IPN uśmiercił świadka w "SB a Lech Wałęsa"?

IPN uśmiercił świadka w "SB a Lech Wałęsa"?

Dodano:   /  Zmieniono: 31
IPN potwierdził, że b. oficer SB Edward G. zeznał, iż nic mu nie wiadomo o zarejestrowaniu Lecha Wałęsy jako agenta. Miało to miejsce w toku śledztwa IPN w sprawie fałszowania przez SB akt mających dowodzić, że Wałęsa był agentem o pseudonimie "Bolek".

W piątek Instytut Lecha Wałęsy podał, że żyje główny świadek z SB uznany za zmarłego w książce "SB a Lech Wałęsa", Sławomira Cenckiewicza i Piotra Gontarczyka. "Postanowił się ujawnić i jest gotów zeznawać, aby pokazać całą prawdę" - podał Instytut.

"Na 692 stronie ww. książki stwierdzono, że świadek Edward G. nie żyje, a data śmierci jest nieznana. Przy jego nazwisku napisano też, że to on zwerbował Lecha Wałęsę. Tymczasem świadek żyje i twierdzi zupełnie co innego" - twierdzi Instytut.

Według niego, "IPN świadomie pominął ten kluczowy fakt w swojej pracy". "Uśmiercenie świadka to manipulacja historyczna autorów książki zaakceptowana przez kierownictwo IPN" - głosi komunikat. W ocenie Instytutu, "to nadużycie warsztatowe potwierdza złą wolę autorów książki i kierownictwa IPN, którzy odrzucili kluczowe źródło informacji, aby udowodnić zaplanowaną tezę". "Zeznania świadka podważyłby oskarżenie przez IPN Lecha Wałęsy zawarte w ww. książce" - napisał Instytut.

Rzecznik prasowy IPN Andrzej Arseniuk powiedział PAP, że 18 listopada Edward G. został przesłuchany przez prokuratorów IPN w obecności Lecha Wałęsy (ma on w tym śledztwie status pokrzywdzonego) oraz swego pełnomocnika. "Celem przesłuchania było stwierdzenie, czy istnieją oryginalne dokumenty dotyczące działań SB wobec Lecha Wałęsy" - oświadczył Arseniuk.

Dodał, że w trakcie przesłuchania Edwardowi G. okazano znane dokumenty sprawy. "Co do jednego z nich potwierdził, że to jego pismo, i że wypłacił Lechowi Wałęsie 1500 zł" - powiedział Arseniuk. "Zeznał też, że nic mu nie jest wiadomo, jakoby koledzy zarejestrowali Lecha Wałęsę jako tajnego współpracownika" - poinformował Arseniuk.

Chodzi o kpt. Edwarda Graczyka, który - według książki - miał w 1970 r. zwerbować Lecha Wałęsę. O tym, że Graczyk nie żyje, napisali Cenckiewicz i Gontarczyk w wydanej latem przez IPN książce pt. "SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii". Twierdzą oni, że Lech Wałęsa był agentem SB o kryptonimie "Bolek"; akta świadczące o tym zabrał on w latach 90., a w 2000 r. Sąd Lustracyjny wadliwie ocenił dowody nt. Wałęsy i pominął ich część.

Cenckiewicz powiedział internetowemu wydaniu "Rzeczpospolitej" że o tym, iż Graczyk nie żyje, dowiedział się z uzasadnienia sądu lustracyjnego z 2000 r.

W książce IPN przytoczono uzasadnienie sądu zawierające właśnie taką informację.

Według "Gazety Wyborczej" Graczyk mieszka w Gdańsku. Kilka tygodni temu bez trudu odnaleźli go prokuratorzy pionu śledczego IPN w Białymstoku, którzy prowadzą śledztwo w sprawie fałszowania przez SB akt, mających dowodzić, że Wałęsa był agentem o pseudonimie "Bolek". Graczyk twierdzi, że Wałęsa nie był zarejestrowany jako tajny współpracownik SB, a informacje, które uzyskał od niego w trakcie rozmów "nikomu nie zaszkodziły" - podała w piątek "GW".

Arseniuk dodał, że b.oficera odnaleziono w wyniku intensywnych działań IPN, dzięki bazie PESEL i wymianie dowodów osobistych.

ab, pap

+
 31

Czytaj także