strategię Rafała Trzaskowskiego w kampanii prezydenckiej.
Zawisza deklarowała zarazem przekonanie, że Razem będzie zwiększać poparcie podczas kampanii. Ewentualne negocjacje koalicyjne uzależniła jednak od wyniku wyborów: ugrupowanie chce stawiać warunki z pozycji partnera niezbędnego do utworzenia rządu.
Czytaj też:
Nowy sondaż pokazuje, że PO-PiS ma się dobrze. Konfederacja traci poparcie Czytaj też:
Polska 2050 pod ścianą. Hołownia szuka partnera przed wyborami
